
Po długim weekendzie nad Bałtykiem wróciłam z dwiema obserwacjami, które nie dają mi spokoju. Na plaży zauważyłam wyraźnie mniej dzieci niż jeszcze kilka lat temu, za to coraz więcej osób wypoczywających z psami. Zaskoczyło mnie też to, jak wielu opiekunów pozwalało swoim zwierzętom swobodnie biegać między kocami i bawiącymi się dziećmi. I wiecie co mnie smuci? Że akceptacja działa tu tylko w jedną stronę...
W długi weekend wybrałam się z rodziną nad Bałtyk. Jak zawsze byłam pewna, że nie unikniemy gwaru, tłumów, ale też liczyłam na chwilę odpoczynku, kiedy moje dzieci będą bawiły się w piachu i na brzegu morza, a ja w spokoju poczytam sobie na kocu książkę. W większości udało mi się wstrzelić z przewidywaniami, ale wróciłam też z dwoma zaskakującymi obserwacjami z plaży.
I muszę przyznać, że trochę nie dają mi spokoju.
Więcej opiekunów psów niż rodziców z dziećmi
Pierwsza jest taka, że na plaży naprawdę było więcej opiekunów psów niż rodziców z dziećmi. Nie mam na myśli pojedynczych przypadków. Była piękna pogoda, cała plaża ludzi. Widziałam mnóstwo par spacerujących z psami, młodych kobiet z czworonogami, rodzin zabierających zwierzaki na plażowanie. Dzieci też były, ale wyraźnie mniej niż jeszcze kilka lat temu.
Mniej dzieci w przestrzeni publicznej
Pamiętam wakacje sprzed dwóch czy trzech sezonów. Wystarczyło rozłożyć ręczniki i po chwili moje dzieci miały kompanów do zabawy. Razem budowały forty z piasku, skakały przez fale i wymyślały własne zabawy. Dzisiaj takie obrazki zdarzają się coraz rzadziej. Na sporej przestrzeni wokół nas na plaży widziałam dosłownie pojedyncze dzieci rozsiane między parawanami.
To oczywiście nie jest naukowy dowód na kryzys demograficzny. Ale trudno nie zauważyć zmiany – dane potwierdzają, że Polska się wyludnia i mamy rekordowo niską dzietność. Coraz mniej dzieci pojawia się w przestrzeni publicznej, a coraz częściej ich miejsce zajmują zwierzęta traktowane jak pełnoprawni członkowie rodziny.
Zwierzęta jak pełnoprawni członkowie rodziny
I nie mam z tym problemu, naprawdę. Sama nie mam czworonoga, ale lubię zwierzęta i uczę swoje dzieci szacunku do nich – wiem zresztą, jak korzystne bywa wzajemne oddziaływanie psa i dziecka na rozwój emocjonalny. Tłumaczę, że nie wolno podbiegać do obcych psów, wyciągać rąk, zaczepiać ich ani głaskać bez zgody opiekuna.
Zwierzętom należy się spokój i respekt. Nic dziwnego, że emocje budzi nawet sama językowa zmiana – głośno było choćby o tym, jak rozgorzała burza po pytaniu "pies czy dziecko", po której głos zabrał prof. Bralczyk.
Problem pojawia się wtedy, gdy ten szacunek działa tylko w jedną stronę.
Mój syn bał się bawić przez cudze psy
Bo moja druga obserwacja z plaży jest taka, że wielu ludzi nie pilnuje już nie tylko dzieci, ale także swoich czworonożnych podopiecznych.
Nie przeszkadza mi pies, który spokojnie leży przy kocu. Nie przeszkadza mi zwierzak, który pobiegnie na chwilę do morza i wróci do opiekuna. Taki widok jest czymś zupełnie naturalnym, przecież przebywamy w przestrzeni publicznej i mamy do niej takie same prawa.
Gdy pies biega samopas, a opiekun śpi
Przeszkadza mi natomiast sytuacja, gdy pies biega samopas po zatłoczonej plaży, a jego właściciel śpi, czyta książkę albo opala się i kompletnie nie interesuje się tym, co robi zwierzę.
Podczas naszego pobytu kilka psów podbiegało do bawiących się dzieci. Może nie byłoby w tym problemu, ale mój syn boi się psów. On się wystraszył, nie chciał już później dalej bawić się z innymi dziećmi.
To zresztą częsty dylemat rodziców – pisałam o nim przy okazji tekstu o tym, że dziecko boi się psów i czy właściciele powinni je trzymać na smyczy. Później inny psiak wszedł nam na koc, a jeszcze kolejny kręcił się między ręcznikami obcych ludzi. Był też taki, który uznał, że nasza drożdżówka jest jego drożdżówką i po prostu podbiegł i ją zabrał. Najbardziej zdziwiła mnie reakcja jego opiekunki, która zamiast przeprosić, obróciła wszystko w żart.
Akceptacja tylko w jedną stronę
Mam wrażenie, że coraz częściej oczekuje się od wszystkich wokół pełnej akceptacji dla zachowań cudzych zwierząt. Jeśli komuś coś przeszkadza, od razu słyszy, że przecież pies chce się tylko bawić albo jest przyjazny, albo że ma takie same prawa jak moje dziecko.
Tyle że nie każdy ma obowiązek wiedzieć, że pies jest spokojny i przyjacielski. Nie każdy lubi psy. Nie każde dziecko czuje się przy nich bezpiecznie. Nie każdy chce, aby mokry zwierzak wskakiwał na jego koc albo przebiegał przez budowaną właśnie piaskową konstrukcję.
Jak ktoś ma problem z moimi dziećmi, to jestem z tych rodziców, którzy stawiają granice i nie pozwalają kilkulatkom na wszystko. Chciałabym, żeby opiekunowie zwierząt również kierowali się podobną zasadą.
Odpowiedzialność dotyczy dzieci i zwierząt
Co ciekawe, ci sami ludzie często bardzo surowo oceniają dzieci w przestrzeni publicznej. Narzekają, że są za głośne, że biegają, że przeszkadzają – bywa, że można odnieść wrażenie, iż dzieci wszystkim przeszkadzają i wychowujemy je w bardzo wrogim świecie. Tymczasem własnym zwierzętom pozwalają na zachowania, których nie zaakceptowaliby u dziecka.
W tej historii jest jeszcze jeden ważny aspekt. Pozostawianie psa bez nadzoru nie jest problemem wyłącznie dla innych ludzi. To także ryzyko dla samego zwierzęcia. Na zatłoczonej plaży może się zgubić, coś połknąć, przestraszyć się albo wpaść pod rower czy hulajnogę na promenadzie.
Odpowiedzialność działa w obie strony: dotyczy dzieci i dotyczy też zwierząt.
Czuwanie to istota opieki
Patrząc teraz na tę plażę, miałam poczucie, że coraz częściej jesteśmy rodzicami czy opiekunami zwierząt, ale już niekoniecznie chcemy brać na siebie codzienny obowiązek czuwania nad tym, co robi istota, za którą odpowiadamy.
A przecież właśnie na tym polega opieka. Nie na tym, żeby mieć dziecko czy psa obok siebie, ale żeby naprawdę się nim zajmować.
Zobacz także




