znudzone dzieci w parku
Dzieci potrzebują nudy do rozwoju kreatywności. fot. Izzy Park/Unsplash

W wakacje dzieci mają mniej zajęć niż zwykle, dlatego częściej mówią, że się nudzą i oczekują, że rodzice zorganizują im każdą chwilę. Coraz częściej dochodzę jednak do wniosku, że nuda u dzieci nie jest problemem, lecz szansą na rozwój samodzielności, kreatywności i wyobraźni. Z perspektywy mamy dwójki chłopców przekonałam się, że nie muszę być wakacyjną animatorką, by dobrze wykorzystać wspólny czas.

REKLAMA

W wakacje dzieci maja mniej zajęć niż zwykle

Jako matka dwójki chłopców bardzo staram się wychowywać świadomie. Chcę nauczyć ich rzeczy, które naprawdę przydadzą im się w życiu. Pokazać, jak radzić sobie z emocjami, jak szanować innych, jak być odpowiedzialnym i odważnym. Chcę chronić ich przed tym, co może ich skrzywdzić, ale jednocześnie coraz częściej przypominam sobie, że nadmierna ochrona też potrafi wyrządzić krzywdę.

Wiem, że mam w sobie skłonność do bycia zbyt opiekuńczą i chyba większość rodziców z mojego pokolenia ma to samo. To nie jest coś, z czego jestem dumna. Walczę z tym każdego dnia, bo wiem, że brak samodzielności jest jedną z najgorszych rzeczy, jakie rodzic może nieświadomie zafundować swojemu dziecku.

One nie potrzebują opiekunów, którzy przez całe życie będą odgarniali im kamienie z drogi. Potrzebują rodziców, którzy nauczą je, jak omijać przeszkody i jak radzić sobie wtedy, gdy nikt nie będzie mógł pomóc.

Tegoroczne wakacje są dla nas trochę inne. Odkąd starszy syn zaczął szkołę, nie możemy już korzystać z przedszkolnych dyżurów. Ja pracuję głównie zdalnie, więc teoretycznie dzieci mogą zostać ze mną w domu. W praktyce wygląda to tak, że próbuję jednocześnie pisać teksty, odbierać telefony i odpowiadać na maile, zerkając co chwilę, czy nikt nie wpadł na pomysł wspinania się na szafę.

"Mamo, nudzi mi się"

Są dni, kiedy wszystko układa się idealnie. Po śniadaniu chłopcy wyciągają klocki, samochody, planszówki albo wymyślają własne zabawy i przez kilka godzin praktycznie mnie nie potrzebują. Są też takie poranki, kiedy od pierwszych minut słyszę, że się nudzą, że chcą na rower, na plac zabaw albo na lody. Nie zawsze rozumieją, że mama, mimo że jest w domu, jest jednocześnie w pracy.

Kiedyś miałabym z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia. Pewnie próbowałabym organizować każdą minutę dnia. Budować bazy z koców, przygotowywać eksperymenty, wymyślać projekty plastyczno-techniczne i tworzyć wakacje rodem z mediów społecznościowych. Dzisiaj wiem, że nie muszę.

Czasami stawiam na stole pudełko z kredkami, farbami, nożyczkami i kolorowym papierem. Innym razem nie podsuwam żadnego pomysłu. Po prostu zostawiam dzieci samym sobie. Na początku krążą po domu, wzdychają i powtarzają, że nie mają co robić. Mija kilkanaście minut i nagle okazuje się, że z poduszek powstał statek kosmiczny, z kartonu garaż dla samochodów, a pluszaki biorą udział w zawodach sportowych.

To właśnie wtedy rodzą się najlepsze pomysły. Nie wtedy, gdy dorosły wszystko zaplanuje i stanie się animatorem zabaw. Kreatywność potrzebuje przestrzeni. Potrzebuje chwili pustki, z której może narodzić się coś nowego. Przeczytałam o tym kiedyś kilka artykułów w naszym portalu i wierzę ekspertom, którzy zachęcają rodziców do dbania o to, by dzieci od czasu do czasu się ponudziły.

Nie będę nadopiekuńczą animatorką dla dzieci

Mam wrażenie, że dziś coraz bardziej boimy się dziecięcej nudy. Natychmiast próbujemy ją zagłuszyć. Organizujemy atrakcje, włączamy bajkę albo podajemy tablet. Tymczasem nuda jest uczuciem, z którym warto się oswoić. Nie jest karą ani oznaką złego rodzicielstwa. Jest zaproszeniem do szukania własnych pomysłów.

W czasach ekranów ta umiejętność wydaje mi się szczególnie cenna. Dzieci coraz rzadziej potrafią same wymyślać zabawy. Coraz częściej oczekują gotowej rozrywki, która sprawi, ze ich głowy przez jakiś czas będą czymś zajęte. Tymczasem wyobraźnia rozwija się właśnie wtedy, gdy nie dostają wszystkiego na tacy i sami muszą trochę pogłówkować, żeby wymyślić sobie zajęcie.

Dlatego przestałam uważać, że moim obowiązkiem jest bycie wakacyjną animatorką. Nie muszę codziennie organizować atrakcji i wymyślać nowych zabaw. Nie muszę czuć się złą mamą tylko dlatego, że przez kilka godzin pracuję przy komputerze, a moje dzieci muszą same znaleźć sobie zajęcie.

Wierzę, że uczę ich w ten sposób czegoś znacznie ważniejszego niż kolejnego plastycznego projektu. Uczę ich samodzielności, cierpliwości i kreatywności. Uczę ich, że nie każda chwila w życiu będzie ekscytująca i że to od nich samych często zależy, co zrobią z wolnym czasem. Czasem największym prezentem, jaki możemy dać dzieciom, jest odrobina nudy. To właśnie z niej bardzo często rodzą się najpiękniejsze wspomnienia.