
Pokolenie Z dorastało w zupełnie innych warunkach niż ich rodzice, dlatego inaczej patrzy dziś na dorosłość, samodzielność i życie rodzinne. Zetki nie chcą za wszelką cenę powtarzać scenariusza swoich rodziców, którzy często bardzo szybko musieli wejść w dorosłe życie. Czy naprawdę są mniej samodzielne, czy po prostu nie widzą powodu, by rezygnować z komfortu, jeśli nie muszą?
Zetki wychowały się w bezpiecznych, spokojnych czasach
Pokolenie Zetek, czyli dzisiejsi 20-latkowie wchodzący w dorosłość, wychowało się w zupełnie innym świecie niż ich rodzice i dziadkowie. Dla nich obecność ekranów, nowych technologii i cyfrowych ułatwień w codziennym życiu od najmłodszych lat była czymś zupełnie naturalnym.
Nie znają analogowej rzeczywistości, w której trzeba było pamiętać numery telefonów stacjonarnych i czekać na list od znajomego, bo nie było możliwości pozostawania z nim w stałym kontakcie za pośrednictwem mediów społecznościowych. Dorastali w czasach dynamicznego rozwoju technologicznego i społecznego, dlatego od początku byli przyzwyczajeni do szybko zmieniającej się rzeczywistości.
Jednocześnie Zetki dorastały już po największych przemianach gospodarczych i społecznych, które w Polsce przypadły przede wszystkim na lata 90. Ich dzieciństwo i dorastanie przypadło więc na okres względnej stabilizacji.
Bezrobocie stopniowo malało, a po wejściu Polski do Unii Europejskiej coraz bardziej otwieraliśmy się na świat. Polska stała się częścią europejskiej wspólnoty, a nasze miasta zaczęły przyciągać cudzoziemców, którzy przyjeżdżali tu na studia i do pracy.
Pokolenie ich rodziców dorastało natomiast w PRL-u, kiedy dzieci były w dużej mierze wyjątkowo samodzielne i odpowiedzialne. Często musiały radzić sobie same, a ich rodzice nie zawsze zdawali sobie sprawę z braków w poczuciu bezpieczeństwa, z którymi mierzyły się ich dzieci.
Pokolenie tzw. klucza na szyi chciało więc zapewnić swoim pociechom wszystko to, czego samo nie miało. Rodzice Zetek chcieli dać im poczucie bezpieczeństwa, emocjonalny spokój, przestrzeń do wyrażania uczuć, rozmowy i wsparcie ze strony opiekunów.
Wychowali pokolenie stawiające na komfort
W efekcie wychowali pokolenie, które dziś wie, jak walczyć o swoje prawa i potrzeby, stawia na własny komfort, zdrowie psychiczne i granice. Jednocześnie Zetki coraz częściej wracają do zwyczajów, które dla pokolenia ich rodziców były czymś zupełnie normalnym i codziennym.
Mowa choćby o spotkaniach ze znajomymi bez konkretnego celu, po prostu po to, żeby pobyć razem, ale także o powrocie do urządzeń i rozwiązań, które wydawały się już całkowicie zapomniane. Aparaty analogowe, przewodowe słuchawki czy telefony stacjonarne znów zaczynają być dla młodych atrakcyjne.
Zetkom zarzuca się jednak, że są zależne od rodziców, nie chcą wyprowadzać się z rodzinnych domów i mimo dorosłości w wielu kwestiach nadal polegają na swoich bliskich. Chodzi między innymi o samodzielność finansową, mieszkanie z rodzicami czy korzystanie z ich wsparcia finansowego. Starsze pokolenia krytykują młodych za brak samodzielności i odpowiedzialności, często argumentując, że "oni w ich wieku" mieli już własne mieszkanie, pracę, a nawet byli rodzicami.
Być może problem polega jednak na tym, że Zetki wcale nie widzą powodu, żeby za wszelką cenę przyspieszać dorosłość. Żyją w świecie, w którym jeśli mogą mieszkać z rodzicami, korzystać z ich pomocy i jednocześnie realizować swoje potrzeby, to dlaczego miałyby z tego rezygnować?
Mają dostęp do technologii, rozrywki, podróży i możliwości, o których wcześniejsze pokolenia mogły tylko marzyć. Jeśli rodzice są w stanie pomóc im finansowo, zapewnić mieszkanie czy ugotować obiad, młodzi często po prostu z tego korzystają.
Nie widzą w tym niczego dziwnego ani wstydliwego. Z ich perspektywy trudno zrozumieć argument: "Ja w twoim wieku miałem już rodzinę i kredyt", skoro czasy, koszty życia i możliwości obu pokoleń są zupełnie inne.
Zobacz także
Zamiast ich krytykować, lepiej ich zrozumcie
I właściwie trudno mieć pretensje do młodych ludzi o to, że nie chcą rezygnować z komfortu, jeśli nie muszą tego robić. Dorastali w większym poczuciu bezpieczeństwa i przyzwyczaili się do tego, że rodzic jest obok, można z nim porozmawiać, poprosić o pomoc czy liczyć na wsparcie. Dla poprzednich pokoleń samodzielność często była koniecznością. Dla Zetek nie zawsze jest.
Nie muszą wyprowadzać się z domu w wieku 19 czy 20 lat tylko dlatego, że "tak wypada". Mogą dłużej studiować, później zakładać rodziny, zmieniać pracę i szukać własnej drogi. I samo korzystanie z pomocy rodziców nie jest przecież niczym złym. Trudno uznać, że dorosły człowiek staje się mniej dorosły tylko dlatego, że mama czasem zrobi mu zakupy albo rodzice pomagają mu opłacić wynajem mieszkania.
Jest jednak druga strona tej sytuacji. Wsparcie rodziców może być czymś dobrym, ale wraz z wiekiem powinna zmieniać się skala tej zależności. Dwudziestolatek jest już dorosłym człowiekiem, nawet jeśli nadal mieszka z rodzicami i korzysta z ich pomocy. Może potrzebować wsparcia, ale powinien też stopniowo przejmować odpowiedzialność za własne życie.
Nie chodzi o to, żeby z dnia na dzień odciąć młodego człowieka od rodzinnej pomocy i kazać mu "radzić sobie samemu", ale żeby z każdym kolejnym rokiem coraz więcej rzeczy potrafił i chciał robić sam. Bo czym innym jest bezpieczne zaplecze, do którego można wrócić, a czym innym sytuacja, w której dorosły człowiek nadal oczekuje od rodziców organizowania mu życia. To pierwsze jest wsparciem. To drugie może już stać się wygodną zależnością.




