chłopiec przytula psa na łóżku
Wychowując dzieci bez zwierzaka też da się ich nauczyć odpowiedzialności. fot. kaboompics.com/Pexels

Pies nie jest zabawką, którą kupujemy dziecku, żeby nauczyć je odpowiedzialności. Wiem, że zwierzę może nauczyć empatii, troski i cierpliwości, ale wiem też, że w naszym domu większość obowiązków związanych z psem przez najbliższe lata spadłaby właśnie na mnie. Dlatego kiedy moi synowie proszą o psa albo kota, mówię "nie" – wcale nie dlatego, że nie lubię zwierząt. I mam na to 3 dobre argumenty, które chętnie sprzedam innym rodzicom.

REKLAMA

Pies uczy odpowiedzialności, empatii i troski o drugą istotę. W teorii każdemu bym polecała opiekę nad psem lub kotem, szczególnie rodzicom. Tyle że moje dzieci nie potrzebują dziś psa, żeby nauczyć się odpowiedzialności, a ja nie potrzebuję kolejnego obowiązku, żeby udowodnić sobie, że jakoś dam radę. Dlatego kiedy synowie proszą o psa lub kota, odpowiadam "nie" i wcale nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia.

1. Nie chcę kolejnego obowiązku, który w praktyce będzie mój

Mam w domu dzieci, mam też pracę, obowiązki domowe i partnera, który pracuje po kilkanaście godzin każdego dnia, więc siłą rzeczy większość codziennego ogarniania spada na mnie. Naprawdę nie muszę sobie dokładać kolejnego punktu do listy domowych obowiązków do odhaczenia.

Bo umówmy się: kiedy pięcio- czy sześcioletnie dziecko mówi: "To ja będę wychodził z psem", brzmi to rozczulająco. Tyle że ja realnie nie wypuszczę małego dziecka samego z psem na spacer. Mieszkamy w centrum miasta, a nie na spokojnym osiedlu albo w bliskiej okolicy parku. To oznacza, że na tym etapie spacer z psem jest kolejnym obowiązkiem dorosłego. Nie mówię, że nie zmienię zdania, kiedy dzieci będą starsze i faktycznie część z tych zobowiązań realnie będzie mogła przejść na nie.

I oczywiście, gdybym musiała, znalazłabym na to czas. Tak samo jak znajduję czas na rzeczy, które są konieczne jak gotowanie obiadu czy zawożenie synów na treningi piłkarskie. Tylko po co miałabym świadomie dokładać sobie obowiązków, których wcale nie potrzebuję? Mam poczucie, że rodzicielstwo i tak jest wystarczającą szkołą odpowiedzialności. Nie muszę kupować psa, żeby tę lekcję odrobić.

2. Nie umiem odpoczywać w domu pełnym sierści, piachu i chaosu

To może zabrzmieć banalnie, ale dla mnie jest naprawdę ważne. Nie znoszę włosów i piachu w domu. Przy małych dzieciach i tak odkurzam praktycznie codziennie. Gdybym miała jeszcze zbierać sierść z podłogi, kanapy i ubrań, prawdopodobnie szybko skończyłoby się to moim nerwowym załamaniem.

Lubię zwierzęta, ale nie oznacza to automatycznie, że chce się z nimi mieszkać. Dom jest dla mnie ostoją. Miejscem, w którym po całym dniu pracy, dziecięcej zabawy, gotowania, sprzątania i miliona drobnych spraw mogę usiąść i odpocząć. Nie każdy potrzebuje do tego idealnego porządku, ale ja akurat potrzebuję choć odrobiny ładu i przewidywalności.

Pies czy kot dla mnie oznacza dodatkowy ruch, dźwięki, sierść, piach, czasem błoto, czasem zniszczenia, a przede wszystkim jeszcze jedną żywą istotę, o której trzeba pamiętać i o nią dbać, a mnie już i tak brakuje przestrzeni na to, żeby zadbać nawet o siebie. Dla wielu rodzin to część normalnego, fajnego życia. Dla mnie na tym etapie byłoby to po prostu więcej chaosu.

3. Nie chcę brać odpowiedzialności, której dziś mogłabym nie udźwignąć

To chyba najważniejszy powód. Pies nie jest zabawką dla dzieci. Nie jest prezentem na urodziny ani sposobem na to, żeby dziecko oderwało się od konsoli. Nie powinno się go oddawać, kiedy dzieci stracą zainteresowanie.

Zwierzę potrzebuje czasu, opieki, uwagi i pieniędzy. Potrzebuje człowieka również wtedy, kiedy rodzina ma gorszy dzień, ktoś jest chory, zmęczony albo gdybyśmy chcieli spontanicznie wyjechać.

Te wyjazdy są dla mnie kolejnym argumentem. Nawet mając psa razem z partnerem, bez dzieci i tak trzeba mieć kogoś trzeciego, kto będzie w gotowości, by zaopiekować się czworonogiem. Kogoś, kto zajmie się nim, kiedy chcemy wyjechać na wakacje, na weekend albo choćby na cały dzień. Można oczywiście korzystać z hotelu dla psów czy jakiegoś płatnego opiekuna, ale to nadal oznacza organizację i dodatkowy koszt.

Mam więc świadomość, że pies mógłby wiele dać moim dzieciom. Nauczyłby ich empatii, cierpliwości i troski. W późniejszych latach mógłby też dać im więcej samodzielności. Zwierzęta potrafią być również ogromnym wsparciem dla dzieci, także tych, które potrzebują dodatkowej pomocy czy terapii.

Tylko że argument "pies nauczy dziecko odpowiedzialności" nie może oznaczać, że dorosły bierze na siebie obowiązek, na który nie ma przestrzeni. Bo odpowiedzialność za zwierzę zaczyna się właśnie od tego, żeby uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie: czy naprawdę jestem gotowa się nim zajmować? Ja dziś odpowiadam: nie.

Może za kilka lat będzie inaczej. Może moje dzieci będą starsze, bardziej samodzielne, a nasze życie będzie wyglądało zupełnie inaczej. Nie wykluczam tego. Sama wychowywałam się ze zwierzęciem, choć mieliśmy psa tylko raz i z powodów zdrowotnych musieliśmy go oddać. Nie mam więc w sobie potrzeby posiadania psa za wszelką cenę. I uważam, że warto powiedzieć to głośno: zwierzęta nie są dla każdego. I to nie jest nic złego.