uczniowie dojeżdżają na rowerach do szkoły
Dzieci w okolicach szkoły będą miały bezpieczną przestrzeń. fot. Piotr Baranowski/Pexels

Rzeszów testuje rozwiązanie, które może zmienić poranne podróże dzieci do szkoły. W ramach pilotażu programu "szkolna ulica" drogi dojazdowe przy podstawówce zostały zamknięte dla samochodów. Rodzice muszą zostawić auta dalej, a uczniowie mogą bezpieczniej dotrzeć do szkoły pieszo.

REKLAMA

Rzeszów zamknął ulice przy podstawówce

Bezpieczeństwo dzieci na drogach to temat, o którym mówi się szczególnie dużo w pierwszych tygodniach nowego roku szkolnego. Wiele dzieci zaczyna wtedy samodzielnie chodzić do szkoły, bo wkracza w nowy etap, dlatego rozmowy o zasadach ruchu drogowego są potrzebne zarówno dzieciom, jak i młodzieży.

Równocześnie warto przypominać kierowcom, że w okolicach szkół i przedszkoli powinni zachować szczególną ostrożność. Tym bardziej że właśnie w tym okresie wiele dzieci dopiero zaczyna swoją przygodę z samodzielnymi powrotami do domu.

W okolicach placówek edukacyjnych najczęściej obowiązują już przepisy ruchu drogowego, których celem jest zwiększenie bezpieczeństwa. Teraz jednak pojawił się pomysł, by w takich miejscach jeszcze bardziej ograniczyć ruch samochodowy.

W Rzeszowie 16 września 2026 roku rozpoczął się pilotaż programu "szkolna ulica", który polega na całkowitym zamknięciu dróg dojazdowych do placówek edukacyjnych dla samochodów. Chodzi o to, by dzieci mogły bezpiecznie poruszać się pieszo, a przy okazji zmienił się sposób docierania do szkoły. Rodzice nie będą bowiem mieli możliwości przywożenia uczniów samochodem pod same drzwi placówki.

Samochody pod szkołą to codzienny problem

Kto dowozi dziecko autem do szkoły, ten wie, że w okolicach godziny 8:00 na ulicach prowadzących do placówki potrafi zrobić się naprawdę tłoczno. Jest dużo samochodów, nie każdy stosuje się do przepisów ruchu drogowego, wszyscy się spieszą i bywa niebezpiecznie.

Pilotaż zamykający ulice dla samochodów w pobliżu szkół sprawi również, że rodzice będą musieli zostawiać auta gdzieś dalej i albo doprowadzać uczniów do szkoły pieszo, albo zdecydować się na krok w stronę większej samodzielności dziecka i pozwolić mu samodzielnie dotrzeć do placówki.

Szkoła Podstawowa nr 1 im. Adama Mickiewicza w Rzeszowie, w miejscu, gdzie wcześniej podjeżdżały samochody opiekunów uczniów, zorganizowała przestrzeń do odpoczynku i zabawy na świeżym powietrzu. To również jedna z korzyści wprowadzonego rozwiązania. Pojawiły się donice z drzewami, leżaki oraz miejsca do zabawy z grami na płaskiej powierzchni.

Zanim wprowadzono pilotaż programu, przez wiele miesięcy prowadzono analizy i obserwacje oraz organizowano warsztaty z udziałem uczniów. Urząd Miasta Rzeszowa chciał sprawdzić, jak nowe zasady wpłyną na ruch drogowy w mieście i funkcjonowanie okolicy szkoły.

"Pilotaż to też sposób na podniesienie walorów rekreacyjnych i estetycznych w samym centrum miasta. Pokazanie, że to fajne miejsce do spędzenia czasu" – powiedziała Radiu ZET Marzena Kłeczek-Krawiec, rzecznik UM, dodając, że w przyszłości takie rozwiązanie być może będzie też obecne w innych podstawówkach w mieście.

Eksperci są zdania, że specjalne przestrzenie dla dzieci i młodzieży są potrzebne.

"To typowe rozwiązania z przepastnego worka tactical urbanism. Prostymi narzędziami - także paletami, farbą i kredą - pozwalają dokonywać małych zmian, które dają ogromny efekt. Kolorowe ulice, jezdnie zawężone dzięki postawieniu pachołków czy donic sprawiają, że kierowcy od razu zwalniają. Kiedy z kolei jako piesi jesteśmy zaciekawieni. Czujemy, że to specjalna przestrzeń, w której dzieje się coś innego, niezwykłego" – powiedziała Magdalena Milert, autorka książki "Dla kogo jest miasto? Jak stworzyć przestrzeń, która o nas dba".

Rodzice muszą znaleźć sposób na bezpieczną drogę do szkoły

Podobne rozwiązanie od 2020 roku funkcjonuje przy trzech szkołach podstawowych we Wrocławiu. Tam również strefa bez samochodów przy szkole ma zwiększać bezpieczeństwo i porządkować sposób, w jaki dzieci docierają do placówek.

"Nie sprowadza się on wyłącznie do postawienia bariery: badamy ruch, pytamy rodziców i dzieci o sposób docierania do szkoły i na tej podstawie oceniamy jak działa rozwiązanie. Patrzymy też jak respektowane są ograniczenia. Przy każdej ze szkół na początku były i straż miejska i bariery nożycowe. Na późniejszym etapie pilotażu zostawały tylko znaki, ale wielu kierowców ich nie respektowało. Stąd dodatkowe zapory przy kolejnych 'szkolnych ulicach' weszły na stałe" – powiedziała Urszula Jagielnicka z Urzędu Miasta we Wrocławiu.

Przy okazji wprowadzenia zmian w Rzeszowie pojawiły się pytania o zasadność pilotażu. Niektórzy są zdania, że wystarczyłoby od razu wprowadzić takie rozwiązania na stałe. Pilotaż pozwala jednak sprawdzić, jak nowe zasady funkcjonują w praktyce i w razie potrzeby je zmodyfikować. Daje również możliwość wysłuchania głosu rodziców, jeśli pojawią się trudności z przyprowadzaniem dzieci do placówki.

"Szkolna ulica" zakłada bowiem, że w sąsiedztwie szkoły również nie można parkować. Rodzice muszą więc znaleźć rozwiązanie, które pozwoli dziecku bezpiecznie dotrzeć na lekcje, jeśli mieszka ono w dużej odległości od placówki. Chodzi też o to, by stopniowo umożliwiać większą samodzielność uczniom szkół, do których wiele dzieci i młodzieży dociera pieszo, a nie po to, by utrudniać życie osobom, które dojeżdżają samochodem.

"Zanim wprowadzimy 'szkolne ulice' szeroko to konsultujemy ze społecznością lokalną. Nie tylko szkołą i rodzicami, lecz również radami osiedli, okolicznymi mieszkańcami i innymi podmiotami. W okolicy jednej ze szkół jest centrum treningowe. Trzeba uważać, żeby nie wylać dziecka z kąpielą. Nieprzekazanie informacji, dlaczego to robimy może odbić się czkawką. Nie chodzi o zabieranie kierowcom, a oddawanie przestrzeni dzieciom, które w bezpieczny sposób powinny dojść do szkoły" – komentuje urzędniczka z Wrocławia.

Nie chodzi więc o to, by nagle zamykać wszystkie ulice przy szkołach i utrudniać ruch w całym mieście czy dzielnicy. Celem jest stworzenie wokół placówki przestrzeni, która będzie bezpieczna i pozwoli uczniom uczyć się samodzielności. To także okazja do praktycznego wykorzystania wiedzy o zasadach bezpieczeństwa na drodze.

Na końcu warto pamiętać, że "szkolna ulica" powinna być elementem większej zmiany w organizacji przestrzeni wokół szkół. Barierki i zakazy ruchu mogą być początkiem, ale docelowo chodzi o to, by dzieci mogły bezpiecznie dojść lub dojechać do szkoły, a rodzice mieli alternatywę dla podjeżdżania samochodem pod samą bramę.

Takie rozwiązania mogą też sprzyjać większej samodzielności dzieci, aktywności fizycznej i budowaniu relacji z rówieśnikami. Możliwe więc, że za kilka lat widok dziecka idącego do szkoły pieszo bez rodzica nie będzie niczym niezwykłym, a samochodowy korek tuż przed szkolną bramą przestanie być nieodłącznym elementem porannego krajobrazu.