
Wakacje po ukończeniu szkoły średniej są przełomowym momentem nie tylko dla młodych ludzi, ale także dla ich rodziców. Gdy dorosłe dziecko wyprowadza się z domu lub rozpoczyna studia, wielu mamom i ojcom zaczyna towarzyszyć syndrom pustego gniazda. Eksperci wyjaśniają, dlaczego mózg rodzica tak trudno przystosowuje się do tej zmiany i skąd biorą się smutek, niepokój oraz poczucie pustki.
Wakacje po szkole średniej to przełom
Bycie rodzicem to jedna z najbardziej wymagających ról, jakie możemy pełnić – i właściwie trwa ona przez całe życie. Najpierw opiekujemy się niemowlęciem i małym dzieckiem, później wspieramy przedszkolaka, ucznia, a następnie nastolatka. W końcu przychodzi moment, kiedy nasze dziecko wkracza w dorosłość i możemy już tylko ufać, że wyposażyliśmy je we wszystko, czego będzie potrzebowało.
Prawda jest jednak taka, że nawet gdy dzieci są już dorosłe, nie przestajemy być rodzicami. Nadal się o nie martwimy, myślimy o nich, kibicujemy im i chcemy pomagać, nawet jeśli coraz rzadziej tej pomocy potrzebują.
Właśnie latem wielu rodziców przeżywa symboliczne "przecięcie pępowiny". Ich dzieci dowiadują się o wynikach rekrutacji na studia albo podejmują pierwsze poważne decyzje dotyczące swojej przyszłości. Jedni wyprowadzą się do innego miasta, inni rozpoczną pracę zawodową, jeszcze inni będą łączyć naukę z pracą.
To ogromny krok i wyraźny sygnał, że rodzic przestaje być dorosłemu dziecku potrzebny na co dzień. Oczywiście ten proces zaczyna się znacznie wcześniej i przebiega stopniowo, ale zakończenie szkoły średniej dla wielu rodzin jest momentem, który wyznacza bardzo wyraźną granicę.
Dla wielu rodziców to chwila pełna wzruszeń. Patrząc na coraz bardziej pusty dom, uświadamiają sobie, że ich mała córeczka czy ukochany synek stali się samodzielnymi, dorosłymi ludźmi. Ludźmi, którzy potrafią podejmować własne decyzje i nie są już zależni od mamy czy taty.
Niełatwo odnaleźć się w tej nowej rzeczywistości. Paradoksalnie jednak właśnie na tym polega rodzicielstwo. Z każdym kolejnym rokiem przygotowujemy dziecko do życia, w którym będzie radziło sobie bez naszej codziennej obecności. Wiemy, że taki jest cel wychowania, ale zaakceptowanie tego emocjonalnie bywa znacznie trudniejsze. Czasami pomaga świadomość, że za tymi uczuciami stoją nie tylko emocje, lecz także procesy zachodzące w naszym mózgu.
Mózg rodzica musi przejść rewolucję
Eksperci podkreślają, że rodzicielstwo dosłownie zmienia sposób funkcjonowania mózgu. "Rodzicielstwo zmienia mózg jeszcze przed narodzinami dziecka" – mówi w rozmowie ze ScaryMommy.com Cheryl Groskopf, terapeutka lęku, traumy i więzi z Los Angeles.
I dodaje: "Obszary mózgu odpowiedzialne za wykrywanie zagrożeń, empatię i odczytywanie emocji innych ludzi stają się silniejsze. Ciało migdałowate, które skanuje otoczenie w poszukiwaniu niebezpieczeństwa, staje się bardziej wyczulone na płacz i potrzeby dziecka. Kora przedczołowa szybciej rozpoznaje oznaki niepokoju i sprawniej reaguje".
To właśnie dlatego wielu rodziców ma wrażenie, że posiada "szósty zmysł". Budzimy się w nocy chwilę przed tym, jak dziecko zacznie płakać z powodu gorączki. Wystarczy jedno spojrzenie na jego twarz po powrocie ze szkoły, by wiedzieć, że wydarzyło się coś przykrego. Nasz mózg przez lata uczy się nieustannie monitorować potrzeby dziecka. Problem w tym, że kiedy dziecko dorasta i przestaje nas potrzebować każdego dnia, mózg nie przełącza się na nowy tryb z dnia na dzień.
"Wciąż skanuje potrzeby dziecka z przyzwyczajenia, nawet gdy go już nie ma. To niedopasowanie powoduje wiele dziwnych, niepokojących uczuć, takich jak lęk czy poczucie bezużyteczności. Mózg zbudował cały swój system nagrody wokół poczucia bycia potrzebnym i ten system nie wyłącza się tylko dlatego, że życie się zmieniło" – wyjaśnia Cheryl Groskopf.
Przez niemal dwie dekady mózg rodzica funkcjonował według określonej rutyny. Codziennie przypominał o śniadaniach, zebraniach, wizytach u lekarza, odrabianiu lekcji czy kupowaniu nowych butów. Kiedy te obowiązki nagle znikają, mózg nadal działa według dawnych schematów.
Potrzebuje czasu, by zbudować nową codzienność. To właśnie dlatego wielu rodziców odczuwa pustkę, smutek czy zagubienie. Jak zauważa terapeutka: "Utrata tej roli oznacza utratę pewnej wersji siebie, a nie tylko utratę codziennego kontaktu z dzieckiem".
Syndrom pustego gniazda
Każdy przeżywa ten etap inaczej. Niektórzy odbierają go jako odzyskanie wolności. Wreszcie mają czas na remont, podróże, rozwijanie pasji czy spontaniczne wyjazdy. Dla innych, zwłaszcza tych, którzy przez lata podporządkowali całe życie dzieciom, jest to kryzys tożsamości. Muszą na nowo odpowiedzieć sobie na pytanie, kim są poza rolą mamy czy taty. Są też rodzice, którzy właśnie wtedy zaczynają opiekować się własnymi starzejącymi się rodzicami i wchodzą w kolejny wymagający etap życia.
Psychologowie nazywają ten stan syndromem pustego gniazda. Choć nie jest on jednostką chorobową, może wiązać się z silnym smutkiem, poczuciem straty, samotnością, a nawet objawami przypominającymi łagodną żałobę. Eksperci podkreślają jednak, że są to naturalne emocje, których nie warto wypierać.
Trzeba pozwolić sobie je przeżyć i zaakceptować, że kończy się pewien etap życia. To nie oznacza końca relacji z dzieckiem, lecz początek nowej – bardziej partnerskiej. Z czasem miejsce codziennej opieki zajmują rozmowy, wspólne spotkania i świadomość, że dziecko radzi sobie samodzielnie. Co ciekawe, eksperci wskazują, że jednym z najlepszych sposobów na łagodniejsze przejście przez ten okres jest... sen.
"Ważne zmiany życiowe niezawodnie zakłócają sen, a słaby sen nasila reaktywność emocjonalną i skłonność do zamartwiania się, co może sprawić, że zwykły smutek związany z opuszczeniem gniazda będzie znacznie silniejszy" – mówi dr Laura Bojarskaite, neurobiolożka z Uniwersytetu w Oslo. Dodaje również: "Ochrona snu w okresie przejściowym to jedna z najbardziej konkretnych rzeczy, jakie mogą zrobić rodzice".
Być może właśnie to jest najtrudniejszą lekcją rodzicielstwa – nauczyć się odpuszczać. Pozwolić dziecku żyć własnym życiem, jednocześnie odnajdując na nowo siebie. Bo choć dzieci przestają nas potrzebować na co dzień, nigdy nie przestają być naszymi dziećmi. A my, niezależnie od ich wieku, już zawsze będziemy ich rodzicami.
Źródło: scarymommy.com
Zobacz także




