Alice Trail Ford z rodziną i nowo narodzonym synem Duncanem
Kobieta na co dzień z rodziną mieszka na Kostaryce, ale chciała urodzić w rodzinnym domu. fot. screen Facebook @The Orcadian

Na niewielkiej szkockiej wyspie przez 34 lata nie urodziło się ani jedno dziecko. Kiedy w końcu na świat przyszedł mały Duncan, na wyspę trzeba było sprowadzić położne śmigłowcem, bo na miejscu nie ma szpitala ani zaplecza położniczego. To niezwykłe narodziny w miejscu, gdzie mieszka zaledwie kilkadziesiąt osób, a rodzinny dom mamy chłopca ma historię sięgającą XVIII wieku.

REKLAMA

Pierwszy noworodek na wyspie po 34 latach

W Polsce temat kryzysu demograficznego jest już poruszany w wielu różnych przestrzeniach. Mierzymy się z najmniejszą liczbą urodzeń w roku, odkąd zaczęto w ogóle prowadzić tego typu rejestry. Są miasta, w których dzieci rodzi się mniej, niż jest w nich placówek edukacyjnych.

Na świecie są jednak miejsca, w których poziom dzietności jest równie niski jak w Polsce. W mediach pojawiła się informacja o tym, że na jednej ze szkockich wysp, North Ronaldsay, odizolowanej od reszty Wielkiej Brytanii, urodziło się pierwsze dziecko od 1992 roku. Wyspa, o której mowa, jest małą wysepką Orkadów i mieszka na niej zaledwie kilkadziesiąt.

Ostatni noworodek przyszedł tam na świat 34 lata temu. W ostatnim czasie urodził się tam jednak mały Duncan. Chłopiec jest najmłodszym z czwórki dzieci Alice Trail Ford i Joprge'a Suareza, którzy na co dzień mieszkają w Kostaryce. W czerwcu rodzina przyjechała do rodzinnego domu kobiety na Orkadach i wtedy podjęła decyzję, że zostanie na wyspie do czasu narodzin dziecka.

Jego mama chciała urodzić w Holland House – domu rodzinnym, który ma dla niej szczególne znaczenie. Przodkowie kobiety kupili wyspę w 1727 roku, a rodzinna posiadłość była przekazywana z pokolenia na pokolenie. W budynku znajduje się wiele rodzinnych pamiątek. Mama Duncana chciała, żeby chłopiec przyszedł na świat w otoczeniu rodzinnej historii.

Położne dotarły śmigłowcem medycznym

Żeby jednak kobieta mogła tam urodzić, do porodu należało się odpowiednio przygotować. Problemem był fakt, że na wyspie nie ma jednak szpitala ani odpowiedniego zaplecza położniczego, dlatego poród wymagał szczegółowego przygotowania i wsparcia zespołu NHS (National Health Service, czyli system służby zdrowia w Wielkiej Brytanii).

Zdecydowano, że rodzina zorganizuje na czas porodu transport dwóch położnych, które dostały się na wyspę śmigłowcem ratowniczym. Jak zauważają media, wybór takiego miejsca na poród jest niezwykły. Wyspa nie tylko jest historycznie związana z rodziną matki, ale jest również miejscem z unikalną przyrodą.

Znajduje się tam zabytkowa latarnia morska, występuje wiele gatunków migrujących ptaków, a także niezwykła rasa owiec, które jako jedyne ssaki z tego gatunku żywią się wodorostami. Na wyspę ze Szkocji można dostać się wyłącznie samolotem z Kirkwall, miasta archipelagu, lub promem, który płynie 2,5 godziny.