
Coraz częściej słyszymy, że współczesne nastolatki nie poradzą sobie w dorosłym życiu, bo nie potrafią tego, co dla ich rodziców było oczywistością. Tymczasem młodzi mają kompetencje, których poprzednie pokolenia nie musiały rozwijać, a technologia daje im zupełnie nowe sposoby rozwiązywania codziennych problemów. Historia z warszawskiej szkoły pokazuje, że "radzenie sobie w życiu" może dziś wyglądać zupełnie inaczej.
Dziś mamy tendencję do tego, żeby wypominać młodym, że nie mają wielu umiejętności, które dla pokolenia ich rodziców były oczywistością. Zdarza się słyszeć, że "to pokolenie nie poradzi sobie w życiu" albo że bez konkretnych umiejętności młodzi "błądzą we mgle". Tyle że w dzisiejszym świecie naprawdę trudno przewidzieć, czego właściwie będziemy potrzebować za kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. Nie wiadomo, z jakimi wyzwaniami przyjdzie nam się mierzyć i jakie kompetencje okażą się wtedy najważniejsze.
Dziś są nastolatkom potrzebne inne umiejętności
Owszem, dzisiejszym młodym czasami brakuje umiejętności praktyczno-technicznych, które dla ich rodziców czy dziadków były czymś zupełnie naturalnym. Ale za to mają inne kompetencje. Potrafią szybko znaleźć informacje, sprawnie korzystają z technologii i urządzeń, które ułatwiają im codzienność. I czasami wpadają na rozwiązania, na które starszym pokoleniom zwyczajnie nie przyszłoby do głowy.
O jednej z takich sytuacji usłyszałam ostatnio na Instagramie. Krystian Hanke, radiowiec związany obecnie z Radiem 357 i autor książki "Tatowanie", opowiedział w swoich mediach społecznościowych o niecodziennej sytuacji w jednej z warszawskich szkół podstawowych.
W placówce pojawiły się ogłoszenia informujące, że dyrekcja zabrania uczniom zamawiania podczas przerw posiłków z firm takich jak Uber Eats czy Glovo. Był to pomysł uczniów, który poniekąd można uznać za reakcję na nowe wytyczne dotyczące żywienia w szkołach i przedszkolach.
Od września 2026 roku w placówkach zaczęły obowiązywać nowe zasady dotyczące żywienia, w tym rozwiązania związane z dietą planetarną. Hanke żartobliwie zauważa, że być może zamawianie jedzenia z restauracji było pomysłem młodzieży na to, jak uniknąć zdrowszej, bardziej roślinnej diety.
Zobacz także
Zakaz Uber Eats i Glovo
Do warszawskiej szkoły, o której mówi radiowiec, kurierzy zaczęli masowo przyjeżdżać podczas przerw i dostarczać uczniom posiłki z restauracji. Historia wydaje się o tyle ciekawa, że pokazuje coś, o czym często zapominamy, kiedy narzekamy na współczesną młodzież. Być może dzisiejsi nastolatkowie wcale nie są tak nieporadni, jak lubimy o nich mówić. Być może po prostu rozwiązują problemy inaczej niż ich rodzice.
Wymyślenie, że zamiast korzystać ze szkolnej stołówki, można zamówić sobie jedzenie z ulubionej restauracji, jest takim "game changerem", na który nie każdy by wpadł. A dzieciaki, którym nie odpowiadały posiłki serwowane w szkolnej stołówce, bardzo szybko znalazły technologiczne rozwiązanie, które pozwoliło im obejść problem.
Jasne, możemy sobie żartować, że to znak czasów. Możemy uznać, że to przesada i że uczniowie powinni po prostu zaakceptować szkolny jadłospis. I rzeczywiście, na tę sytuację można spojrzeć z dwóch stron.
Z jednej strony nowe wytyczne żywieniowe mają przecież konkretny cel. Chodzi o to, żeby dzieci i młodzież odżywiały się zdrowiej, a także żeby przeciwdziałać narastającemu problemowi nadwagi i otyłości wśród najmłodszych. Szkoła ma tutaj swoją rolę do odegrania i trudno oczekiwać, że będzie serwowała uczniom dokładnie to, na co mają ochotę.
Z drugiej strony trudno na podstawie tej historii zarzucać nastolatkom, że nie radzą sobie w życiu. Wręcz przeciwnie. Dostały problem, znalazły rozwiązanie. Wykorzystały dostępne narzędzia, technologię i własną pomysłowość. Możemy dyskutować o tym, czy rozwiązanie było dobre, zdrowe i zgodne z zasadami obowiązującymi w szkole, ale trudno odmówić im kreatywności.
I może właśnie o tym powinniśmy pamiętać, kiedy po raz kolejny zaczniemy narzekać, że młodzi "nic nie potrafią". Nie umieją naprawić kranu? Być może. Nie wiedzą, jak zmienić koło w samochodzie? Możliwe. Ale za to potrafią w kilka minut znaleźć rozwiązanie problemu, który dla nas wcale nie wydawał się problemem do rozwiązania. I właśnie tego sprytu, elastyczności oraz umiejętności korzystania z dostępnych narzędzi może ich pokolenie potrzebować najbardziej.
W sumie "radzenie sobie w życiu" nie ma jednej definicji. Świat, w którym dorastali nasi rodzice, był inny. Świat, w którym dorastamy my, też za chwilę będzie wyglądał inaczej. Trudno więc oczekiwać, że młodzi będą przygotowani dokładnie do tych samych wyzwań, z którymi mierzyliśmy się my. To, jakich wyborów żywieniowych dokonują młodzi, to jednak oddzielny temat, bo tu potrzeba sporo edukacji.
Być może zamiast sprawdzać, czy potrafią zrobić to, co kiedyś potrafiliśmy my, powinniśmy zacząć zauważać, co potrafią zrobić oni. Bo możliwe, że za kilka lat to właśnie ich "dziwne" i dziś przez nas wyśmiewane umiejętności okażą się tymi najbardziej potrzebnymi.




