nauczycielka w klasie z uczennicą
Nauczycieli mieliby podstawowy etat zwiększony z 18 do 22 godzin: wtedy ich pensja byłaby wyższa. fot. Thirdman/Pexels

Więcej godzin przy tablicy zamiast większej podwyżki – taki pomysł ma poprawić nauczycielskie pensje. W czasie gdy ZNP domaga się 15-procentowego wzrostu wynagrodzeń, pojawiła się propozycja dobrowolnego zwiększenia pensum z 18 do 22 godzin tygodniowo. Rozwiązanie ma być bezkosztowe dla budżetu, a jednocześnie uporządkować problem nierównego przydzielania godzin ponadwymiarowych.

REKLAMA

Zwiększenie liczby godzin tablicowych da wyższe pensje

Nauczycielskie pensje to temat, który od miesięcy zajmuje media informujące o oświacie. W budżecie na 2027 rok władze Polski założyły, że pedagodzy dostaną zaledwie 3 proc. podwyżki wynagrodzenia. Związek Nauczycielstwa Polskiego walczy o to, by wzrost pensji wyniósł 15 proc., a jednocześnie domaga się jasnych deklaracji dotyczących powiązania wynagrodzeń nauczycieli z tzw. średnią krajową.

Nauczyciele apelują także o zwiększenie stawek m.in. za wychowawstwo, które obecnie są – w ich ocenie – niewspółmiernie niskie w stosunku do pracy i odpowiedzialności związanej z prowadzeniem klasy.

ZNP zapowiedział protesty i nie wyklucza sięgnięcia po ostrzejsze środki w walce o podwyżki, w ostateczności także strajk. Co jakiś czas pojawiają się jednak dodatkowe propozycje, które mogłyby zwiększyć wynagrodzenia pedagogów bez konieczności przeznaczania na ten cel dodatkowych pieniędzy z budżetu. Tym razem mowa o zwiększeniu pensum nauczycieli z 18 do 22 godzin tygodniowo, czyli wymiaru tzw. godzin tablicowych.

Jeśli chodzi o realne podwyżki, o które zabiega ZNP, budżet państwa na 2027 rok raczej nie jest na nie przygotowany. I właśnie w tym kontekście pojawia się pomysł prof. Mariusza Andrzejewskiego, wiceministra finansów w latach 2005-2006. Ekspert zaproponował dobrowolne podniesienie pensum z 18 do 22 godzin tygodniowo w zamian za wyższe podstawowe wynagrodzenie.

Więcej godzin, za które będzie płacone

W takim wariancie nauczyciel początkujący miałby zarabiać ok. 6,1 tys. zł brutto, nauczyciel mianowany ok. 6,7 tys. zł, a nauczyciel dyplomowany ok. 8 tys. zł. Byłaby to tzw. bezkosztowa podwyżka dla budżetu państwa. Wynika to z faktu, że wielu nauczycieli już dziś realizuje godziny ponadwymiarowe, ale są one nierównomiernie przydzielane.

W efekcie część pedagogów może otrzymywać wyższe wynagrodzenie dzięki dodatkowym godzinom, podczas gdy inni nie mają do nich takiego dostępu. Podniesienie pensum z 18 do 22 godzin miałoby więc nie tylko podnieść podstawowe wynagrodzenie nauczycieli, ale również ograniczyć istniejące różnice związane z przydziałem godzin ponadwymiarowych.

Warto pamiętać, że zgodnie z Kartą Nauczyciela czas pracy nauczyciela zatrudnionego w pełnym wymiarze nie może przekraczać 40 godzin tygodniowo, a pensum stanowi jedynie część tego czasu. W praktyce wielu pedagogów podejmuje dodatkowe zatrudnienie, np. w innej placówce edukacyjnej, aby zwiększyć swoje dochody. Bez dodatkowych godzin, nadgodzin czy innych źródeł zarobku pensja nauczycielska dla części osób może być po prostu niewystarczająca.

Pomysł podniesienia pensum nie jest więc klasyczną podwyżką, o jaką od miesięcy walczy ZNP. Wyższe wynagrodzenie miałoby być bowiem powiązane z większą liczbą obowiązkowych godzin przy tablicy, a samo rozwiązanie pozostaje na razie propozycją.

W sytuacji, w której państwo nie planuje 15-procentowego wzrostu nauczycielskich pensji, podobne pomysły z pewnością będą wracać do debaty o przyszłości oświaty. Pytanie tylko, czy zwiększenie pensum rzeczywiście okaże się rozwiązaniem problemu wynagrodzeń, czy raczej kolejną próbą pogodzenia oczekiwań nauczycieli z ograniczeniami budżetu.