dziecko w sklepie
Rodzice często działają pod wpływem emocji i zapominają o tej zasadzie w sklepie. fot. Pixabay.com

Zakupy z dzieckiem potrafią zamienić się w koszmar w kilka sekund. Płacz, krzyk czy rzucanie się na podłogę często wywołują w rodzicu stres i poczucie, że "wszyscy patrzą". W takich chwilach łatwo zapomnieć o jednej ważnej zasadzie.

REKLAMA

Co, gdy dziecko ma "kryzys" w sklepie?

Sklep. Zwykłe zakupy, lista rzeczy do kupienia i szybki powrót do domu. Nagle dziecko zaczyna płakać. Nie chce iść dalej, nie zgadza się na wyjście, krzyczy, bo rodzic nie kupił kolejnej zabawki albo po prostu ma już dość.

Wokół są ludzie. Ktoś patrzy, ktoś przechodzi obok z miną, która mówi więcej niż tysiąc słów. A rodzic w głowie słyszy: "Uspokój go", "Co za dziecko", "Jak można sobie nie radzić?". I właśnie wtedy najłatwiej powiedzieć coś, czego później możemy żałować.

"Przestań, bo ludzie patrzą". To chyba jeden z najczęstszych odruchów. Chcemy szybko zakończyć trudną sytuację, więc próbujemy wpłynąć na dziecko tym, co w danej chwili wydaje nam się najskuteczniejsze.

  • "Nie płacz".
  • "Zachowuj się normalnie".
  • "Wszyscy na ciebie patrzą".
  • "Ale wstyd".
  • Problem w tym, że dziecko, które właśnie przeżywa silne emocje, nie potrzebuje dodatkowego wstydu. Ono i tak może być przeciążone, zmęczone, rozczarowane albo zwyczajnie nie radzić sobie z tym, co czuje.

    Dodanie do tego komunikatu: "Ludzie patrzą" nie sprawi magicznie, że emocje znikną.

    Dorosły często widzi w sklepie przede wszystkim innych ludzi. Zastanawia się, co pomyślą i jak wygląda cała sytuacja z boku. Dziecko niekoniecznie patrzy na to w ten sposób. Kiedy jest zdenerwowane, jego świat może się bardzo zawęzić. Liczy się to, że czegoś chce, czegoś nie chce, jest zmęczone albo coś poszło inaczej, niż sobie wyobrażało.

    Dlatego zamiast myśleć: "Muszę je uspokoić, bo wszyscy patrzą", warto pomyśleć: "Moje dziecko właśnie sobie nie radzi. Czego teraz potrzebuje ode mnie?".

    To nie znaczy, że mamy pozwalać na wszystko

    Granice nadal są potrzebne. Możemy spokojnie powiedzieć: "Nie kupimy tej zabawki". Możemy zabrać dziecko ze sklepu, jeśli sytuacja robi się zbyt trudna. Możemy powiedzieć, że nie wolno bić, niszczyć rzeczy ani krzywdzić innych.

    Kiedy dziecko krzyczy w sklepie, rodzic może mieć wrażenie, że musi coś zrobić natychmiast. Nie tylko dla dziecka, ale też dla całego otoczenia. Tyle że obcy ludzie nie wychowują naszego dziecka. Nie znają jego dnia, temperamentu, zmęczenia ani tego, co wydarzyło się pięć minut wcześniej.

    Nie musimy więc udowadniać przypadkowym osobom, że jesteśmy dobrymi rodzicami. Możemy wziąć głęboki oddech. Możemy mówić ciszej. Możemy przykucnąć przy dziecku. Możemy powiedzieć: "Widzę, że jest ci bardzo trudno. Jestem tutaj". Czasem to wystarczy, żeby sytuacja zaczęła się powoli wyciszać.

    Warto jednak powiedzieć coś jeszcze. Łatwo napisać: "Nie zawstydzaj dziecka". Znacznie trudniej zastosować tę zasadę, kiedy sami jesteśmy zmęczeni, spieszymy się, a dziecko od dziesięciu minut krzyczy przy kasie. Rodzic też ma emocje. Może być zły. Może, bezradny, może czuć wstyd. Może mieć ochotę powiedzieć: "Mam już naprawdę dość".

    I to nie czyni go złym rodzicem. Chodzi raczej o to, żeby w tej trudnej chwili nie przerzucać własnego napięcia na dziecko. Jasne, że nie zawsze się to uda. Czasem powiemy coś za ostro. Wtedy też można później wrócić do sytuacji i powiedzieć: "Byłam bardzo zdenerwowana. Nie powinnam mówić, że masz się wstydzić".

    Taka rozmowa również jest częścią wychowania.

    Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl