
Po powrocie 12-letniego syna z kolonii jego rodzice zderzyli się z zupełnie innym dzieckiem. Chłopak stał się bardziej samodzielny, ale też buntowniczy, odmawiając wykonywania poleceń i prowokując drobne konflikty. Wprowadzenie go znowu w domową rutynę okazało się trudniejsze, niż ktokolwiek się spodziewał.
Zmiana w zachowaniu 12-latka po koloniach
Podczas niedawnego spotkania rodzinnego szwagierka opowiedziała mi o tym, jak trudno było jej ostatnio po powrocie syna z letnich kolonii. Opowieść dotyczyła 12-latka, który przez prawie dwa tygodnie był poza domem, a po powrocie zmienił się w sposób, który zaskoczył całą rodzinę.
Z początku wydawało się, że chłopak bardzo cieszy się na wyjazd, a jego rodzice traktują obóz jako pomoc w opiece latem. Szybko okazało się jednak, że powrót do domu i codziennej rutyny stał się wyzwaniem.
Szwagierka opisywała, że jej syn wrócił bardziej samodzielny, ale też bardziej buntowniczy. Często odmawia wykonywania poleceń, odpowiada w sposób, który wcześniej nie miał miejsca, a drobne konflikty przeradzają się w długie spory.
Dla rodziców było to zaskoczeniem, bo kiedy wyjeżdżał, wszystko w ich relacji było w porządku, a wrócił bardzo odmieniony. Najtrudniejsze okazało się wprowadzenie syna w domową rutynę. Po powrocie z kolonii często pojawiało się zmęczenie, senność i niechęć do codziennych obowiązków.
Szwagierka zauważyła, że jej syn potrzebował czasu, aby dostosować się do porannego wstawania, regularnych posiłków, a już powoli tez myśli o tym, co będzie z nauką i wcześniejszym chodzeniem spać we wrześniu. To, co wcześniej funkcjonowało w domu jako naturalny rytm, teraz stało się polem konfliktu i próbą sił między rodzicami a dzieckiem.
To dojrzewanie czy kryzys po samodzielnych wakacjach?
Równie trudne było pogodzenie się z nowym wizerunkiem dziecka. Podczas kolonii syn poznawał rówieśników, uczył się samodzielności, uczestniczył w grupowych zadaniach i zdobywał doświadczenia, które mogły zmieniać jego podejście do rodziców i rodzeństwa.
Po powrocie szwagierka musiała zmierzyć się z tym, że jej dziecko jest trochę inne – bardziej pewne siebie, a jednocześnie czasami prowokacyjne. Trudno było jej odnaleźć się w tej "nowej wersji" syna i pogodzić własne oczekiwania z rzeczywistością. Szczególnie kiedy rodzice o coś go prosili, a on zacząć używać bardzo nieprzyjemnego tonu i uszczypliwych komentarzy.
Dodatkowym wyzwaniem okazało się utrzymanie zwyczajów sprzed wyjazdu w domu i konsekwencji w wychowaniu. Szwagierka przyznała, że najchętniej, zamiast kłócić się z synem, wolałaby uciec z domu.
Mówiła, że jest wykończona tym kluczeniem w rozmowach tak, by tylko nie wywołać jego złości czy nie wpaść w pułapkę dyskusji, która skończy się wrzaskami i trzaskaniem drzwiami. Dodała, że nie wie, czy to już nastoletni bunt, czy może taki moment przestawienia się po obozie na domową rzeczywistość.
Podczas rozmowy było widać, że wyjazd dziecka na kolonie w tym przypadku to więcej szkód niż pożytku. Trudności, z którymi mierzy się szwagierka i mój brat wcale nie muszą też przecież wynikać z samego wyjazdu, a po prostu mogły się zbiec w czasie z wchodzeniem bratanka w trudny okres dojrzewania.
Wydaje mi się, że tu kluczem jest cierpliwość, konsekwencja w rutynie oraz gotowość do rozmowy z dzieckiem o tym, co się działo podczas wyjazdu. Nie wiem jednak, czy to może pomóc, bo moje dzieci mają jeszcze sporo czasu do bycia nastolatkami. Sama być może wtedy rozłożę ręce i tez nie będę wiedziała, jak do nich dotrzeć?
