
Ma 18, 20, a czasem nawet 25 lat, ale rodzic nadal może w każdej chwili sprawdzić, gdzie dokładnie jest. Okazuje się, że robi tak aż połowa rodziców młodych dorosłych. Co ciekawe, zamiast ich to uspokajać, działa dokładnie odwrotnie.
Kiedyś rodzic czekał, aż dziecko zadzwoni i powie: "Dojechałem". Dziś wystarczy otworzyć aplikację i zobaczyć dokładną jego lokalizację. Wielu rodziców korzysta jednak z tej możliwości nawet wtedy, gdy ich dzieci są już pełnoletnie. Najnowsze dane pokazują, że robi tak aż połowa rodziców młodych dorosłych.
Ma 20 lat, ale mama nadal wie, gdzie jest
"Napisz (albo daj znać), jak dojedziesz" – to zdanie słyszało od rodziców chyba każde pokolenie. Dzisiejsi rodzice nie muszą już czekać na wiadomość. Udostępnianie lokalizacji w telefonie pozwala w kilka sekund sprawdzić, czy dziecko dotarło do domu, jest na uczelni albo właśnie wraca z imprezy. I okazuje się, że osiągnięcie pełnoletności wcale nie musi oznaczać końca takiej kontroli.
Według ogólnokrajowego badania C.S. Mott Children's Hospital przy University of Michigan połowa rodziców dzieci w wieku od 18 do 25 lat przynajmniej od czasu do czasu sprawdza ich lokalizację.
Badanie przeprowadzono w lutym 2026 roku na grupie 1542 rodziców młodych dorosłych. Śledzenie lokalizacji było częstsze w przypadku dzieci w wieku 18–20 lat niż tych mających od 21 do 25 lat. Rodzice częściej sprawdzali również, gdzie znajdują się ich córki niż synowie.
Co ciekawe, dla wielu rodzin nie jest to rozwiązanie używane tylko w wyjątkowych sytuacjach. Ponad dwie trzecie rodziców, którzy śledzą lokalizację swoich dorosłych dzieci, ma tę funkcję włączoną przez cały czas.
"Chcę tylko wiedzieć, że jest bezpieczna"
Dlaczego to robią? Rodzice najczęściej mówią, że dla własnego spokoju oraz po to, by w razie niebezpiecznej sytuacji wiedzieć, gdzie znajduje się dziecko.
Do aplikacji zaglądają szczególnie wtedy, gdy syn lub córka wraca późno w nocy, znajduje się w nieznanym miejscu, jedzie taksówką czy spotyka się z kimś, kogo rodzic nie zna. Około jeden na pięciu rodziców wykorzystuje lokalizację także po to, by sprawdzić, czy to dobry moment, żeby zadzwonić. Są jednak również tacy, którzy chcą po prostu wiedzieć, co robi ich dorosłe dziecko lub upewnić się, że przebywa w miejscu, które rodzic akceptuje. 11 proc. śledzących nie potrafi jednak wskazać żadnego konkretnego powodu.
Lokalizacja miała uspokajać, czasem robi dokładnie odwrotnie
Możliwość sprawdzenia, gdzie znajduje się dziecko, teoretycznie powinna przynosić rodzicowi spokój. Tymczasem co czwarty rodzic korzystający z lokalizacji przyznaje, że czasami powoduje ona u niego większy niepokój zamiast go zmniejszać.
Sarah Clark, współautorka badania Mott Poll, zwraca uwagę, że stały dostęp do informacji może napędzać lęk. Skoro w każdej chwili możemy sprawdzić, gdzie jest dziecko, coraz trudniej powstrzymać się przed kolejnym zerknięciem na mapę – szczególnie wtedy, gdy już się martwimy.
A jeśli ta mała kropka nagle przestaje się poruszać? Albo pokazuje miejsce, w którym (według naszej wiedzy) dziecka nie powinno być? Wtedy zaczynamy tworzyć w głowie kolejne scenariusze.
Zobacz także
Dorosłe dziecko wie, że jest śledzone. Ale czy miało wybór?
Prawie wszyscy rodzice korzystający z tej funkcji twierdzą, że ich dorosłe dzieci wiedzą o udostępnianiu lokalizacji. Jest jednak pewien szczegół – mniej niż połowa dała w ogóle dziecku możliwość powiedzenia "nie". To właśnie dlatego mówi się tu o tej cienkiej granicy między troską a kontrolą.
Wśród rodziców, którzy nie korzystają ze śledzenia lokalizacji, około dwie trzecie uważa, że byłoby to naruszeniem prywatności dorosłego dziecka. Mniej więcej połowa sądzi również, że taka kontrola może utrudniać młodemu człowiekowi uczenie się samodzielności i odpowiedzialności.
Eksperci nie przekonują jednak rodziców, by natychmiast wyłączyli wszystkie aplikacje. Udostępnianie lokalizacji może być przydatnym narzędziem bezpieczeństwa – młodzi ludzie sami przecież często wysyłają swoją lokalizację znajomym, gdy wracają późno do domu, podróżują albo spotykają się z nową osobą. Różnica jednak polega na tym, kto o tym decyduje.
A może role się odwróciły?
W badaniu pojawił się jeszcze jeden ciekawy wynik. Około połowy rodziców przyznało, że ich dorosłe dziecko również może sprawdzić ich lokalizację. A w 90 proc. takich przypadków działa to w obie strony – rodzic widzi dziecko, a dziecko rodzica.
To chyba najlepiej pokazuje, jak bardzo ogólnie zmieniło się nasze podejście do prywatności. Dla pokolenia dzisiejszych dwudziestolatków udostępnianie lokalizacji nie zawsze musi oznaczać kontrolę. Czasem jest po prostu kolejnym sposobem pozostawania w kontakcie. Problem chyba zaczyna się wtedy, gdy rodzic nie potrafi już powstrzymać się przed kolejnym zerknięciem na mapę.
Źródło: MedicalXpress/University of Michigan




