
Metka piżamki mówi "bawełna", a w środku może być zupełnie inny skład, w którym na pierwszym miejscu jest plastik. UOKiK sprawdził blisko 1000 partii ubrań dziecięcych. Wyniki kontroli powinny dać rodzicom sporo do myślenia.
Ubrania dziecięce wątpliwej jakości
Jako matka, która co sezon kupuje ubrania swoim synom, również z drugiej ręki, bo chłopcy wyrastają ze wszystkiego w zastraszającym tempie, mogę śmiało powiedzieć, że przez moje ręce przewinęły się już kilogramy dziecięcych tekstyliów. Prawda jest taka, że ubrania i inne tekstylia dla dzieci, np. piżamy czy pościel, najłatwiej kupić w sklepach takich jak KiK czy Pepco. Produkty są tam stosunkowo tanie, a producenci często deklarują naturalne, nawet 100-procentowo bawełniane składy.
Sama bardzo często korzystam z takich ofert. Jest tanio, a przy tym jakość zwykle jest wystarczająca. Przy dwóch chłopcach, którzy zdecydowanie nie oszczędzają ubrań podczas zabawy i sportowej aktywności, czasami łatwiej kupić tańszą koszulkę, którą później bez większego żalu wyrzucę, niż droższe ubranie, którego po zniszczeniu będzie mi zwyczajnie szkoda.
Z drugiej strony okazuje się, że deklaracjom na metkach nie zawsze można ufać. We wrześniu 2026 roku UOKiK poinformował o wynikach kontroli odzieży dziecięcej przeprowadzonej w pierwszej połowie roku. Inspekcja Handlowa sprawdziła blisko 1000 partii ubrań dla dzieci do 168 cm wzrostu. Niemal co czwarta miała nieprawidłowości, z których najwięcej dotyczyło oznakowania.
Kontrola objęła m.in. bluzki, sweterki, spodenki, kurtki i bieliznę. Inspektorzy wykryli błędy w prezentowaniu składu produktów, nieprawidłowe nazwy włókien, a także rozbieżności między informacjami podanymi w ofercie internetowej a tymi znajdującymi się przy produkcie.
Zobacz także
Co innego na metce, co innego w faktycznym składzie
UOKiK przyjrzał się również bliżej temu, co faktycznie znajduje się w materiałach. Do badań laboratoryjnych trafiły 113 partii ubrań i w przypadku blisko jednej czwartej z nich rzeczywisty skład różnił się od deklaracji producenta.
Czasami różnice były niewielkie, ale zdarzały się również przypadki rażące. Piżama, która według deklaracji miała zawierać 80 proc. bawełny, okazała się wykonana w całości z poliestru. Z kolei kardigan deklarowany jako 97-procentowo bawełniany miał mniej niż połowę bawełny.
O sprawie postanowiła również zaalarmować swoich obserwatorów influencerka Sylwia Białczak, która na Instagramie opowiada o modzie, tekstyliach i dbaniu o ubrania.
W krótkim nagraniu, w którym odwołuje się do kontroli UOKiK z pierwszej połowy 2026 roku, Białczak przywołuje przykład piżamy, która miała być wykonana w 80 proc. z bawełny i w 20 proc. z poliestru, a w rzeczywistości okazała się w 100 proc. poliestrowa. Zwraca uwagę, że wielu rodzicom zależy na jakości ubrań dla dzieci i są oni gotowi zapłacić więcej za produkt, którego skład odpowiada deklaracji.
Szczególnie istotny jest jej zdaniem przypadek piżamy, ponieważ dziecko spędza w niej wiele godzin podczas snu. Influencerka podkreśla więc, że rodzic, który świadomie wybiera naturalny materiał, powinien móc mieć pewność, że rzeczywiście kupuje produkt zgodny z opisem.
UOKiK podał, że w wyniku kontroli zakwestionowane produkty zostały wycofane ze sprzedaży, a przedsiębiorcy zostali zobowiązani do usunięcia stwierdzonych nieprawidłowości. Kontrole odzieży dziecięcej nadal trwają.
Opisane kontrole nie oznaczają oczywiście, że każde tanie dziecięce ubranie ma kiepski skład albo że każda metka kłamie. Pokazuje jednak, że sama informacja "100 proc. bawełna" nie zawsze wystarcza, by mieć pewność, co faktycznie kupujemy. Przy kolejnych zakupach warto więc zerknąć nie tylko na cenę i wygląd ubrania, ale również na metkę i informacje o składzie.
Źródło: instagram.com, uokik.gov.pl




