Na zdjęciu zamyślony chłopiec siedzi nad książkami.
Powinniśmy uczyć dzieci emocji tak jak uczymy je biologii, matematyki czy historii. pexel.com

Uczymy dzieci matematyki, języków obcych i zasad ortografii, ale nadal zakładamy, że umiejętność radzenia sobie z emocjami pojawi się sama. – Przez pokolenia słyszeliśmy, że emocje należy tłumić. Dziś widzimy skutki takiego podejścia – mówi Marta Bartosik-Piotrowska, z którą rozmawiamy między innymi o tym, dlaczego edukacja emocjonalna powinna zaczynać się już w szkole.

REKLAMA

– Chłopaki nie płaczą. Uspokój się. Nie przesadzaj. Dziewczynki powinny być grzeczne.

Większość z nas słyszała podobne komunikaty w dzieciństwie. Przez lata uczono nas, że emocje należy kontrolować, ukrywać albo po prostu ignorować. Smutek był oznaką słabości, złość czymś niepożądanym, a płacz powodem do wstydu. Nic więc dziwnego, że wielu dorosłych do dziś ma problem nie tylko z rozmową o emocjach, ale nawet z ich rozpoznawaniem.

A przecież emocje są jednym z najważniejszych obszarów naszego życia. Wpływają na relacje, poczucie własnej wartości, sposób radzenia sobie ze stresem i podejmowane decyzje. Mimo to wciąż poświęcamy im znacznie mniej uwagi niż nauce języków obcych, matematyki czy dodatkowym zajęciom.

O tym, dlaczego edukacja emocjonalna powinna zaczynać się już od najmłodszych lat i dlaczego tak trudno jest nam mówić o naszych uczuciach, rozmawiałam z Martą Bartosik-Piotrowską – mamą Maksa, autorką książki "Kraina emocji", współtwórczynią Emocjolandii, trenerką i edukatorką, która od lat wspiera nauczycieli, rodziców oraz dzieci w rozwijaniu kompetencji społeczno-emocjonalnych.

Czy emocje są powodem do wstydu?

Jak podkreśla moja rozmówczyni, problem zaczyna się często już na poziomie dorosłych.

– Bardzo często słyszę od nauczycieli, z którymi pracuję, że nie mogą przyznać się przed dziećmi do złości, bezradności czy smutku. Boją się, że zostanie to odebrane jako oznaka słabości. To bardzo trudne do zmiany, ponieważ przez pokolenia przekazywano nam, że emocje należy tłumić – mówi Marta Bartosik-Piotrowska.

– Do dziś pamiętam bardzo popularny wpis ze "Złotych myśli" (rodzaj pamiętnika – przyp. red.): "Śmiej się przy ludziach, płacz tylko w ukryciu". To też pokazuje, jak bardzo byliśmy wychowywani do ukrywania tego, co czujemy – dodaje moja rozmówczyni.

Cała rozmowa z Martą Bartosik-Piotrowską:

Nie uczymy dzieci rozpoznawać tego, co czują

Choć współczesne rodzicielstwo coraz częściej mówi o bliskości, komunikacji i budowaniu relacji z dzieckiem, temat emocji nadal bywa traktowany jako dodatek do edukacji. Tymczasem, jak zauważa ekspertka, właśnie umiejętność rozumienia własnych uczuć może mieć ogromny wpływ na późniejsze życie młodego człowieka.

– Jestem ogromną fanką tego, żeby edukację emocjonalną wprowadzać od najmłodszych lat – podkreśla.

Coraz częściej pojawiają się głosy, że o emocjach powinniśmy uczyć się w szkole tak samo jak matematyki czy biologii. Zdaniem Marty Bartosik-Piotrowskiej nie wymaga to jednak tworzenia kolejnego przedmiotu ani rewolucji w planie lekcji.

Jak tłumaczy, czasem wystarczy zaledwie kilka minut na początku zajęć.

– Wyobraźmy sobie klasę po weekendzie. Do sali wchodzi trzydzieścioro uczniów, a razem z nimi wchodzi trzydzieści różnych historii, doświadczeń i emocji. Jedno dziecko jest podekscytowane wyjazdem z rodzicami, drugie pokłóciło się z kolegą, trzecie przez cały weekend czuło się samotne. Jeśli poświęcimy kilka minut na sprawdzenie, z czym przychodzą na lekcję, łatwiej będzie im później skupić się na nauce.

Każde dziecko przychodzi do szkoły z własną historią

Jednym z proponowanych przez Martę rozwiązań jest tzw. poranny check-in emocjonalny. Dzieci określają swoje samopoczucie, nazywają emocje i przez chwilę skupiają się na tym, co dzieje się w nich tu i teraz.

To nie tylko sposób na budowanie samoświadomości, ale także cenna wskazówka dla nauczyciela.

– W pięć minut można zauważyć bardzo dużo. Można zobaczyć, które dziecko potrzebuje wsparcia, a które jest gotowe do działania. To pomaga zarówno uczniom, jak i nauczycielom – tłumaczy.

W naszej rozmowie zastanawiamy się również, dlaczego tak trudno przychodzi nam mówienie o emocjach, jak nauczyć dzieci rozpoznawania własnych uczuć oraz czy szkoła rzeczywiście może odegrać w tym procesie ważną rolę.

Marta Bartosik-Piotrowska

Mama Maksa, autorka książki "Kraina emocji", współtwórczyni Emocjolandii, coach, prelegentka konferencji naukowych i edukacyjnych oraz trenerka prowadząca szkolenia dla nauczycieli i specjalistów. Autorka nowatorskich narzędzi, takich jak Wieża Emocji czy Emoterra, które pomagają dzieciom i dorosłym lepiej rozumieć oraz nazywać emocje.