
"Naprawdę jesteś jeszcze głodna?", "Może zamiast deseru zjesz owoc?", "Ja w twoim wieku ważyłam mniej". Takie zdania mogą brzmieć jak troska o zdrowie dziecka. Internet znalazł jednak nazwę dla matek, które nieustannie kontrolują to, co jedzą ich córki. To "migdałowe mamy".
Dbają o zdrowe jedzenie, czytają etykiety, pilnują wielkości porcji. Wiedzą, ile kroków zrobiły danego dnia i często same od lat są na jakiejś diecie. Problem zaczyna się wtedy, gdy własne zasady dotyczące jedzenia i wyglądu zaczynają narzucać także dzieciom.
"Migdałowa mama" nie jest terminem psychologicznym ani diagnozą. To określenie, które narodziło się w mediach społecznościowych i szybko stało się symbolem pewnego sposobu myślenia o jedzeniu, wadze i kobiecym ciele.
I choć internet często przedstawia takie mamy w zabawnych filmikach, za żartami kryje się znacznie poważniejsze pytanie – czy matki mogą nieświadomie przekazywać córkom własny lęk przed przytyciem?
Skąd wzięły się "migdałowe mamy"?
Wszystko zaczęło się od fragmentu reality show "The Real Housewives of Beverly Hills" z Yolandą Hadid i jej córką Gigi.
Gigi, która rozpoczynała wówczas karierę modelki, powiedziała matce, że czuje się bardzo słabo. Yolanda poradziła jej, żeby zjadła kilka migdałów i bardzo dokładnie je pogryzła. Po latach nagranie ponownie trafiło do mediów społecznościowych i stało się viralem. Sama Yolanda Hadid później tłumaczyła, że była wtedy świeżo po operacji, a jej słowa zostały wyrwane z kontekstu.
Migdały zostały, ale znaczenie określenia szybko się rozszerzyło. "Almond mom" zaczęto nazywać matkę, która sama jest mocno zanurzona w kulturze diet i przenosi związane z nią przekonania na swoje dzieci, szczególnie córki.
Nie musi przy tym otwarcie mówić: "musisz schudnąć". Może pytać, czy córka rzeczywiście jest głodna, komentować wielkość jej porcji, chwalić ją za schudnięcie, dzielić produkty na "dobre" i "złe" albo sugerować dodatkowy ruch po bardziej obfitym posiłku.
Naukowcy przyjrzeli się "migdałowym mamom"
Internetowe zjawisko zainteresowało również naukowców. Hester Hockin-Boyers z City St George's, University of London przeanalizowała 80 popularnych filmów opublikowanych na TikToku pod hashtagiem #almondmom. Wyniki analizy zostały opublikowane w "European Journal of Cultural Studies".
Badaczka zauważa, że "migdałowa mama" jest przedstawiana w mediach społecznościowych jako kobieta doskonale znająca zasady diet i odchudzania. Pilnuje wielkości porcji, wybiera "zdrowe" przekąski, dba o codzienną aktywność i kontroluje nie tylko własne zachowania, lecz także wybory członków rodziny, szczególnie córek.
TikTokowe nagrania często mają formę żartu czy parodii. Dorosłe córki odtwarzają w nich rozmowy, które pamiętają z rodzinnego domu, czyli komentarze dotyczące wagi, ilości jedzenia czy rady, jak ograniczyć kalorie.
Zobacz także
"Migdałowa mama" nie musi kontrolować talerza córki
Co ważne, problem nie zawsze polega na bezpośrednim komentowaniu wyglądu czy porcji dziecka. Parents.com opisuje historię Charlene Johnson, która była przekonana, że nie wpisuje się w ten schemat. Nigdy nie komentowała wagi swoich dzieci i pozwalała im jeść to, na co miały ochotę.
Z czasem zdała sobie jednak sprawę, że dzieci przez lata obserwowały jej własne zachowania. Jako instruktorka fitness potrafiła ćwiczyć przez wiele godzin i nie jadła tych samych posiłków co reszta rodziny.
To pokazuje drugi, mniej oczywisty wymiar "migdałowego macierzyństwa". Dziecko uczy się stosunku do jedzenia i ciała nie tylko z tego, co rodzic mówi do niego, ale również z tego, jak traktuje samego siebie.
Potwierdzają to także wcześniejsze badania. W pracy opublikowanej w 2017 roku w czasopiśmie naukowym "Body Image" badacze przyglądali się przekazywaniu zaburzonych zachowań związanych z jedzeniem między trzema pokoleniami kobiet – babciami, matkami i córkami. Analizowali zarówno bezpośrednie komunikaty matek dotyczące jedzenia i wagi, jak i pośredni wpływ ich własnych zachowań.
"Ale jestem gruba", "Od jutra nic nie jem", "Nie mogę tego zjeść, bo pójdzie mi w biodra", "Muszę schudnąć przed wakacjami" – nawet jeśli takie zdania dotyczą wyłącznie mamy, córka ich słucha.
Kiedyś "light", dziś "bez toksyn"
Co ciekawe, "migdałowa mama" nie musi dziś przypominać kobiety, która całe życie liczy kalorie. "The Independent", opisując to zjawisko, zwraca uwagę na jego ewolucję. Dawniej kultura diet kojarzyła się m.in. z produktami "light", niskotłuszczowymi daniami czy kolejnymi dietami odchudzającymi. Dziś ten sam sposób kontrolowania jedzenia może kryć się pod zupełnie innymi hasłami.
Nie chodzi już wyłącznie o kalorie. Pojawiają się "czyste składy", unikanie przetworzonej żywności, cukru czy produktów uznawanych za niezdrowe.
Samo zwracanie uwagi na skład produktów czy dbanie o wartościową dietę oczywiście nie czyni nikogo "migdałową mamą". Granica pojawia się gdzie indziej – wtedy, gdy jedzeniu zaczyna towarzyszyć lęk, poczucie winy i przekonanie, że niektóre produkty trzeba "odpracować", a szczupłość staje się synonimem zdrowia.
Zdrowe odżywianie nie powinno oznaczać strachu przed jedzeniem
Nie chodzi o to, by rodzice przestali zwracać uwagę na to, co jedzą dzieci. Dbanie o różnorodną dietę i regularne posiłki jest czymś zupełnie innym niż ciągłe ocenianie ilości jedzenia i wyglądu dziecka.
Eksperci cytowani przez Parents.com radzą m.in., by pamiętać, że dzieci uczą się przede wszystkim poprzez obserwowanie dorosłych. Czasem wystarczy, że córka przez kilkanaście lat słyszy, jak mama mówi z przerażeniem: "Znowu przytyłam".
Źródło: Parents.com, The Independent, European Journal of Cultural Studies, Body Image




