czytanie dziecku na dobranoc
Kiedyś czytanie dziecku na dobranoc było czymś zupełnie naturalnym. Dziś nie wszyscy mają na to czas. pexel.com

Czytanie bajki przed snem, wspólna zabawa na podłodze, rozmowy bez zerkania w telefon czy wypuszczenie dziecka samego na podwórko. Dla wielu z nas to zwyczajne obrazki z dzieciństwa. Najnowsze badania pokazują jednak, że jako rodzice robimy te rzeczy coraz rzadziej. I niekoniecznie dlatego, że nam nie zależy.

REKLAMA

Czasem trudno oprzeć się wrażeniu, że współczesne rodzicielstwo wymaga od nas więcej niż kiedykolwiek. Wiemy, ile godzin powinno spać dziecko, co powinno znaleźć się na jego talerzu, kiedy rozpocząć naukę języka, jak wspierać rozwój emocjonalny i ile czasu może spędzić przed ekranem.

Czytamy poradniki, zapisujemy na zajęcia, organizujemy czas. A jednocześnie z naszej rodzinnej codzienności powoli znikają rzeczy znacznie prostsze.

Pokazują to najnowsze dane brytyjskiego National Literacy Trust. Organizacja od 2019 roku bada rodziców dzieci do 5. roku życia i sprawdza, jak wygląda wspólna codzienność najmłodszych i ich opiekunów. Choć w 2026 roku po kilku latach spadków nastąpiła niewielka poprawa, nadal daleko nam do poziomów sprzed kilku lat.

Coraz rzadziej czytamy dzieciom

Zacznijmy od rytuału, który chyba najbardziej kojarzy nam się z dzieciństwem – bajki na dobranoc. W 2019 roku 66,1 proc. rodziców dzieci do 5. roku życia deklarowało, że czyta z nimi każdego dnia. W 2025 roku było to już zaledwie 45,9 proc. Najnowsze dane przynoszą wprawdzie poprawę – w 2026 roku odsetek wzrósł do 51 proc. – ale wciąż oznacza to, że codzienne czytanie nie jest zwyczajem niemal połowy badanych rodzin.

Wielka szkoda, bo we wspólnym czytaniu nie chodzi wyłącznie o naukę czytania. Wspólna książka to nowe słowa i rozwijanie wyobraźni, ale również chwila uwagi poświęconej wyłącznie dziecku i budowanie bliskości.

Dlaczego więc robimy to rzadziej? Odpowiedź jest znacznie mniej sensacyjna niż "rodzicom już się nie chce". W badaniu z 2026 roku najczęściej wskazywaną przeszkodą nadal był brak czasu związany z pracą – mówiło o nim 38,4 proc. rodziców. Kolejne bariery to koszty aktywności, stres czy wydatki na książki i zabawki.

Rzadziej też po prostu się bawimy

Jeszcze bardziej uderzają dane dotyczące zabawy. W 2019 roku 76,2 proc. rodziców deklarowało codzienną wspólną zabawę z małym dzieckiem. W 2025 było to już tylko 51,2 proc. W najnowszym badaniu wynik wzrósł do 58,5 proc., ale nadal różnica względem 2019 roku jest ogromna.

Ważne do dodania jest, że nie chodzi o jakieś wyszukane zabawy sensoryczne, specjalne pomoce czy zajęcia rozwijające. Czasem to siedzenie na dywanie i budowanie wieży z klocków, zabawa samochodami albo udawanie, że pluszaki właśnie otworzyły restaurację.

Być może właśnie tu widać jeden z paradoksów współczesnego rodzicielstwa. Staramy się zapewnić dzieciom jak najwięcej rozwijających aktywności, a coraz trudniej znaleźć nam czas na zwyczajne i najprostsze zabawy.

Nawet rozmowy jest mniej

Jeszcze bardziej zaskakuje kolejna liczba. W 2019 roku 90,3 proc. rodziców małych dzieci deklarowało codzienną rozmowę i odpowiadanie na słowa czy gesty dziecka. W 2025 roku było to 70,2 proc. W 2026 – 73,9 proc.

Oczywiście nie oznacza to, że jedna czwarta rodziców przez cały dzień nie odzywa się do swojego dziecka. Badanie dotyczy określonego rodzaju wspólnej aktywności i opiera się na deklaracjach rodziców.

Trend jest jednak interesujący, szczególnie gdy zestawimy go z tym, jak wygląda dziś nasze życie. Pracujemy, odpowiadamy na wiadomości, sprawdzamy powiadomienia, gotujemy, wozimy dzieci na zajęcia i próbujemy jednocześnie załatwić pięć innych rzeczy. Dziecko mówi: "Mamo, zobacz", a my odpowiadamy: "Mhm, super", nie odrywając wzroku od ekranu. Chyba większości rodziców znajoma jest taka sytuacja.

Coraz trudniej spotkać całą rodzinę przy stole

Zmieniają się również rodzinne posiłki. W brytyjskim badaniu przeprowadzonym wśród 2 tys. gospodarstw domowych tylko jedna trzecia rodzin deklarowała, że codziennie je razem. Co więcej, 51 proc. dzieci korzystało podczas jedzenia z urządzeń elektronicznych.

I jedna ciekawostka, 39 proc. dzieci przyznało, że zdarza im się prosić rodziców, żeby podczas posiłku odłożyli telefon. My martwimy się więc dziećmi przyklejonymi do ekranów, tymczasem niekiedy to one czekają, aż wreszcie spojrzymy znad naszego.

Oczywiście nie chodzi o to, żeby codziennie o 18.00 cała rodzina obowiązkowo siedziała przy stole nad domowym obiadem. Współczesne życie często po prostu na to nie pozwala. Bardziej o to, że wspólny posiłek był kiedyś jedną z niewielu naturalnych okazji, podczas których wszyscy byli w tym samym miejscu i mogli ze sobą porozmawiać. Dziś nawet tę przestrzeń coraz częściej dzielimy z ekranami.

Nie mówimy już: "Idź na dwór i wróć na obiad"

To też współcześni rodzice robią zupełnie inaczej niż ich rodzice. Znacznie później dają dzieciom samodzielność.

Najnowszy British Children's Play Survey pokazuje, że dzieci mogą dziś samodzielnie bawić się na zewnątrz średnio od 10,8 roku życia. Ich rodzice wspominają, że sami dostawali taką swobodę przeciętnie już w wieku 9,7 roku. Aż 56 proc. rodziców przyznało, że pozwala własnemu dziecku na samodzielną zabawę poza domem później, niż im samym pozwalali ich rodzice.

Zmienił się oczywiście świat wokół dzieci – ruch samochodowy, sposób spędzania czasu, przestrzeń miejska, a przede wszystkim nasze postrzeganie ryzyka. Trudno więc sprowadzić to do prostego stwierdzenia, że kiedyś rodzice bardziej ufali dzieciom.

Czy to oznacza, że jesteśmy gorszymi rodzicami?

Najłatwiej byłoby podsumować wyniki tych badań stwierdzeniem, że "kiedyś rodzice mieli dla dzieci więcej czasu". Tyle że badania National Literacy Trust pokazują bardziej skomplikowany obraz.

Rodzice chcą angażować się w życie swoich dzieci. Ponad 60 proc. wskazywało, że czyta, rozmawia lub bawi się z dzieckiem, bo sprawia im to przyjemność albo pomaga budować więź. Jednocześnie mówią o braku czasu, kosztach i stresie.

Może więc nie przestaliśmy czytać bajek, bawić się na dywanie czy rozmawiać przy stole dlatego, że współczesnym rodzicom mniej zależy. Być może po prostu mamy coraz więcej rzeczy, które – przynajmniej w teorii – powinniśmy robić dla naszych dzieci, a coraz mniej przestrzeni, żeby zwyczajnie z nimi być.

Źródło: National Literacy Trust – Parents’ support for young children’s literacy at home in 2026; Play England – British Children's Play Survey; badanie The Week Junior opisane przez "The Guardian"