
Nauczyciele przechodzą do działania i zapowiadają ogólnopolską manifestację. Związek Nauczycielstwa Polskiego ogłosił termin protestu oraz ostrzega, że jeśli rząd nie przedstawi konkretnych rozwiązań dotyczących wynagrodzeń, możliwe będą kolejne, bardziej radykalne kroki, np. strajk w roku szkolnym. Pedagodzy domagają się przede wszystkim powiązania swoich pensji z przeciętnym wynagrodzeniem.
Nauczyciele zdecydowali się protestować
Nauczyciele od czasu objęcia władzy przez rząd koalicyjny w 2023 roku apelują m.in. do Ministerstwa Edukacji o uporządkowanie kwestii wynagrodzeń pedagogów. Chodzi o powiązanie ich pensji ze wskaźnikiem gospodarczym, co miałoby zapewnić regularny wzrost wynagrodzeń nauczycieli.
Jakiś czas temu zarząd Związku Nauczycielstwa Polskiego zapowiadał, że ponieważ MEN nie podjęło działań dotyczących zmian w systemie wynagrodzeń, związek planuje protesty, a być może nawet strajk.
1 lipca 2026 roku prezes ZNP Sławomir Broniarz poinformował, że pedagodzy zdecydowali o rozpoczęciu akcji protestacyjnej od manifestacji przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów. Odbędzie się ona 31 sierpnia i będzie wstępem do dalszych protestów, jeśli rząd nie podejmie żadnych działań.
ZNP spotkało się z reprezentantami klubów poselskich oraz koalicji rządzącej w sprawie obywatelskiego projektu ustawy zakładającego powiązanie wynagrodzeń nauczycieli z przeciętnym wynagrodzeniem. Broniarz poinformował media, że ani rząd, ani posłowie nie przedstawili żadnych jasnych i wiążących deklaracji.
Chcą jasnych deklaracji rządu
W związku z tym kolejnym krokiem pedagogów będzie akcja protestacyjna. Następnie nauczyciele ocenią reakcję rządu i zdecydują o dalszych działaniach, jeśli nie będzie odpowiedzi ze strony władz.
"Chcemy bowiem w tej manifestacji przypomnieć politykom, przypomnieć panu premierowi, wezwać ich do tablicy i zapytać, w jaki sposób dotrzymają deklaracji, składanych także w kampanii wyborczej, ale także w latach następnych, dotyczących godnych płac nauczycieli" – mówił Broniarz.
Prezes ZNP podkreślił również, że edukacja jest "zawsze najwyższym celem", ale równocześnie nie można "pomijać warstwy materialnej pracy naszego środowiska". Nauczyciele liczą, że akcja protestacyjna zaplanowana na 31 sierpnia przyniesie realne efekty. Podkreślają, że nie zależy im na zakłócaniu pracy szkół wraz z rozpoczęciem nowego roku szkolnego, np. poprzez strajk. Z drugiej strony zaznaczają, że być może będzie to jedyna forma przekazu, która dotrze do rządu i Ministerstwa Edukacji.
"Jesteśmy wobec tego przekonani, że manifestacja 31 sierpnia będzie, po pierwsze, jasnym sygnałem dla rządzących, że grzecznie już było, że spokojnie już było, że jeżeli nie przystąpimy do rozmów konkretnych, rzeczowych, a nie tylko pustej retoryki, środowisko nauczycielskie gotowe jest do podejmowania dalszych, radykalnych działań opisanych w ustawie o rozwiązywaniu sporów zbiorowych" – podkreślał Broniarz.
Projekt ustawy zakłada, że minimalne stawki wynagrodzenia nauczycieli będzie ustalał resort edukacji. Mają one być powiązane z przeciętnym wynagrodzeniem w drugim okresie roku poprzedzającego. Projekt poparło 250 tys. obywateli, w tym znacząca część nauczycieli.
Źródło: samorzad.pap.pl
Zobacz także




