
Największym wyzwaniem dla starzejących się rodziców jest zaakceptowanie, że dziecko nie jest ich projektem na całe życie. Rodzice mogą mieć swoje marzenia. Mogą wyobrażać sobie ślub dorosłej córki, rodzinny dom syna czy wnuki biegające po ogrodzie. Nie mogą jednak wymagać, aby dorosłe dziecko realizowało ten scenariusz. To cicha żałoba po przyszłości, którą pewne pokolenie przez lata brało za coś oczywistego. Sami od młodości słyszeli, że rodzina to podstawa, a dziś na wnuki nie mają co liczyć.
Rodzice mogą żałować wnuków, których nigdy nie było
To doświadczenie trudno nazwać klasyczną żałobą. Nie ma przecież osoby, którą rodzic znał, kochał i stracił. Jest za to wyobrażenie przyszłości, które nagle okazuje się niemożliwe.
Ktoś przez lata mógł wyobrażać sobie, że na emeryturze będzie odbierał wnuki z przedszkola, kupował im prezenty, spędzał z nimi wakacje albo patrzył, jak dorastają. Gdy dorosłe dziecko mówi, że nie chce mieć dzieci, cały ten scenariusz pryska niczym mydlana bańka.
Można więc mówić o żałobie po nienarodzonych wnukach albo o stracie wyobrażonej przyszłości. To nie musi oznaczać, że rodzic nie akceptuje swojego dziecka. Można jednocześnie kochać dorosłego syna czy córkę i czuć smutek, że własne marzenie o byciu babcią albo dziadkiem się nie spełni. Ale jak oddzielić żal od miłości?
Młodzi Polacy nie myślą o dzieciach, ale starsi myślą o wnukach
To, że coraz więcej kobiet może nie doczekać się roli babci, nie jest wyłącznie kwestią rodzinnych historii. Widać to również w twardych danych demograficznych.
W 1990 roku w Polsce urodziło się około 548 tys. dzieci. W 2000 roku było ich już 378 tys., a w 2024 roku – niespełna 252 tys. Współczynnik dzietności spadł w tym czasie z 1,99 do zaledwie 1,10 dziecka na kobietę. Według wstępnych danych GUS w 2025 roku urodzeń było jeszcze mniej – około 238 tys.
To nie jest więc chwilowy trend. Polska od lat ma coraz niższą liczbę urodzeń, a kolejne pokolenia rzadziej decydują się na większą liczbę dzieci.
Ale liczby nie mówią wszystkiego. Za nimi są również kobiety, które dziś mierzą się z zupełnie innym rodzajem żalu: ich dorosłe dzieci nie planują rodzicielstwa, a wraz z tym znika perspektywa zostania babcią.
A ilu młodych Polaków w ogóle nie chce mieć dzieci? W badaniu CBOS z 2025 roku, przeprowadzonym wśród osób w wieku 18–44 lata, 12 proc. zadeklarowało, że nie chciałoby mieć dzieci w ogóle. Wśród przedstawicieli pokolenia Z było to 15 proc.
Jednocześnie nie jest tak, że młodzi po prostu dzieci nie lubią. Powody są znacznie bardziej złożone. Część osób obawia się odpowiedzialności, część chce zachować niezależność, inni odkładają decyzję ze względów ekonomicznych czy zawodowych.
I właśnie w tym miejscu pojawia się trudne pytanie: co dzieje się z marzeniem o byciu babcią, kiedy decyzja o rodzicielstwie należy już do dorosłego dziecka – i to dziecko mówi "nie"?
Dla jednej strony jest to świadomy wybór własnego życia. Dla drugiej może oznaczać utratę przyszłości, którą przez lata uważała za oczywistą.
"Zazdroszczę innym babciom"
30-letnia Monika z Warszawy, nie planuje dzieci. Jest singielką, czas pochłania jej praca, niedawno kupiła mieszkanie i podkreśla, że najważniejsza jest dla niej stabilizacja życiowa, ale ta nie jest już rozumiana jako mąż i dziecko. Raczej jako zaplecze finansowe.
"Skupiam się na tym, żeby zorganizować sobie w dzisiejszych czasach stabilne i bezpieczne też finansowo życie. Śmieję się, że mam psiecko, ale realnie na pewno dziecka mi nie zastępuje. Nigdy nie marzyłam o macierzyństwie i o ile moja mama zawsze o tym wiedziała, o tyle teraz zaczęła rozumieć, że to prawdziwa decyzja, a nie takie założenia 20-latki" – powiedziała Monika.
Jej mama nie ukrywa, że wyobrażała sobie swoją przyszłość inaczej. Kobieta przyznała córce, że wnuki byłyby jej marzeniem.
"Dosłownie powiedziała, że idzie z taką intencją, żeby mieć wnuki, na pielgrzymkę. Widzę, że nie może się pogodzić z moją decyzją" – wyznaje 30-latka.
Zobacz także
Elżbieta, mama 35-letniej Andżeliki, która nie chce mieć dzieci, mówi, że zawsze marzyła o wnukach. Pogodziła się jednak z tym, że córka może nigdy nie zmienić zdania, ale ukłucie zazdrości pojawia się u niej często.
"Czasami, kiedy widzę inne babcie z wnukami w wózkach albo słyszę, jak o nich opowiadają, zwyczajnie robi mi się smutno. Wtedy myślę sobie: szkoda, że mnie to nie spotka. Po cichu chyba nadal mam nadzieję, że córka kiedyś zmieni zdanie, chociaż wiem, że nie powinnam na nią naciskać" – przyznaje pani Elżbieta.
To właśnie może być najbardziej skomplikowana część tej sytuacji. Rodzic może rozumieć, że dorosłe dziecko ma prawo wybrać życie bez dzieci, a mimo to czuć ukłucie, kiedy widzi znajomą osobę spacerującą z wnukiem.
Nie trzeba z tego powodu obwiniać córki czy syna. Emocje nie zawsze są racjonalne. Ważne jest jednak to, co człowiek robi z tymi emocjami.
65-letnia Helena ma dwoje dzieci, ale nie ma wnuków. Ta sytuacja jest dla niej trudna, szczególnie kiedy spotyka znajome, które opowiadają o swoich "pociechach"
"Najgorzej jest chyba wtedy, kiedy patrzę na inne kobiety w moim wieku, które mają wnuki. Widzę, jak o nich opowiadają, pokazują zdjęcia, mówią, gdzie były z nimi na wakacjach. Mam dwoje dzieci, zawsze myślałam, że kiedyś doczekam się wnuków, dlatego trudno mi było przyjąć, że może ich w moim życiu nie być. Oczywiście nie chcę zmuszać swoich dzieci do rodzicielstwa, bo to ich decyzja, ale czasami wracam do myśli, jak wyglądałoby moje życie, gdybym mogła być babcią. Chyba najbardziej boli mnie właśnie to, że na razie muszę pożegnać się z czymś, na co czekałam przez wiele lat" – wyznaje.
"Dziecko to największe szczęście" nie jest argumentem
W wielu polskich rodzinach nadal funkcjonuje przekonanie, że dziecko jest naturalnym kolejnym etapem życia. Najpierw dorosłość, potem małżeństwo, mieszkanie, dzieci, a po latach wnuki. Tyle że młodsze pokolenie coraz częściej odrzuca taki automatyczny scenariusz.
Moja 30-letnia rozmówczyni zwraca uwagę, że jej mama mówi o dziecku jako o największym szczęściu i sensie życia. Ona sama pamięta jednak swoje dzieciństwo inaczej.
"Sama doskonale pamiętam, że całe dzieciństwo spędziłam u babć, bo rodzice byli w pracy, a w domu się nigdy nie przelewało. Dlatego w mojej głowie dziecko to też większy obowiązek finansowy niż był kiedykolwiek w ich życiu" – mówi Monika.
To ważna różnica pokoleniowa. Rodzice mogą pamiętać swoje rodzicielstwo jako coś oczywistego, podczas gdy ich dzieci widzą przede wszystkim koszty mieszkań, opieki, edukacji, czasu i konieczność godzenia rodziny z pracą.
Dorosłe dziecko nie jest zobowiązane do zostania rodzicem tylko dlatego, że jego matka albo ojciec marzy o wnukach. To może być trudne do zaakceptowania, szczególnie jeśli rodzice przez całe życie wyobrażali sobie, że kiedyś zostaną dziadkami. Jednak decyzja o dziecku należy do osoby, która będzie za to dziecko odpowiadać przez kolejne dekady.
30-latka mówi o tym bardzo jasno:
"Rodzice powinni mieć świadomość, że dzieci nie są im niczego winne, nawet tej przysłowiowej szklanki wody na starość, a tym bardziej ustawiania swojego życia pod ich chęć posiadania wnuków".
Źródło: ssgk.stat.gov.pl, cbos.pl




