
Każda mama ma swoje małe grzeszki i nie ma w tym nic złego. W końcu wszyscy potrzebujemy odrobiny przyjemności na co dzień. I nie chodzi tu wcale o kosztowne zachcianki czy luksusowe wyjazdy, ale o drobne rytuały, które pomagają złapać oddech i choć na chwilę oderwać się od codziennej rutyny.
Macierzyństwo składa się z tysięcy powtarzalnych czynności. Kolejny posiłek, pranie, odrabianie lekcji, usypianie, planowanie zakupów i odpowiadanie w międzyczasie na dziesiątki pytań, które dzieci zadają od rana do wieczora. Prawdą jest, że nawet największa miłość i poświęcenie nie sprawiają, że przestajemy potrzebować chwili tylko dla siebie.
To właśnie dlatego niemal każda mama ma swoje małe guilty pleasure. Nie chodzi wcale o drogie zakupy czy egzotyczne podróże. Znacznie częściej są to drobne rytuały, do których nie zawsze chętnie się przyznajemy. Takie, które pozwalają na kilka minut odłączyć się od obowiązków i zresetować umysł, ale bywają jednocześnie wstydliwe.
Scrollowanie telefonu podczas usypiania
Bardzo często rolę wieczornego "oddechu" odgrywa smartfon. Kiedy dziecko zasypia albo spokojnie pije mleko, telefon niemal odruchowo trafia do ręki. Kilka rolek na Instagramie, filmik o pielęgnacji włosów, nowa fryzura czy zapisanie przepisu, którego i tak prawdopodobnie nigdy nie wypróbujemy.
Czasem trudno nawet powiedzieć, co dokładnie oglądamy – ważniejsze od treści jest samo poczucie, że przez chwilę nikt niczego od nas nie oczekuje. Wiele mam mówi, że to takie trochę "odłączenie mózgu".
– Kładę się obok córki, żeby ją usypiać i obiecuję sobie, że tylko sprawdzę telefon. Kończy się na tym, że oglądam rolki o kosmetykach, fryzurach albo urządzaniu wnętrz. To moje 20 minut, podczas których mogę całkowicie wyłączyć głowę – opowiada Marta.
"Może jeszcze przez chwilę się sobą zajmie"
To jedno z tych wyznań, do których wiele matek nie przyznaje się głośno. Dziecko już się obudziło – słychać, że chodzi po pokoju albo bawi się w swoim łóżku. Mama doskonale o tym wie, ale nie wstaje od razu. Nie dlatego, że ignoruje dziecko.
Po prostu chce jeszcze przez kilka minut poleżeć w ciszy albo spokojnie dopić kawę. – To jedyne pięć minut rano, kiedy nie muszę od razu odpowiadać na pytania ani szykować śniadania. Czasem mam wyrzuty sumienia, ale jednocześnie wiem, że bardzo ich potrzebuję takich chwil. Zaraz zacznie się kolejny dzień i nie będzie już na to czasu – przyznaje Ania.
Czekolada, o której dzieci nie mają pojęcia
Każda mama ma w domu miejsce, którego dzieci jeszcze nie odkryły. To właśnie tam trafia tabliczka ulubionej czekolady albo baton kupiony "na czarną godzinę". Chyba każda z nas marzy czasem o tym, żeby zjeść coś w spokoju, bez ciągłego pytania: "Mogę kawałek?"
Zamawianie jedzenia, choć lodówka pęka w szwach
Paradoks współczesnego rodzicielstwa. Lodówka jest pełna produktów, ale po całym dniu pracy i opieki nad dziećmi sama myśl o gotowaniu przyprawia o dreszcze. Dlatego wiele mam przyznaje, że od czasu do czasu zamawia pizzę czy sushi – nie dlatego, że nie ma co jeść, ale dlatego, że ona nie ma siły zająć się przygotowaniem posiłku.
– Najbardziej męczy mnie nie samo gotowanie, ale podejmowanie decyzji. Co ugotować, czy wszystkim będzie smakowało, czy czegoś nie zabraknie. Czasem wolę zapłacić za dostawę i chociaż przez jeden wieczór o tym nie myśleć – mówi Kasia.
Reality show, do których oficjalnie się nie przyznajemy
Po całym dniu pełnym obowiązków niewiele osób ma ochotę na ambitne kino czy wielowątkowe seriale. Coraz więcej mam przyznaje, że ich sposobem na całkowite wyłączenie myślenia są programy typu reality show. Takie, których "nigdy nikomu by nie poleciły", ale doskonale znają całą "fabułę" i wszystkich bohaterów.
Kilkanaście minut w samochodzie przed powrotem do domu
Zakupy już dawno są zrobione, ale zamiast od razu wrócić do domu, wiele kobiet zostaje jeszcze przez chwilę na parkingu. To kilka minut, podczas których można dopić kawę, posłuchać podcastu albo po prostu posiedzieć bezczynnie w ciszy. – Mąż śmieje się, że zawsze wracam z zakupów podejrzanie długo. A ja po prostu siedzę jeszcze kilkanaście minut w samochodzie i nic nie robię. To chyba jedyne miejsce, gdzie nikt mnie nie woła i o nic nie prosi – opowiada Ewelina.
To nie egoizm, ale sposób na złapanie oddechu
Choć wiele kobiet mówi o tych drobnych przyjemnościach z uśmiechem i lekkim poczuciem winy, psychologowie zwracają uwagę, że są one zupełnie naturalną odpowiedzią na codzienne przeciążenie. Każdy potrzebuje momentu, w którym nie pełni żadnej roli – nie jest pracownikiem, partnerem czy rodzicem. Nawet jeśli taki "odpoczynek" trwa zaledwie kilka minut.
Zobacz także


