
Czy bliźniaki powinny chodzić do jednej grupy przedszkolnej, a potem szkoły i tak dalej? Zdania na ten temat są podzielone, a decyzja często zależy od charakteru i relacji dzieci. Mama bliźniaczek przekonuje, że rozdzielenie córek może pomóc im budować własną niezależność i relacje z rówieśnikami.
Bliźniaki nie powinny chodzić do jednej grupy przedszkolnej?
Dla wielu osób bliźnięta są zjawiskiem niecodziennym, które od lat wzbudza emocje właśnie dlatego, że wydają się czymś niezwykłym. Ciąże mnogie u ludzi wymagają większej opieki medycznej, jednak nie są na tyle rzadkie, by traktować bliźnięta jak coś magicznego czy wyjątkowo niecodziennego. Tymczasem społeczne spojrzenie na bliźnięta często sprowadza je do dwojga (lub większej liczby) dzieci, które w pewien sposób stanowią jedność.
W naszym społeczeństwie wciąż funkcjonuje też dość przestarzałe przeświadczenie, że jeśli dzieci rodzą się jako bliźnięta, są do siebie podobne, a czasami wręcz łudząco identyczne, to jest to coś niezwykłego i nienaturalnego, co na pewno wiąże się z jakimiś nadludzkimi siłami.
Druga kwestia dotyczy tego, że bliźnięta w przestrzeni społecznej często traktowane są jak jeden byt – jeśli wyglądają podobnie (lub tak samo) i często noszą podobne ubrania (co czasem jest po prostu formą oszczędności finansowej), otoczenie zaczyna postrzegać je jako jedność.
Tymczasem bliźnięta to rodzeństwo, czyli dwoje dzieci tych samych rodziców, które są dwiema odrębnymi jednostkami i mają prawo do własnej autonomii.
Ostatnio na Instagramie natknęłam się na wypowiedź mamy bliźniaczek, która zapisała córki do przedszkola do dwóch różnych grup. Kobieta w swojej wypowiedzi wylicza powody, dla których zrobiła to dla dobra swoich córek. "Po pierwsze: koniec z pakietem. Już nie będą traktowane jak jeden dwugłowy pies, tylko będą traktowane osobno jako Pola i Kalina" – zaczyna swój film mama dziewczynek.
Dalej opowiada o tym, że jedna z córek ma silniejszy charakter i dominuje we wszystkich wspólnych relacjach, dlatego mama chce, by druga córka miała przestrzeń do nawiązywania własnych relacji i poczucia się jako autonomiczna jednostka, której nie przytłacza "silniejsza siostra".
Dzięki rozdzieleniu dziewczynka będzie miała szansę nie czuć się odsunięta. Podobnie sprawa ma się z traktowaniem dzieci przez otoczenie, bo według mamy rozdzielenie sprawi, że społeczeństwo nie będzie postrzegało ich jako jednego bytu.
To nie dzieci są problemem, ale odbiór społeczny
Ten wątek skojarzył mi się z moją przyjaciółką, z którą znam się od lat szkolnych, a która ma właśnie brata bliźniaka. W naszych rozmowach często powtarzała, że wiele osób traktuje ich właśnie w ten sposób – jakby nie mieli własnych indywidualnych cech i w każdej sferze życia funkcjonowali jako jedność.
"Mam wrażenie, że największym problemem przy bliźniakach nie są same bliźniaki, a to jak traktują ich ludzie. [...] Mam 34 lata, mam brata bliźniaka. Mimo, że od lat funkcjonujemy oddzielnie, w dwóch różnych miastach, nadal gdy ktoś dowiaduje się, że jestem bliźniaczką zaczynam się czuć jakbym była jednorożcem lub innym magicznym stworzeniem" – mówi moja rozmówczyni, Agnieszka, która jest mieszkanką Warszawy.
Dodaje, że ludziom wydaje się, iż łączy ją z bratem jakaś magiczna więź, choć każde z nich żyje zupełnie innym życiem: "[...] nie do końca udaje mi się wytłumaczyć, że bycie bliźniakiem nie tworzy z automatu magicznej więzi, nie sprawia, że macie takie same pasje, słuchacie tej samej muzyki itd. Nagle dostaję tysiąc pytań, których nie dostaje nikt, kto oznajmi, że ma młodszą siostrę lub starszego brata".
To zauważenie, że z rodzeństwem, które jest młodsze lub starsze, nikt nie porównuje nas w taki sposób, jest cenną uwagą. Bliźnięta rzeczywiście są ze sobą od urodzenia i najczęściej przez pierwsze lata życia spędzają razem niemal całe dnie. Przez to wielu osobom wydaje się, że są wręcz tym samym organizmem.
O tym również mówi mama we wspomnianym TikToku: "Siedzą ze sobą 24 godziny na dobę, więc uważam, że naprawdę dobrze im zrobi ta rozłąka kilkugodzinna. Nauczą się tęsknić i doceniać siebie bardziej. Bo jak spędzają 24 na dobę to [...] tylko rękoczyny u nich idą" – kończy z mrugnięciem oka mama.
I tu również podobne zdanie ma moja rozmówczyni Agnieszka: " [...] muszę słuchać wywodów jak moim rodzicom musiało być ciężko, jaki to wydatek mieć bliźniaki i że dana osoba to co jak co, ale bliźniaków by nie chciała mieć. Mam się czuć winna z tego powodu? Chodziliśmy razem do klasy, aż do końca szkoły średniej. Czy był to dla mnie problem? Nie. Czy czułam się tłamszona? Nie.
Czy mieliśmy wspólnych znajomych? Tak, ale mieliśmy też oddzielnych. Nie siedzieliśmy razem w ławce, nie spędzaliśmy razem przerw. Razem chodziliśmy do szkoły, razem z niej wracaliśmy (albo nie). Czy spędzałam z bratem więcej czasu niż przeciętne rodzeństwo? Niekoniecznie" – przyznaje 34-latka.
I dodaje: "Nie czytałam mu w myślach, nie mówił mi o swoich zamiarach. A nawet gdy mi mówił, nie uważałam, że muszę się za niego tłumaczyć albo na niego kablować. Czy nauczyciel tak samo spytał by na korytarzu starszego brata ucznia, który nie przyszedł na lekcje, dlaczego jego brat/siostra nie przyszli? Nie sądzę".
Agnieszka dodaje, że nie jest zwolenniczką rozdzielania bliźniąt w szkole czy przedszkolu, mimo różnego odbioru społecznego, o którym wspomina. Zauważa, że to nie jej relacja z bratem jest problemem, ale... odbiór społeczny. To ludzie mają wrażenie, że oni są jednością, że żadne z nich nie ma swoich indywidualnych cech, własnego życia czy relacji, które nie dotyczą drugiego bliźnięcia.
"Jestem zwolenniczką edukowania społeczeństwa. Nawet przy rozdzieleniu dzieci do różnych klas czy szkół nie uda się rozdzielić wszystkiego. Urodziny zawsze będą wspólne. Komunia, czy inne imprezy okolicznościowe pewnie też. Ale czy to źle? Rozdzielenie dzieci utrudni to na pewno życie rodzicom – dzieci w tym samym wieku, ale materiał w szkole może być w danym momencie inny. Oddzielne wywiadówki itd. skoro wszyscy na około uważają, że wychowywanie bliźniaków jest takie trudne to czy warto to sobie jeszcze komplikować?" – zastanawia się Agnieszka.
Zobacz także
Zamiast traktować tak samo, warto dać autonomię
Trzeba też jasno powiedzieć, że nie trzeba przecież być bliźniakiem, żeby mieć dobrą relację z bratem, siostrą lub większą liczbą rodzeństwa. Jeśli dzieci są w różnym wieku, naturalnie spędzają część czasu osobno, ucząc się i rozwijając na różnych etapach edukacji.
U bliźniąt ta podwójność z jednej strony może być udręką – także dla samych dzieci – ale może być też ułatwieniem, a nawet źródłem wsparcia. Mają przecież obok siebie brata lub siostrę, kiedy na przykład zaczynają nowy etap edukacji i czują się niepewnie.
Kwestia rozdzielania dzieci jest więc bardzo indywidualna. To rodzice, którzy najlepiej znają swoje pociechy, powinni zdecydować, czy na czas edukacji chcą je rozdzielać, czy nie. Wiele zależy od sytuacji rodzinnej, tego, czy dla rodziców ważny jest komfort organizacyjny i sytuacja ekonomiczna rodziny, ale także od temperamentów i charakterów dzieci.
W przypadku mamy bliźniaczek z TikToka dużą rolę odgrywa przecież to, że jedna z córek jest bardziej dominująca w relacji z siostrą. Znam też parę bliźniaczek, które całe przedszkole, podstawówkę i gimnazjum chodziły razem do szkoły. Dopiero w szkole średniej, kiedy każda z nich zaczęła myśleć o swojej edukacji w przyszłości, same zdecydowały się na naukę w tej samej szkole, ale na różnych profilach – jedna marzyła o medycynie, a druga miała umysł typowo matematyczny.
Ostatecznie więc nie ma jednej właściwej odpowiedzi na pytanie, czy bliźnięta powinny dorastać i uczyć się razem, czy osobno, choć skłaniam się ku temu, żeby faktycznie czasami je rozdzielać i dawać im przestrzeń do bycia bardziej indywidualnymi jednostkami – szczególnie jeśli rodzeństwo jest tej samej płci.
Najważniejsze jest to, by decyzja nie wynikała z przekonania, że bliźnięta "z definicji" powinny być nierozłączne albo przeciwnie – że koniecznie trzeba je rozdzielać, aby mogły stać się samodzielne. Ich potrzeby mogą być tak samo różne jak potrzeby każdego innego rodzeństwa.
Być może więc zamiast zastanawiać się, jak podkreślać ich wyjątkowość, warto przede wszystkim nauczyć się patrzeć na każde z nich jak na osobnego człowieka – z własnym charakterem, zainteresowaniami, relacjami i potrzebą autonomii. Bliźniacze rodzeństwo może przecież być ze sobą bardzo blisko, a jednocześnie nadal pozostawać dwiema odrębnymi osobami.




