babcia z wnukiem w ogrodzie
Teściowa nie zajmuje się wnukami, ale krytykuje to jak spędzają wakacje. fot. Misho Cha/Pexels

Wakacje dla dzieci oznaczają dwa miesiące wolnego, ale dla pracujących rodziców nie ma mowy o takim odpoczynku. Moje dzieci część lata spędzają ze mną w domu, ponieważ ja i mąż pracujemy, a opieka nad nimi nie zawsze jest możliwa. Teściowa uważa jednak, że dzieci za dużo siedzą w domu, choć sama nie proponuje im wakacyjnej opieki.

REKLAMA

Dzieci siedzą ze mną w domu, gdy pracuję

Ostatnio teściowa stwierdziła, że moje dzieci za dużo siedzą w domu i skoro są wakacje, powinny więcej czasu spędzać na dworze. Powiedziała to z taką łatwością, jakby wakacje trwały dwa tygodnie, a ja przez całe dwa miesiące nie miała nic innego do roboty, tylko chodziła z dziećmi po parkach, placach zabaw i nad jezioro.

Przez chwilę naprawdę nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Oczywiście, że chciałabym, żeby moje dzieci spędzały więcej czasu na świeżym powietrzu. Chciałabym, żeby całe wakacje biegały po ogrodzie, jeździły na rowerach i wracały do domu dopiero wieczorem. Problem polega na tym, że w tym czasie pracuję i mój mąż też.

Jak dzieci były mniejsze to w tym czasie chodziły na przedszkolne dyżury. Teraz w szkole pozostaje im siedzenie ze mną w domu, jakieś krótkie wyjścia do drugiej babci, która ma pod blokiem plac zabaw.

Dla rodziców z dwójką dzieci i pracujących wakacje nie oznaczają dwóch miesięcy wolnego. Dla dzieci owszem, dla mnie nie. Mam niewiele urlopu (przypominam: na etacie tylko 26 dni) i nie mogę przeznaczyć w całości na lato. Dlatego w dużej mierze pracuję zdalnie.

Nie dlatego, że marzę o siedzeniu przy komputerze, kiedy za oknem świeci słońce. Pracuję z domu przede wszystkim po to, żeby jakoś zorganizować opiekę nad dziećmi, kiedy szkoła i przedszkole są zamknięte.

Kiedyś dziadkowie pomagali

Wtedy pomyślałam o własnym dzieciństwie. Moi rodzice przez całe wakacje pracowali. Rozwiązanie było proste: część wakacji spędziłam u dziadków i prababci. Ja miałam wakacje, a dziadkowie byli już na emeryturze i mogli się mną i moim rodzeństwem zająć.

Po prostu tak kiedyś wyglądało życie. Dziecko miało dwa miesiące wolnego, rodzice mieli pracę, więc dziadkowie pomagali. Dzisiaj sytuacja często wygląda inaczej.

Mam wrażenie, że część dzisiejszych dziadków ma znacznie więcej możliwości niż ich rodzice. Mają przestrzeń, ogród, samochód i więcej czasu. Często mieszkają w domach albo mają działki. Mogliby więc czasem zabrać wnuki na kilka godzin, pozwolić im pobiegać po ogrodzie, pójść z nimi na spacer czy kupić im lody.

Tyle że samo zaproponowanie takiej pomocy nie zawsze jest oczywiste. Za to komentarz o tym, że ktoś źle wychowuje wnuki, przychodzi bardzo łatwo. Tak, moje dzieci siedzą w domu. Część wakacji spędziły przez telewizorem, ale mają też różne kreatywne zabawy w domu. Nie nudzą się i nie narzekają, a są jeszcze za mali, by całe dnie biegać sami po mieście, więc nawet to samodzielne bieganie z kolegami trzeba im trochę zorganizować.

I właśnie tego zabrakło mi w słowach teściowej. Nie oczekuję, że babcia będzie zajmowała się wnukami przez całe wakacje, bo to są moje dzieci. Nie uważam, że dziadkowie mają obowiązek wyręczać dorosłe dzieci w opiece nad wnukami.

Sama wiem, że moja mama też pracuje i nie zawsze może mi pomóc. Kiedy jednak ma taką możliwość, czasem bierze dzieci do siebie i jestem jej za to bardzo wdzięczna. Nie chodzi więc o obowiązek. Chodzi o zwykłą życzliwość.

Dziadkowie żyją w swoim świecie?

Trzeba mieć tupet, żeby krytykować pracującą matkę za to, że jej dzieci spędzają za dużo czasu w domu, a jednocześnie samemu siedzieć całymi dniami w swoim domu i nawet nie zaproponować, że można zabrać wnuki na kilka godzin do ogrodu.

Może teściowa myśli, że nie chcę spędzać z dziećmi wakacji. Może wydaje jej się, że skoro pracuję zdalnie, to mam idealne warunki, żeby połączyć pracę z całodziennymi spacerami, wycieczkami i zabawą na placu zabaw. Tylko praca zdalna nadal jest pracą.

Nie mogę podczas spotkania służbowego odejść od komputera, ponieważ dziecko chce iść na plac zabaw. Nie mogę codziennie kończyć pracy w południe tylko dlatego, że dzieci mają wakacje i chcą iść na lody. Mam obowiązki, terminy i zadania, które muszę wykonać.

Dzieci mają dwa miesiące wolnego. Ja mam kilka tygodni urlopu. To naprawdę ogromna różnica.

Dlatego zanim ktoś kolejny raz oceni rodzica, którego dzieci spędzają wakacje w domu, warto pomyśleć, z czego to wynika. Być może rodzic pracuje. Być może nie stać go na półkolonie i obozy przez całe wakacje. Być może dziadkowie nie pomagają albo sami mają swoje obowiązki. Być może rodzina mieszka daleko.