
Luksusowe hotele i wakacje all inclusive przestają być marzeniem młodego pokolenia. Coraz więcej przedstawicieli pokolenia Z i milenialsów wybiera kempingi, domki nad jeziorem oraz kolonie dla dorosłych, szukając spokoju, natury i prawdziwego odpoczynku. To nostalgiczny powrót do wakacji z dzieciństwa, który staje się jednym z najciekawszych trendów 2026 roku.
Jesteśmy zmęczeni luksusowymi hotelami
W 2026 roku wakacje powoli przestają oznaczać dla dorosłych to, czym były przez ostatnie kilkanaście lat. Pokolenie X i milenialsi przez długi czas żyli w kulcie produktywności. Urlop miał być przede wszystkim dwutygodniowym resetem przed powrotem do pracy.
Wybieraliśmy hotele i zorganizowane wycieczki z biur podróży, żeby nie musieć nic planować. Marzeniem było leżenie przy basenie z drinkiem w ręku, a później pójście do restauracji, gdzie wszystko było już przygotowane i podane.
Tymczasem najnowsze badania pokazują, że dopiero pokolenie Z zaczęło na nowo odkrywać to, czym wakacje były dla naszych rodziców i dziadków. Nie chodzi o luksus ani egzotyczne kierunki, ale o beztroskę, prawdziwy odpoczynek blisko natury, zwolnienie tempa i cieszenie się ciszą. O czas, w którym nie trzeba nic udowadniać ani odhaczać kolejnych atrakcji z wakacyjnej listy.
Pierwsze oznaki tego trendu pojawiły się już w czasie pandemii COVID-19, kiedy z powodu ograniczeń wiele osób odkryło kempingi, kampery i wypoczynek bliżej natury. Dziś ten sposób podróżowania zyskuje nowe znaczenie – szczególnie dla przedstawicieli pokolenia Z i młodszych milenialsów.
Dziś coraz więcej młodych ludzi świadomie rezygnuje z luksusowych hoteli i ofert all inclusive na rzecz wakacji przypominających te z dzieciństwa – w drewnianych domkach nad jeziorem, z ogniskiem, kajakami i telefonem schowanym głęboko do plecaka.
Chcemy wakacji jak za naszego dzieciństwa
Brzmi jak nostalgiczny powrót do lat 90. i początku XXI wieku. To właśnie wtedy dzisiejsi trzydziesto- i czterdziestolatkowie wyjeżdżali na kolonie, obozy i biwaki, gdzie największą atrakcją były podchody, wspólne śpiewanie przy ognisku czy kąpiele w jeziorze.
Dziś młodzi dorośli przecierają te zapomniane szlaki na nowo. Widać to choćby po rosnącej popularności wyjazdów typu adult summer camp, czyli po prostu kolonii dla dorosłych. Na Instagramie pod tym hashtagiem można znaleźć setki nagrań przedstawiających ludzi, którzy przez kilka dni żyją tak, jakby znów mieli kilkanaście lat. Biorą udział w zabawach terenowych, pływają w jeziorach, odpoczywają w hamakach, plotą wianki z polnych kwiatów i spędzają wieczory przy ognisku.
Coraz więcej przedstawicieli pokolenia Z i młodszych milenialsów zwyczajnie zmęczyło się perfekcyjnie zaplanowanymi wakacjami w pięciogwiazdkowych hotelach. Leżenie przez tydzień na leżaku przy hotelowym basenie przestaje być symbolem wymarzonego urlopu.
Młodzi coraz częściej wracają do analogowych rozrywek swoich rodziców – grają w planszówki, fotografują aparatami analogowymi, wybierają spływy kajakowe zamiast aquaparków i szukają miejsc, gdzie zasięg telefonu jest raczej problemem niż udogodnieniem.
Stąd rosnąca popularność kolonii dla dorosłych i podobnych wyjazdów. Dla wielu osób to nie tylko wakacyjna atrakcja, ale przede wszystkim próba odzyskania czegoś, co dawno zgubiliśmy – poczucia swobody, spontaniczności i życia bez ciągłej presji. Powrót do czasów, gdy największym planem dnia było znalezienie dobrego miejsca na ognisko albo rozegranie kolejnej rundy podchodów.
Potrzeba nam analogowego odpoczynku
Nie ma w tym przypadku. To wyraźna tęsknota za światem, który wydawał się prostszy. Za dzieciństwem, ale też za życiem bez nieustannych powiadomień, mediów społecznościowych i potrzeby bycia online. Przez lata przyzwyczailiśmy się do tego, że nawet odpoczynek trzeba dobrze zaplanować, sfotografować i pokazać innym.
Tymczasem okazuje się, że prawdziwy relaks często zaczyna się dopiero wtedy, gdy odłożymy telefon i przestaniemy robić wszystko "dla zdjęcia". Oczywiście kolonie dla dorosłych nie są propozycją dla każdego. Wielu młodych organizuje podobne wyjazdy po swojemu – wynajmują kilka domków nad jeziorem, wybierają kemping w lesie albo rozbijają namioty zamiast rezerwować pięciogwiazdkowy hotel.
Liczy się nie standard noclegu, ale ludzie, wspólnie spędzony czas i poczucie, że przez kilka dni naprawdę można zwolnić. Może właśnie dlatego ten trend ma szansę zostać z nami na dłużej.
Po latach pogoni za coraz droższymi wakacjami i coraz bardziej spektakularnymi kierunkami wielu młodych odkrywa, że najlepsze wspomnienia nie powstają przy hotelowym bufecie, ale podczas rozmów przy ognisku, porannej kąpieli w jeziorze czy wieczoru bez wifi. Paradoksalnie to właśnie powrót do najprostszych form wypoczynku okazuje się dziś największym luksusem.
Źródło: turystyka.rp.pl, euronews.com, cbsnews.com
Zobacz także




