
Polska od lat mierzy się z alarmująco niską dzietnością i starzejącym się społeczeństwem. Po ośmiu latach spadków pojawił się jednak ważny sygnał – liczba urodzeń w 2026 roku przestała się obniżać. GUS szacuje, że współczynnik dzietności wyniesie około 1,11, wobec 1,07 w 2025 roku.
Alarmująco niska dzietność od ponad 9 lat
Od kilku lat demografowie alarmują, że w Polsce z roku na rok obniża się wskaźnik dzietności. Analizując dane, można z powodzeniem stwierdzić, że mamy do czynienia ze starzejącym się społeczeństwem, a zastępowalność pokoleń nie jest osiągana już od lat. Eksperci zauważali nawet, że tak mało dzieci jak obecnie nie rodziło się w Polsce nawet w czasie wojny.
Dziś w końcu pojawiły się jednak bardziej pocieszające informacje dotyczące polskiej demografii. Jak szacuje Główny Urząd Statystyczny, po ośmiu latach spadków liczby urodzeń dzieci w Polsce wskaźnik wreszcie się zatrzymał. Oznacza to, że jeśli statystyki z dotychczasowych miesięcy 2026 roku się utrzymają, dzietność w Polsce w tym roku nie będzie niższa niż w poprzednim.
Tylko w czerwcu 2026 roku urodziło się 20 tys. dzieci. Według danych z poprzednich miesięcy wskaźnik urodzeń pozostaje stabilny od około sześciu miesięcy. W marcu na świat przyszło o 6,4 proc. dzieci więcej niż rok wcześniej, a w innych miesiącach dane również nie są tak spadkowe jak w poprzednich latach. GUS szacuje, że współczynnik dzietności wyniesie w 2026 roku około 1,11. To wzrost, ponieważ w 2025 roku wynosił 1,07.
To nadal zdecydowanie za mało, by mówić o zastępowalności pokoleń, ale jest to sygnał, że w polskiej demografii możliwe są zmiany. Punktem odniesienia dla GUS jest rok 2017, ponieważ od tego czasu z roku na rok dzietność systematycznie malała.
I choć w kwietniu 2026 roku wprowadzono świadczenie 500 plus, które miało pomóc odwrócić ten trend, efekt był taki, że od 2017 do 2026 roku każdego roku rodziło się sukcesywnie coraz mniej dzieci. Największe załamanie miało miejsce po wybuchu pandemii.
W 2021 roku urodziło się 25,4 tys. dzieci, czyli o 23,5 proc. mniej niż rok wcześniej, a tempo spadków przyspieszyło do 7-8 proc. rocznie. W kolejnym roku, czyli 2022, kiedy wybuchła wojna w Ukrainie, wskaźnik spadł do 10 proc.
Zobacz także
Zatrzymana tendencja spadkowa, teraz czas na wzrost
Tak niskiej dzietności w Europie nie ma prawie żaden inny kraj. Dotychczas nie pomagały ani świadczenia rodzinne, ani coraz lepsza dostępność państwowych placówek opiekuńczych dla małych dzieci. Młodzi Polacy wciąż mówią o niestabilnej pracy i braku możliwości posiadania własnego mieszkania. Dla wielu z nich poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa jest warunkiem podjęcia decyzji o założeniu rodziny.
W tym roku statystyki pokazują jednak, że być może mamy wreszcie do czynienia z odwróceniem tendencji.
Przyczynić się do tego mogło kilka różnych zjawisk. „Rzeczpospolita”, która przeanalizowała dotychczasowe dane demograficzne, podkreśla, że czynników może być kilka. Wpływ na sytuację mogła mieć stabilizacja inflacji, ale również uspokojenie sytuacji po pandemii i wybuchu wojny w Ukrainie, a także wyhamowanie wzrostu cen nieruchomości.
Dziś eksperci zapewne cieszą się z faktu, że dzietność przestała spadać, ale kolejnym celem powinno być to, by z roku na rok stawała się coraz wyższa. Samo zatrzymanie tendencji spadkowej to wciąż za mało, by za kilka lat w kraju nie pojawiły się poważne problemy, między innymi gospodarcze.
Wyzwaniem jest również fakt, że maleje liczba obywateli w wieku, w którym mogą mieć dzieci. Oznacza to, że utrzymanie dzietności na stabilnym poziomie, a tym bardziej jej wzrost, nie będzie łatwym zadaniem w kolejnych latach.
Na razie pozostaje więc cieszyć się z niewielkiego, ale ważnego sygnału. Po latach spadków polska dzietność przestała się obniżać. Czy to początek trwałej zmiany, czy tylko chwilowe zatrzymanie trendu, pokażą dopiero kolejne lata.




