mama odpoczywa na plaży, patrząc w morze
Wakacyjny luz pewnie będzie miał jesienią swoją cenę. fot. Yuliya Duzhaya/Pexels

Wakacje to czas, kiedy wielu rodziców świadomie odpuszcza zasady i pozwala dzieciom na więcej swobody. Późniejsze chodzenie spać, więcej zabawy i mniej obowiązków oznaczają wprawdzie trudniejszy powrót do szkoły we wrześniu, ale są też nagrodą za wymagający rok szkolny. Jako mama ucznia i przedszkolaka opowiem wam, dlaczego tego wakacyjnego luzu nie zamierzam sobie ani dzieciom odbierać.

REKLAMA

Wakacje to nagroda za maraton roku szkolnego

Jestem matką ucznia i przedszkolaka, którzy dotychczas pierwsze tygodnie wakacji spędzili w domu. Cały zeszły rok szkolny żyliśmy według planu. Budzik dzwoni wcześnie, śniadanie trzeba zjeść o konkretnej godzinie, że później na czas wyjść do szkoły, przedszkola, pracy.

Po południu są zajęcia dodatkowe, zakupy, kolacja i wieczorna rutyna. Wszystko ma swoje miejsce i czas. Czasami mam wrażenie, że nasze życie przypomina dobrze działającą maszynę, która może przestać działać, jak tylko jeden z elementów zostanie zaburzony. A po tym nadeszły wakacje i nagle wszystko się zmieniło.

Nie będę udawała, że jestem mamą, która w wakacje nadal pilnuje każdej zasady. Nie jestem, wręcz przeciwnie. W lipcu odpuściłam sobie i dzieciom niemal wszystko. Synowie oglądają więcej bajek niż przez resztę roku. Śpią tyle, ile potrzebują i chcą. Wieczorem kładą się później niż zwykle. Kiedy mają ochotę na lody czy gofra, nie zamieniam się w cukrową strażniczkę.

Całe dnie spędzają na dworze, biegają, brudzą się, wymyślają kolejne zabawy i po prostu korzystają z dzieciństwa. Są tylko 2 zasady, których naprawdę pilnuję: żeby ekranów nie było za dużo, a snu za mało. Dzieci chodzą spać później niż w roku szkolnym, ale nie pozwalam, żeby kończyły dzień o północy. Reszta? Szczerze mówiąc, nie ma większego znaczenia.

Nie ma lekcji i zajęć dodatkowych. Nie ma odrabiania prac domowych ani biegania od jednych drzwi do drugich, bo ktoś ma piłkę nożną albo zajęcia z logopedą. Nie spinam się planem dnia, bo naprawdę chcę, żeby moje dzieci odpoczęły. Wierzę, że wakacje właśnie po to są. Przyznaję jednak, że nie chodzi tylko o nich.

To też nauka odpuszczania

To ja po całym roku szkolnym nie mam już siły być strażnikiem wszystkich zasad. Przez dziesięć miesięcy przypominałam, poganiałam, organizowałam, pilnowałam terminów, delegowałam zadania, podpisywałam zgody, chodziłam na zebrania, pamiętałam o strojach na WF, konkursach i tysiącu drobiazgów, bez których rodzinna codzienność po prostu się rozsypuje.

Kiedy zaczęły się wakacje, poczułam, jak schodzi ze mnie napięcie. Nawet jeśli nadal codziennie pracuję i do urlopu jeszcze trochę, to psychicznie również potrzebuję odpocząć od ciągłego kontrolowania wszystkiego. Razem z dziećmi przypominam sobie, jak smakowało lato w dzieciństwie.

W takich chwilach wspominam wakacje u babci na wsi. Od rana do wieczora byłam na podwórku. Wracałam do domu tylko po kanapkę albo kompot. Nikt nie rozliczał mnie z wakacyjnego czytania lektur. Nikt nie układał harmonogramu rozwijających aktywności. Nikt nie zastanawiał się, czy każda godzina została odpowiednio wykorzystana. Po prostu byłam dzieckiem i miałam święte prawo się nudzić, biegać, odpoczywać i cieszyć się latem. Chciałabym, żeby moje dzieci miały podobne wspomnienia.

Oczywiście są rzeczy, których nie odpuszczamy nigdy. Domowe obowiązki wykonują przez cały rok i wakacje niczego tutaj nie zmieniają. Każdy powinien dokładać swoją cegiełkę do wspólnego życia. Jednak cała reszta może poczekać. Czy wiem, że we wrześniu zapłacimy za ten wakacyjny luz? Oczywiście.

Jesień może być intensywna. No i trudno

Pierwszy tydzień szkoły będzie prawdopodobnie kubłem zimnej wody. Wczesne pobudki okażą się torturą. Powrót do codziennego rytmu będzie bolał wszystkich. Dzieci będą marudziły, że chcą jeszcze pospać, a ja sama pewnie kilka razy pomyślę, że trzeba było wcześniej zacząć przywracać szkolne zasady.

Jeśli dziś już mam tę perspektywę, to może faktycznie pomyślę o tym jakoś w drugiej połowie sierpnia, ale nie obiecuję i się nie spinam. Bo wakacje są chyba przecież po to, żeby właśnie trochę wyluzować i dać swojej głowie i ciału odpocząć, prawda?

Nie chcę przez całe lato żyć myślą o wrześniu. Nie chcę odliczać dni do końca beztroski ani zamieniać lipca w przygotowania do nowego roku szkolnego. W roku szkolnym rodzicielstwo bywa wystarczająco wymagające. Wakacje są jedynym momentem, kiedy mogę świadomie odpuścić i nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia.

Jesienią pewnie wszyscy przeżyjemy mały szok. Zapłacimy za późniejsze zasypianie, dłuższe poranki i większy luz. Ale być może właśnie taka cena jest wpisana w prawdziwe wakacje. I chyba jestem gotowa ją zapłacić.

Dzieciństwo nie powinno kojarzyć się z planem dnia, obowiązkami i ciągłym pilnowaniem zegarka. Lato jest od tego, żeby choć przez kilka tygodni poczuć, że świat może zwolnić. Nawet jeśli we wrześniu znowu przyspieszy.