
Ojciec chciał wziąć jeden dzień urlopu, by 1 września pójść z synem na rozpoczęcie roku szkolnego. Szefowa odmówiła, a swoją decyzję skwitowała ironicznym stwierdzeniem, że przecież nie jest uczniem i do szkoły chodzić nie musi. Trudno się dziwić, że w takich warunkach część młodych ludzi obawia się, że rodzicielstwo zaszkodzi ich karierze.
"Nie jesteś przecież uczniem"
Są takie sytuacje, po których człowiek długo się zastanawia, czy naprawdę ktoś na poważnie powiedział dane słowa, czy może nam się przesłyszało. A jednak okazuje się, że niektórym tak brakuje empatii, że potrafią wbić szpilę, która zaboli bardziej niż niejeden konflikt. Zwłaszcza kiedy dotyczy czegoś tak ważnego jak bycie rodzicem. W moim przypadku było to ostatnio jedno zdanie wypowiedziane z ironią przez szefową mojego partnera.
W jego pracy właśnie zaczyna się gorący okres. Przed rozpoczęciem roku szkolnego jest dużo więcej obowiązków, pracy jest po prostu po uszy, a pracownicy często zostają po godzinach. To nie jest więc najlepszy moment na branie wolnego. Mimo to mój mąż już jakiś czas temu zaplanował, że 1 września weźmie urlop. Chciał po prostu pójść z synem na rozpoczęcie roku szkolnego.
Nie chciał tygodnia wolnego. Nie prosił o jakieś specjalne traktowanie. Nie oczekiwał, że cały zakład pracy dostosuje się do jego rodziny. Chciał jednego dnia urlopu, który przecież normalnie mu przysługuje w ramach Kodeksu pracy.
Kilka dni temu dowiedział się, że tego wolnego nie dostanie. Sam fakt odmowy mogłabym jeszcze zrozumieć, naprawdę. Dziecko rodziców ma dwoje, spróbowałabym wtedy ja wziąć wolne, a ostatecznie poprosiłabym np. o pomoc babcię. Są sytuacje, w których pracodawca ma prawo powiedzieć, że w danym terminie nie może pozwolić sobie na nieobecność pracownika. Szczególnie kiedy firma ma dużo pracy.
Ale sposób, w jaki ta odmowa została przekazana, jest dla mnie czymś zupełnie innym. Szefowa powiedziała mu z nieukrywaną ironią, że nie potrzebuje urlopu 1 września. Kiedy przypomniał jej, że to dzień rozpoczęcia roku szkolnego (w domyśle, że musi pójść do szkoły z dzieckiem) to usłyszał, że przecież nie chodzi do szkoły i nie jest uczniem.
I właśnie wtedy człowiek zaczyna się zastanawiać, po co nam właściwie cała ta rozmowa o polityce prorodzinnej, demografii i zachęcaniu młodych ludzi do posiadania dzieci.
Zobacz także
Można to było zrobić bez bycia wrednym
Bo wiecie, naprawdę rozumiem, że pracodawca nie zawsze może pójść rodzicowi na rękę. Rozumiem, że są terminy, projekty, klienci i obowiązki. Sama staram się nie nadużywać różnych udogodnień i wymagać, by z powodu mojego rodzicielstwa ktoś traktował mnie wyjątkowo. Rozumiem, że czasem ktoś musi zostać w pracy, nawet jeśli bardzo chciałby być gdzie indziej.
Ale tutaj nie chodziło o jakiś dodatkowy dzień wolny tylko dla rodziców. Nie chodziło o przywilej, którego nie mają osoby bez dzieci. Chodziło o zwykły urlop pracownika. O jeden dzień, który chciał wykorzystać na ważne dla swojej rodziny wydarzenie.
A najbardziej uderza mnie to, że ta kobieta doskonale wie, że mój mąż ma małe dzieci. Wie też, że naprawdę rzadko bierze wolne z ich powodu. Nie jest człowiekiem, który co chwilę wychodzi z pracy, bo dziecko ma przedstawienie, szczepienie, zebranie czy wycieczkę. Pracuje, robi swoje, a kiedy trzeba, zostaje dłużej.
Tym razem chciał być po prostu tatą. A ta kobieta uznała, że można jeszcze z niego zakpić. Może właśnie takie sytuacje sprawiają, że młodzi ludzie coraz częściej zastanawiają się, czy rodzicielstwo da się pogodzić z pracą. Bo przecież problemem nie zawsze są pieniądze. Czasami problemem jest zwykły strach przed tym, jak zostaniemy potraktowani.
Młody człowiek może myśleć: co będzie, jeśli będę mieć dziecko? Czy szef uzna, że jestem mniej dyspozycyjny? Czy współpracownicy będą przewracać oczami, kiedy będę chciał wyjść wcześniej po chore dziecko? Czy każdy urlop związany z rodziną będzie odbierany jak problem? Czy nagle przestanę być dobrym pracownikiem, a stanę się przede wszystkim "tym, który ma dzieci, więc jest problematyczny"?
Nie wszyscy mają stabilne umowy i pracę, w której można spokojnie zaplanować życie rodzinne. Nie wszyscy mogą sobie pozwolić na ryzyko. Niektórzy zwyczajnie boją się, że dziecko będzie oznaczało problemy zawodowe.
Zacznijmy od empatii
I dlatego czasami myślę, że zanim zaczniemy kolejny raz mówić młodym, że powinni mieć dzieci, warto nauczyć się traktować rodziców z odrobiną normalności.
Nie oczekuję, że każda firma będzie działała pod dyktando rodziców. Nie uważam też, że rodzicowi zawsze wszystko się należy. Ale naprawdę chciałabym, żeby w niektórych miejscach pracy było trochę więcej zwykłej ludzkiej życzliwości.
Bo 1 września to dla rodziców dzień, w którym ich dzieci rozpoczynają kolejny etap życia. I dla nich jest ważne, żeby tam czasami być. Można było odmówić mu urlopu. Czasem trzeba. Ale można było zrobić to po ludzku.
I chyba właśnie tego najbardziej nie potrafię zrozumieć, że dorosła kobieta, sama zapewne pamiętająca, jak ważne dla rodzica są szkolne wydarzenia dziecka, miała wybór. Mogła odmówić bez zbędnych komentarzy. Wybrała ironię, szkoda.




