korytarz w kamienicy
Jedna dziewczynka schowała się w szafie, druga uciekła do łazienki. Tak wyglądały kolonie w Gorlicach. fot. Pixabay.com

Wyjazd do Gorlic miał być dla dzieci szansą na odpoczynek i oderwanie się od trudnej codzienności. Zamiast tego część uczestników po kilku dniach miała wrócić do rodziców zapłakana i przestraszona, opowiadając o krzykach, wyzwiskach oraz straszeniu. Policja prowadzi postępowanie w sprawie o czyn z art. 207 Kodeksu karnego, a kuratorium zdecydowało o zmianie kierowniczki kolonii jeszcze w trakcie turnusu.

REKLAMA

Miały odpocząć, a błagały rodziców o pomoc

Kolonie odbywały się od 3 do 9 sierpnia w internacie Zespołu Szkół nr 1 im. Ignacego Łukasiewicza w Gorlicach. Zorganizowało je lubelskie Stowarzyszenie Wspierania Inicjatyw Oświatowo-Wychowawczych im. Teresy Kras. Uczestnikami były dzieci i młodzież w wieku od 11 do 15 lat, między innymi z woj. małopolskiego.

Wśród uczestników znalazły się 11-letnia Basia i 12-letnia Ola. Ich mamy otrzymały propozycję wyjazdu za pośrednictwem CUS-u w Dobczycach. Dla rodzin znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej taki wyjazd był szansą na wakacje, na które samodzielnie nie mogłyby sobie pozwolić.

Początek turnusu nie wzbudzał niepokoju. Basia po przyjeździe zadzwoniła do mamy i mówiła, że wszystko jest w porządku. Ola także regularnie kontaktowała się z mamą, wysyłała jej zdjęcia i opowiadała o pierwszym dniu. Sytuacja miała się zmienić bardzo szybko.

"Mamo, błagam cię, przyjedź po mnie"

W czwartek, 6 sierpnia, około godz. 17:30 Natalia, mama Basi, odebrała telefon od Oli. Dziewczynka była bardzo przestraszona i chciała, żeby kobieta spróbowała uspokoić jej córkę. Według relacji Natalii, Basia schowała się w szafie, ponieważ bała się kierowniczki kolonii.

W tym samym czasie Ola ukrywała się w łazience. Pilnowała telefonu, ponieważ obawiała się, że wychowawcy mogą jej go odebrać. Do swojej mamy wysłała wiadomość oraz nagranie głosowe.

"Mamo, błagam cię, przyjedź po mnie. Ja się boję".

Rodzice zdecydowali, że pojadą po dzieci. Natalia i Anna ruszyły z Dobczyc do Gorlic. Miały do przejechania około 100 km. Na miejscu, około godz. 22:30, pojawiła się policja. Funkcjonariusze nie stwierdzili bezpośredniego zagrożenia dla pozostałych uczestników. Basia i Ola zostały jednak zabrane przez rodziców. Opiekunki poddano badaniu na obecność alkoholu. Wszystkie były trzeźwe.

Rodzice usłyszeli o krzykach i wyzwiskach

Według relacji matek kierowniczka kolonii miała podnosić głos na dzieci i używać wobec nich obraźliwych określeń. Wśród przytaczanych przez rodziców słów pojawia się określenie "burdelowicze".

Dzieci miały uczestniczyć w codziennych "apelach porządkowych". Z relacji rodziców wynika, że podczas takich spotkań kierowniczka miała zwracać uwagę na nieporządek w pokojach, otwarte okna czy inne zachowania uznawane za niewłaściwe.

Jedna z wychowawczyń miała powiedzieć matce Basi, że kierowniczka rzeczywiście często krzyczy. Według relacji kobieta miała stwierdzić: "Ona się tak zawsze drze" i przyznać, że sama obawia się o swoją pracę.

W rozmowie z Onetem wychowawczyni nie chciała komentować sprawy.

Policja potwierdziła, że podczas interwencji kierowniczka przyznała, iż podnosiła głos na dzieci. Tłumaczyła, że uczestnicy nie przestrzegali ustalonych zasad i trzeba było przywołać ich do porządku.

Według relacji policji kobieta miała również uznać, że "trochę przesadziła", i przeprosić dzieci. To jednak nie oznacza, że postępowanie zostało zakończone. Policja prowadzi czynności w kierunku art. 207 Kodeksu karnego, który dotyczy znęcania się m.in. nad osobą małoletnią.

Kuratorium zdecydowało o zmianie kierowniczki

7 sierpnia mamy Basi i Oli zawiadomiły policję o możliwości popełnienia przestępstwa. Dzień później do internatu przyjechali wizytatorzy Małopolskiego Kuratorium Oświaty z delegatury w Nowym Sączu. Kontrola dotyczyła zarówno sposobu traktowania dzieci, jak i warunków, w których przebywały.

Małopolska kurator oświaty dr Gabriela Olszowska przekazała, że część informacji dotyczących podnoszenia głosu znalazła potwierdzenie w rozmowie z kierowniczką. Kuratorium zdecydowało o zmianie kierowniczki jeszcze podczas turnusu. Kolonia była kontynuowana do 9 sierpnia.

"Uznaliśmy, że atmosfera jest bardzo ważna. Dobro dziecka jest naczelne. Niestety, nie powinno się podnosić głosu, a na pewno nie powinno się nikogo straszyć" – mówiła Gabriela Olszowska.

Według kurator chodziło między innymi o straszenie dzieci konsekwencjami ich zachowania. Rodzice, rozmawiając z dziećmi po powrocie, usłyszeli także o innych sytuacjach. W relacjach pojawia się między innymi zarzut straszenia dzieci oddaniem do domu dziecka.

Jedna z uczestniczek miała doznać urazu nogi podczas gry i trafić na SOR. Według opowieści przekazywanych przez dzieci kierowniczka miała powiedzieć, że jeśli rodzic nie przyjedzie po dziewczynkę, może ona trafić do domu dziecka. Żadna z matek nie była jednak świadkiem tej sytuacji, dlatego informacja ta wymaga niezależnego wyjaśnienia.

Jeszcze poważniejszy jest zarzut dotyczący podawania dzieciom leków uspokajających bez konsultacji z rodzicami. Jedna z matek usłyszała od córki, że dzieci miały dostawać takie środki. Tego wątku nie udało się jednak potwierdzić.

Dzieci miały skarżyć się także na warunki

Wątpliwości rodziców dotyczą nie tylko zachowania kierowniczki. Dzieci miały opowiadać również o złym stanie części pomieszczeń, w których odbywały się kolonie. W relacjach pojawiają się informacje o podartej pościeli, nieprzyjemnym zapachu, zabrudzeniach, robakach, wyrwanych gniazdkach oraz lustrach, które zdaniem rodziców mogły stwarzać zagrożenie.

Jedna z matek usłyszała od córki: "Mamuś, żebyś ty widziała, jak tam śmierdziało".

Sanepid przeprowadził kontrolę internatu 5 sierpnia, czyli jeszcze podczas trwania turnusu. Kontrola trwała od godz. 9:20 do 11:15 i obejmowała między innymi warunki zakwaterowania, higienę oraz bezpieczeństwo sanitarne.

Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Gorlicach przekazał, że w dniu kontroli nie stwierdzono nieprawidłowości. Po interwencji policji nie przeprowadzono jednak ponownej kontroli zakończonego turnusu. O sytuacji sanepid dowiedział się 10 sierpnia z mediów społecznościowych.

Na razie nie wszystkie informacje przekazywane przez dzieci i ich rodziców zostały potwierdzone i trwa postępowanie. Same relacje kilku rodzin nie przesądzają jeszcze o odpowiedzialności kierowniczki ani organizatora kolonii.

Policja zbiera dowody i przesłuchuje świadków. Kuratorium również czeka na kolejne ustalenia, a w sprawie warunków sanitarnych zwróciło się do sanepidu o udostępnienie protokołu kontroli.

Źródło: kobieta.onet.pl

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl