
Wrzesień potrafi wyssać z rodzica całą energię, zanim na dobre zacznie się jesień. Październik nie musi jednak oznaczać kolejnego miesiąca życia na autopilocie, pilnowania plecaków, ogarniania domu i nadrabiania wszystkiego kosztem własnego odpoczynku. Sama coraz częściej wybieram nieidealnie posprzątaną podłogę, samodzielnie spakowany przez dziecko plecak i spacer po parku wśród złotych liści, bo wiem już, że nie każda rzecz naprawdę musi być zrobiona przeze mnie.
Październikowe wyciszenie po wrześniu
Wrzesień dla rodziców przedszkolaków i uczniów bywa wymagający. Zanim człowiek na dobre przyzwyczai się do nowego planu lekcji, przedszkolnych grup, zajęć dodatkowych, składek, zebrań i wieczornego szykowania wszystkiego na następny dzień, orientuje się, że jest już kompletnie wykończony.
Do tego dochodzi praca, zakupy, pranie, gotowanie, sprzątanie i cała ta niewidzialna lista rzeczy, o których ktoś w domu musi pamiętać. Każdy rodzic wie, że wrzesień jest intensywny. U mnie październik zaczyna się więc od bardzo konkretnego postanowienia: nie wszystko musi być zrobione przeze mnie.
Nie chodzi o to, żeby nagle przestać się interesować dziećmi, szkołą czy domem. Chodzi o zdjęcie z siebie części odpowiedzialności za rzeczy, które spokojnie mogą przejąć inni domownicy. Dzieci też mogą wesprzeć w domowych obwiązkach, ponieść konsekwencje tego, że o czymś zapomniały i nauczyć się, że szkole zobowiązania i sprawy naprawdę należą do nich. A ja nie muszę przy tym codziennie udowadniać sobie, że jestem dobrą mamą, pracownicą, partnerką i panią domu.
1. Nie musisz codziennie mieć idealnie posprzątanego mieszkania
Są takie dni, kiedy podłoga aż prosi się o odkurzacz i mopa, w łazience przydałoby się przetrzeć lustro, a na stole od dwóch dni leżą rzeczy, które powinny być odłożone na swoje miejsce. I naprawdę nic wielkiego się nie stanie, jeśli nie zrobię tego od razu.
Mam pracę, dzieci, zakupy do zrobienia, pranie, gotowanie i mnóstwo innych rzeczy na głowie. Nie chcę spędzać każdego wolnego popołudnia na doprowadzaniu mieszkania do stanu idealnego tylko po to, żeby wieczorem spojrzeć na czystą podłogę i pomyśleć, że to jedyna rzecz, która dziś mi się udała.
Jesienią szczególnie szkoda mi czasu na perfekcjonizm. Jeśli jest piękny, ciepły dzień, dzieci mają ochotę wyjść i akurat nie mają żadnych zajęć dodatkowych, a ja też mam jeszcze trochę energii, wolę iść z nimi do parku. Podłoga naprawdę może poczekać do wieczora albo do jutra.
2. Nie pakuj dzieciom wszystkiego do plecaka
Przez pierwsze dni szkoły łatwo wpaść w tryb mistrzyni kontroli. Sama sprawdzałam synowi plecak, dopytywałam czy spakował strój na WF i śniadaniówkę.
Tylko że w pewnym momencie trzeba zrobić krok do tyłu. Dziecko nie nauczy się odpowiedzialności za swoje rzeczy, jeśli mama będzie jego pamięcią zewnętrzną przez cały rok szkolny. Po pierwszych trudnych tygodniach powrotu do rutyny, w październiku już można dać odpowiedzialność uczniowi.
Oczywiście młodsze dzieci potrzebują pomocy. Nie chodzi o zostawienie ich samych z całym szkolnym chaosem. Chodzi raczej o stopniowe dawanie im samodzielności w szkolnych realiach. Jeśli dziecko zapomniało zeszytu, nie zawsze muszę rzucać wszystko i jechać do szkoły. Jeśli nie spakowało stroju na WF, może tym razem po prostu ponieść tego konsekwencje.
3. Nie musisz być rodzinnym centrum dowodzenia
Mam czasem wrażenie, że od rodziców oczekuje się pamiętania absolutnie wszystkiego. Kiedy są urodziny kolegi, kiedy trzeba przynieść coś do przedszkola, o której w przedszkolu jest zebranie, gdzie jest trening, ile zostało pieluch dla młodszego dziecka i czy w przyszłym tygodniu trzeba przynieść podpisaną zgodę na wycieczkę.
Tyle że rodzina nie powinna działać tylko dzięki jednej osoby, która wie wszystko i wszystkim przypomina.
Dlatego coraz częściej odpuszczam. Jeśli dziecko jest już na tyle duże, żeby pamiętać o swoich obowiązkach, pozwalam mu pamiętać i nie czuję wyrzutów sumienia, gdy poniesie porażkę. Jeśli czegoś nie wie, może zapytać. Jeśli czegoś zapomniało, nie zawsze będę ratować sytuację. Nie chcę być sekretarką własnych dzieci. Chcę być ich mamą.
Zobacz także
4. Nie musisz wykorzystywać każdej wolnej godziny na produktywność
To chyba jedna z najtrudniejszych rzeczy do odpuszczenia, przynajmniej dla mnie. Kiedy wreszcie dzieci zajmują się sobą, zamiast usiąść i wypić w ciszy kawę, zaczynam widzieć rzeczy do zrobienia. Nieumyte okna, pranie, sprzątanie kuchni, odpisanie na maila. Coś trzeba zamówić, coś sprawdzić, komuś odpisać.
Od niedawna zrozumiałam dopiero, że wolna chwila nie musi automatycznie oznaczać kolejnego zadania.
Czasami można zrobić herbatę i przez piętnaście minut niczego nie nadrabiać. Można przeczytać kilka stron książki, popatrzyć za okno na jesienne drzewa. Można usiąść z dziećmi i układać puzzle zamiast w tym czasie ogarniać kuchnię. Można po prostu odpocząć. Mama, która odpoczywa, nie jest leniwa. Jest człowiekiem, który też ma ograniczoną energię.
5. Nie musisz być idealną mamą
To jest chyba największa rzecz, którą chcę sobie odpuścić tej jesieni. Presję, że wszystko powinno być zrobione dobrze, na czas i najlepiej jeszcze trochę lepiej niż u innych.
Dzieci nie potrzebują domu, w którym zawsze jest idealnie czysto. Nie potrzebują mamy, która codziennie przygotowuje perfekcyjne posiłki, pamięta o każdej rzeczy, organizuje każdą wolną chwilę i nigdy nie jest zmęczona.
Potrzebują mamy, która jest obok. Czasem robiącą domowy obiad, a czasem kanapkę w pięć minut, bo nie ma czasu na coś większego. Czasem w posprzątanym pokoju, a czasem z praniem wysypującym się z kosza. Czasem z pomysłem na wspólne popołudnie, a czasem z komunikatem, że dzisiaj naprawdę nie ma już siły i niech wszyscy sami zajmą się sobą.
Październik nie musi być kolejnym miesiącem zaciskania zębów. Po wrześniowym rozruchu można trochę zwolnić i sprawdzić, które obowiązki rzeczywiście muszę wykonywać ja, a które mogę oddać dzieciom, partnerowi albo po prostu odłożyć.




