
We wrześniu polskie szkoły wciąż mierzą się z problemem brakujących nauczycieli. Z danych Ministerstwa Edukacji Narodowej wynika, że pod koniec sierpnia było ponad 10 tys. ofert pracy na ponad 7 tys. wolnych etatów w szkołach i przedszkolach. Kogo najbardziej potrzebują dziś dyrektorzy i dlaczego właśnie tych nauczycieli tak trudno znaleźć?
Jeszcze w wakacje pojawiały się w mediach informacje o tym, że w szkołach jest dużo wakatów, a dyrektorzy mają spore problemy z ułożeniem planów lekcji. Według danych Ministerstwa Edukacji Narodowej w zawodzie nauczyciela jest zbyt mało pedagogów w stosunku do liczby dzieci w szkołach i przedszkolach.
Szkołom wciąż brakuje nauczycieli
W szkołach brakuje nauczycieli, bo młodzi ludzie nie bardzo chcą nimi zostawać, zapewne m.in. ze względu na zarobki, odpowiedzialność społeczną i warunki pracy, a starsi coraz częściej korzystają z możliwości przejścia na emeryturę.
Pod koniec sierpnia liczba ofert pracy dla pedagogów przekroczyła 6 tys. Część z nich dotyczy nauczycieli konkretnych przedmiotów, ale brakuje też psychologów czy nauczycieli współorganizujących kształcenie. Z bazy kuratorów oświaty na 20 sierpnia 2026 roku wynika, że było 10 303 oferty pracy na łącznie 7142,58 wolnych etatów w szkołach i przedszkolach.
MEN przeprowadziło analizę, z której wynika, że najwięcej ofert dotyczy nauczycieli współorganizujących kształcenie (1258 ofert i 1181 wolnych etatów) oraz nauczycieli wychowania przedszkolnego (1202 oferty i 1113 etatów).
Brakuje psychologów, matematyków i polonistów
Co ciekawe, wymieniono również pierwszą dziesiątkę najbardziej poszukiwanych pedagogów. W zestawieniu znalazły się stanowiska, które mnie zaskoczyły. W szkołach obecnie potrzebni są:
To ciekawe, bo wydawałoby się, że psychologów i polonistów w naszym społeczeństwie nie brakuje. Okazuje się jednak, że nawet jeśli jest ich sporo, wielu z nich nie pracuje w zawodzie w rozumieniu zatrudnienia w szkole. Oznacza to, że psychologowie czy poloniści w innych zawodach mogą otrzymywać lepsze wynagrodzenie, mieć korzystniejsze warunki pracy lub po prostu nie postrzegać szkoły jako atrakcyjnego miejsca zatrudnienia.
Zadziwiający jest również fakt, że w zestawieniu nie brakuje nauczycieli przedmiotów ścisłych, którzy mogą pracować w naprawdę wielu różnych branżach, a jednak część chemików, fizyków czy geografów nadal wybiera pracę w szkole.
Zobacz także
Należy zmienić standardy zatrudnienia
O sytuacji wypowiedział się wiceminister edukacji Henryk Kiepura, który mówił o tym, że w wielu szkołach są zatrudnieni nauczyciele bez wymaganych kwalifikacji, ale za zgodą kuratora oświaty, bo innym sposobem placówki zostałyby całkiem bez nauczycieli.
Kiepura tłumaczył też w sierpniu, że liczba wakatów przed nowym rokiem szkolnym wynika również z tzw. ruchu służbowego nauczycieli: "Każdego roku w tym okresie rośnie liczba publikowanych ofert, ponieważ część nauczycieli zmienia miejsce zatrudnienia i trwają rotacje pomiędzy szkołami".
Problem z brakującymi nauczycielami nie jest więc wyłącznie kwestią liczby ofert pracy publikowanych pod koniec wakacji. Za statystykami stoją konkretne szkoły, dyrektorzy próbujący skompletować kadry i dzieci, które potrzebują nauczycieli, psychologów oraz pedagogów specjalnych.
Jeśli coraz więcej osób będzie rezygnować z pracy w oświacie albo wybierać inne branże, problem może z roku na rok stawać się coraz bardziej widoczny. I trudno oczekiwać, że same apele o "nauczycieli z powołania" wystarczą, jeśli zawód ten nie będzie oferował warunków, które pozwolą ludziom po prostu chcieć w nim zostać.
Źródło: samorzad.pap.pl, rp.pl, ofertypracy.edu.pl




