Maja Staśko
Najpierw łzy szczęścia, chwilę później rozpacz. Maja Staśko zdradziła, jak wyglądał jej baby blues. fot. instagram.com/majakstasko

Maja Staśko opowiedziała o pierwszych dniach po narodzinach dziecka i doświadczeniu baby blues. W swoim wpisie na Instagramie pokazała, jak szybko po porodzie zmieniały się jej emocje – od ogromnego szczęścia i wdzięczności po płacz, lęk i poczucie przytłoczenia. Jak sama przyznała, baby blues minął po około dziesięciu dniach, ale intensywność tamtych przeżyć długo pozostała w jej pamięci.

REKLAMA

Maja Staśko pokazała, jak wyglądał jej baby blues

Maja Staśko opublikowała w mediach społecznościowych osobisty wpis dotyczący początków swojego macierzyństwa. Okazuje się, że nie były one łatwe. Punktem wyjścia były dwa zdjęcia wykonane w odstępie zaledwie siedmiu minut.

Na jednym z nich czuła się spokojna i szczęśliwa, trzymając dziecko na rękach. Na drugim pojawiły się łzy i bardzo silne emocje. Jak opisała, potrafiła w krótkim czasie przejść od poczucia ogromnego szczęścia do rozpaczy. Podkreśliła, że taki stan powtarzał się u niej wielokrotnie w ciągu dnia.

W swoim wpisie na Instagramie Staśko wymieniła wiele powodów, przez które płakała w pierwszych dniach po porodzie. Były wśród nich zarówno pozytywne emocje, jak i zmęczenie oraz niepokój związany z nową rolą.

"Płaczę z przepełniającej mnie wdzięczności. Płaczę ze szczęścia po tak trudnej drodze do macierzyństwa. Płaczę z miłości, której nie umiem w sobie pomieścić. Płaczę z wycieńczenia porodem i karmieniem co chwilę. Płaczę z przerażenia, czy dam sobie radę. Płaczę, żegnając starą Maję i stare życie, które nigdy nie wróci".

To właśnie współistnienie skrajnych emocji było dla niej jednym z najbardziej zaskakujących elementów baby blues.

Maja Staśko
Maja Staśko opisała swój baby blues. Instagram/Maja Staśko

Baby blues po porodzie. "Siedem minut" wystarczyło

Staśko zwróciła uwagę, że jej samopoczucie potrafiło zmienić się bardzo szybko.

"Siedem minut, a mój stan obrócił się o 180 stopni. Siedem kolejnych – i zrobił pełny obrót do momentu z pierwszego zdjęcia. I tak cały dzień".

Maja opisała baby blues jako doświadczenie, którego wcześniej nie znała w takiej formie. Przyznała, że próbowała porównać je z emocjami towarzyszącymi stymulacji hormonalnej podczas in vitro, jednak – jak zaznaczyła – oba doświadczenia były dla niej zupełnie różne.

W swoim wpisie Staśko nawiązała również do wcześniejszych doświadczeń związanych z in vitro. Jak wspominała, podczas stymulacji hormonalnej również przeżywała bardzo trudny okres i miała "myśli rezygnacyjne".

Jednocześnie zaznaczyła, że baby blues miał zupełnie inny charakter. Według jej opisu nie był to jeden utrzymujący się stan emocjonalny, ale bardzo szybkie przechodzenie między skrajnymi uczuciami.

"Baby blues to u mnie ciągłe zmiany – od największego szczęścia do największej rozpaczy w kilka minut. Mogę płakać z przepełniającej mnie miłości i jednocześnie czuć potworne przygnębienie. Jak tak wielka radość może współistnieć z równie wielkim smutkiem? Emocje są tu zawsze olbrzymie i zawsze intensywne. Nie ma nic pomiędzy – poza łzami, które łączą to, co piękne, i to, co straszne. Łzy jako pomost między skrajnościami".

Maja Staśko
Maja Staśko i jej trudne przeżycia poporodowe. Instagram/Maja Staśko

Z relacji Mai Staśko wynika, że najbardziej intensywny okres trwał u niej około dziesięciu dni. Później podobne emocje pojawiały się przede wszystkim rano.

Z czasem płacz zaczął towarzyszyć jej głównie wzruszającym historiom związanym z rodzicielstwem. Jak przyznała, nadal zdarza jej się płakać, gdy czyta piękny tekst o miłości do dzieci albo ogląda wzruszającą scenę z udziałem rodziców i ich pociech.

"Nadal czuję, że to zupełnie nowa planeta, nadal czuję się lekko nierealnie i często nie wierzę – ale baby blues już za mną. Nie umiałabym go pomylić z niczym innym, był bardzo dziwny i intensywny" – zakończyła swój wpis.

Źródło: instagram.com

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl