
Nastolatki coraz chętniej wracają do lat 90., choć często znają je głównie z TikToka, mody retro i opowieści rodziców. Okazuje się jednak, że w Polsce są miejsca, gdzie klimat tamtej epoki wciąż można zobaczyć na własne oczy. Lubieszyn przy granicy z Niemcami to bazarek, który dla milenialsów będzie podróżą w czasie, a dla młodych ciekawą lekcją prawdziwych lat 90.
Nastolatki dziś są zachwycone latami 90.
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu słowo "bazarek" wywoływało zupełnie inne skojarzenia niż dziś. W wielu miastach targowiska zmieniły się w modne miejsca, gdzie kupuje się regionalne sery, ekologiczne warzywa, świeże kwiaty czy rzemieślnicze pieczywo. Coraz częściej obok stoisk z lokalnymi produktami działają kawiarnie serwujące matchę, restauracje z kuchnią z różnych stron świata i niewielkie koncepty gastronomiczne, które przyciągają tłumy mieszkańców.
Dla milenialsów bazarek miał jednak zupełnie inne oblicze. W latach 90. był symbolem rodzącego się kapitalizmu i miejscem, gdzie można było kupić niemal wszystko – od ubrań i butów, przez kasety oraz płyty z muzyką, po zabawki, fajerwerki czy elektronikę.
Nie chodziło o lokalność ani świadome zakupy, ale przede wszystkim o niskie ceny, ogromny wybór i emocje związane z polowaniem na okazje. Choć większość takich targowisk zniknęła lub całkowicie się zmieniła, w Polsce wciąż można znaleźć miejsca, które wyglądają niemal tak samo jak trzydzieści lat temu.
Dziś w modzie i popkulturze wyraźnie widać powrót do lat 90. i początku XXI wieku. Milenialsi patrzą na ten trend z nostalgią, a czasem z lekkim zażenowaniem – wszystko zależy od tego, co akurat wraca do łask. W mediach społecznościowych nie brakuje rolek przypominających dzieciństwo i nastoletnie lata pokolenia Y. Wspomnienia o Gadu-Gadu, kasetach VHS, bazarach, gdzie jeansy przymierzało się stojąc na kartonie, czy pierwszych płytach CD zbierają setki tysięcy wyświetleń.
Dla wielu osób to już tylko kolorowy obraz minionej epoki. Czasów, które wydają się bezpowrotnie zamknięte. Okazuje się jednak, że są w Polsce miejsca, gdzie atmosfera lat 90. wciąż jest zaskakująco żywa. Jedno z nich odwiedził dziennikarz "Business Insider" Polska Mateusz Madejski. Chodzi o Lubieszyn w województwie zachodniopomorskim, niewielką miejscowość położoną tuż przy granicy z Niemcami.
Po przemianach ustrojowych właśnie przy zachodniej granicy zaczęły wyrastać ogromne targowiska. To tam Niemcy przyjeżdżali po tańsze papierosy, ubrania, paliwo czy codzienne zakupy. Osinów Dolny, Łęknica czy Lubieszyn do dziś są dobrze znane wielu mieszkańcom Niemiec, choć przeciętny Polak często nigdy o nich nie słyszał.
Cofnięcie w czasie o 30 lat
Po przyjeździe do Lubieszyna Madejski przyznał, że poczuł się tak, jakby przeniósł się o trzy dekady wstecz. Na straganach nadal można znaleźć tanie buty i ubrania, nierzadko przypominające znane światowe marki, fajerwerki, papierosy oraz stoiska z muzyką. Nietrudno wyobrazić sobie, że gdzieś między alejkami nadal można trafić na płytę Mandaryny, Ich Troje czy Boysów, a starsza sprzedawczyni bez większego zdziwienia zaproponuje przymierzenie spodni na kawałku kartonu.
Na wielu stoiskach napisy są po niemiecku, bo to właśnie nasi zachodni sąsiedzi wciąż stanowią dużą część klientów. Chętnie kupują papierosy, słodycze czy muzykę. Choć płyty CD dawno ustąpiły miejsca serwisom streamingowym, takim jak Spotify, tutaj nadal mają swoich wiernych odbiorców.
Charakterystycznym elementem Lubieszyna są także liczne stacje benzynowe. W niewielkiej miejscowości działa ich aż pięć, bo wielu Niemców przyjeżdża tu nie tylko na zakupy, ale również po tańsze paliwo. Na części z nich bez problemu można zapłacić w euro.
To wszystko sprawia, że spacer po Lubieszynie przypomina podróż do czasów, gdy nie było zakupów online, paczkomatów i aplikacji z dostawą niemal wszystkiego pod drzwi. Zamiast modnych kaw specialty czy sklepów z ekologiczną żywnością są hale targowe, budki z jedzeniem, firanki, ogrodowe krasnale i dziesiątki stoisk z najróżniejszym asortymentem.
Co ciekawe, największą grupę odwiedzających nadal stanowią osoby, które same pamiętają lata 90. Dla wielu z nich to nie tylko miejsce zakupów, ale również sentymentalna podróż do czasów młodości. Młodsze pokolenie zagląda tu znacznie rzadziej.
Pokażcie dzieciom prawdziwe lata 90.
I właśnie dlatego Lubieszyn może być ciekawym pomysłem na wycieczkę. Dzisiejsi nastolatkowie zachwycają się modą z lat 90., noszą szerokie jeansy, słuchają muzyki inspirowanej tamtą dekadą i urządzają pokoje w estetyce retro. Często znają jednak tamte czasy wyłącznie z TikToka i Instagrama, gdzie wspomnienia są mocno wyidealizowane.
Tymczasem prawdziwe lata 90. wyglądały nieco inaczej. Były krzykliwe, pełne prowizorki, jaskrawych reklam, bazarowych stoisk i towarów, które dziś wielu nazwałoby po prostu tandetnymi. Obok pierwszych oznak rodzącego się kapitalizmu były też podróbki markowych ubrań, plastikowe gadżety i wszechobecny handel wszystkim, co tylko dało się sprzedać.
To właśnie ten kontrast sprawia, że Lubieszyn jest dziś tak interesujący. Nie przypomina muzeum ani atrakcji przygotowanej specjalnie dla turystów. To raczej żywy fragment historii, który przetrwał zmieniające się mody i kolejne dekady.
Oczywiście i tutaj widać, że świat idzie do przodu. Coraz więcej dawnych stoisk jest zamkniętych, obok targowiska pojawiły się znane sieci handlowe, a młodszych klientów jest coraz mniej. Mimo to miejscowość wciąż zachowała swój niepowtarzalny klimat.
Może więc zamiast kolejnej nostalgicznej rolki w mediach społecznościowych warto po prostu pojechać tam z dziećmi. Dla rodziców będzie to sentymentalny powrót do czasów dorastania, a dla nastolatków okazja, by przekonać się, że lata 90. to nie tylko modne ubrania i kultowe gadżety, ale również bardzo specyficzna codzienność, która w rzeczywistości wyglądała znacznie mniej instagramowo, niż dziś mogłoby się wydawać.
Zobacz także




