
Dla wielu rodziców 50 zł dziś za mało na prezent urodzinowy dla kolegi z klasy. W dyskusjach coraz częściej padają kwoty 100, a nawet 150 zł. Problem zaczyna się wtedy, gdy zaproszenia przychodzą jedno za drugim. "U nas już trzecie urodziny w tym miesiącu" – przyznaje jedna z mam.
Kiedy dziecko dostaje zaproszenie na urodziny koleżanki albo kolegi z klasy, pojawia się pytanie – ile wypada wydać na prezent? 50 zł? 70? A może 100 zł? Pytanie jednej z mam na forum internetowym pokazuje, że dziecięce urodziny potrafią nieźle obciążyć domowy budżet. Szczególnie gdy w jednym miesiącu wypadają trzy albo cztery imprezy.
"Mamy, ile przeznaczacie na prezent urodzinowy, jak dziecko jest proszone na przyjęcie? U nas już trzecie urodziny w tym miesiącu i nie ukrywam, że to dla mnie duży wydatek” – napisała jedna z mam.
50 zł na prezent? Dla niektórych to już za mało
Odpowiedzi rodziców pokazują, że nie istnieje jedna niepisana stawka, którą "wypada" przeznaczyć na prezent dla kolegi czy koleżanki dziecka. Wyraźnie widać jednak, że w wielu domach kwota oscyluje dziś w okolicach 70-100 zł.
"Robię prezenty w okolicy 100 zł. Czasem jest to 80, czasem 120" – pisze jedna z mam.
Inna przyznaje, że rozróżnia bliskich przyjaciół córki od dzieci, które są po prostu kolegami i koleżankami z klasy. Na prezent dla przyjaciółki przeznacza około 100 zł, a dla pozostałych dzieci – mniej więcej 70 zł.
Są też rodzice, dla których górną granicą jest 150 zł.
"150 zł – staram się nie przekraczać tej kwoty, chyba że jest to jakaś bliska przyjaciółka córki, to wtedy zdarza się coś droższego" – czytamy w jednym z komentarzy.
Nie wszyscy uważają jednak, że tak wysokie kwoty powinny stać się normą. Jedna z mam przyznaje wprost, że 100-150 zł za prezent dla kolegi czy koleżanki dziecka to przesada.
Zobacz także
"Myślałam, że daje się coś symbolicznego"
Co ciekawe, o tym, jak zmieniła się skala dziecięcych prezentów, niektórzy rodzice przekonują się dopiero wtedy, gdy sami organizują przyjęcie.
Jedna z mam wspomina, że przy pierwszych wyprawianych dla dzieci urodzinach córki była zaskoczona wartością rzeczy przyniesionych przez gości. Spodziewała się raczej symbolicznych upominków.
"Cieszę się, że moja miała urodziny pierwsza, bo gdybym poszła z takim 'tanim' prezentem, to byłoby mi później głupio. Mam wrażenie, że dzieci dostają prezenty za minimum 100-150 zł i też uważam, że to przesada" – przyznaje.
Po ostatnim przyjęciu jej córka wróciła z tyloma drogimi rzeczami, że – jak opisuje mama – była "obładowana jak wielbłąd". Kobieta nie miała nawet gdzie tego wszystkiego schować. "Mam wrażenie, że to zrobiły się kolejne dziwne zawody" – podsumowała.
Coś w tym jest. Prezent, który miał być miłym gestem wobec solenizanta, zaczyna podlegać porównaniom. Skoro nasze dziecko dostało grę za 120 zł, głupio pojawić się na urodzinach kolegi z kolorowanką za 30 zł. Jeśli inni przynoszą duże zestawy klocków, rodzic zaczyna się zastanawiać, czy jego niewielka paczka nie będzie wyglądała zbyt skromnie. Tyle tylko że przy jednym zaproszeniu różnica między 50 a 100 zł może wydawać się niewielka. Przy czterech urodzinach w miesiącu robi się z niej już 200 zł.
Składka zamiast sterty przypadkowych prezentów
Część rodziców znalazła sposób, żeby przerwać tę prezentową licytację. Zamiast kilkunastu osobnych paczek organizują składkę.
"U córki był zwyczaj, że robiliśmy składkę 50 zł i to było super, bo za uzbieraną kwotę można było kupić już coś konkretnego. Rodzice dawali propozycje" – opisuje jedna z mam.
Jej zdaniem to znacznie lepsze rozwiązanie niż kilkanaście zestawów puzzli, klocków czy notesików, które później lądują gdzieś głęboko w szafie.
W innej grupie składka wynosi 70 zł. Rodzic solenizanta podsyła propozycje prezentów mieszczących się w zebranym budżecie albo informuje, czym dziecko aktualnie się interesuje. Dzięki temu goście nie muszą zastanawiać się, co kupić, a solenizant dostaje jedną konkretną rzecz, której rzeczywiście chce. To rozwiązanie ma jeszcze jedną zaletę – ustala wspólną kwotę. Nikt nie musi zastanawiać się, czy przyniósł za tani prezent i jak jego paczka wypadnie na tle innych.
"Żeby się zwróciło". Urodziny jak małe wesele?
Wśród komentarzy pojawiło się jednak jeszcze jedno podejście, które dobrze pokazuje, jak daleko zaszło kalkulowanie dziecięcych przyjęć.
Jedna z mam przyznała, że stosuje zasadę podobną do tej, którą niektórzy kierują się, idąc na wesele. Próbuje oszacować, ile organizator wydał na jednego gościa – salę, poczęstunek, tort i napoje – i na tej podstawie ustala wartość prezentu. Najczęściej wychodzi jej około 100 zł.
W aktualnych cennikach samo przyjęcie w sali zabaw może kosztować od kilkuset do ponad tysiąca złotych, a bardziej rozbudowane pakiety dla dziesięciorga dzieci sięgają około 1,5-1,7 tys. zł. Do tego dochodzą jeszcze tort (dodatkowo płatny), dekoracje czy dodatkowe atrakcje.
Czy to jednak oznacza, że rodzic zaproszonego dziecka powinien w jakikolwiek sposób "zwracać" gospodarzom koszt imprezy? No chyba niekoniecznie. To przecież organizator decyduje, czy urządzi urodziny w domu przy torcie i paluszkach, czy wynajmie drogą salę z animatorem. Prezent chyba nie powinien być "biletem wstępu" na urodziny.




