
Stałam w kolejce do lodziarni, gdy usłyszałam słowa, które wielu z nas pamięta z własnego dzieciństwa. Kilka zdań wypowiedzianych do zapłakanego chłopca przypomniało mi, jak często wciąż powielamy błędy wychowawcze naszych rodziców. I jak łatwo nieświadomie przekazać dzieciom emocjonalny bagaż, z którym sami zmagamy się do dziś.
Lodziarnia w czasie upałów: miejsce na społeczne obserwacje
W miniony weekend zabrałam dzieci na lody. Przy takiej pogodzie to niemal obowiązkowy punkt dnia. Kiedy temperatura przekracza trzydzieści stopni, a mieszkanie zamienia się w piekarnik, wyjście na zimny deser jest ratunkiem dla całej rodziny.
Jak można było się spodziewać, w lodziarni była kolejka. Przed nami rodzice z dziećmi, za nami rodzice z dziećmi. Oczywiście sporo zamieszania, trochę marudzenia. Jeden chłopiec nie mógł zdecydować się między czekoladowymi a truskawkowymi, inna mama prosiła o dodatkową posypkę. Wiecie, taki typowy chaos w tłumie ludzi.
W takich miejscach trudno nie słyszeć rozmów innych. Nie podsłuchiwałam celowo, ale pewne słowa po prostu docierają do uszu. I czasami zostają w głowie na długo. Przede mną stał kilkuletni chłopiec, w podobnym wieku do moich synów. Był wyraźnie zdenerwowany. Miał łzy w oczach. Widać było, że przeżywa mocno swoje emocje.
Ojciec chciał szybko zamknąć temat. Kolejka posuwała się do przodu, ludzie czekali, było gorąco. Chłopiec miał wybrać smak lodów i przestać płakać. Zamiast wsparcia usłyszał jednak słowa, które wielu z nas zna aż za dobrze. Teksty o mazgajeniu się, gwiazdorzeniu, przesadnym przeżywaniu i "zachowywaniu się jak mały dzidziuś".
Wciąż powielamy błędy naszych rodziców
Patrzyłam na tę sytuację i pomyślałam, jak wiele pracy nadal jest przed nami jako rodzicami. Dzisiaj mamy ogromną wiedzę na temat rozwoju emocjonalnego dzieci. Wiemy, że uczucia nie znikają dlatego, że ktoś każe je schować. Wiemy, że zawstydzanie nie buduje odporności psychicznej. Wiemy, że chłopcy mają takie samo prawo do smutku, strachu czy płaczu jak dziewczynki.
A jednak wciąż powtarzamy zdania, które my też słyszeliśmy w dzieciństwie. Nawet jeśli wiemy, że nam one też wyrządziły krzywdę. Często nie dlatego, że jesteśmy źli albo nie kochamy swoich dzieci. Wręcz przeciwnie.
Bardzo często robimy to automatycznie, powtarzamy schematy. W trudnej chwili odzywają się w nas głosy naszych własnych rodziców, dziadków i nauczycieli. Powielamy schematy wychowania z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, choć jednocześnie narzekamy na skutki, jakie pozostawiły w naszym pokoleniu.
Przecież wielu dorosłych do dziś ma problem z wyrażaniem emocji. Wielu nie potrafi prosić o pomoc. Wielu uważa płacz za oznakę słabości. Wielu nosi w sobie przekonanie, że trzeba zaciskać zęby i radzić sobie samemu, nawet gdy wszystko w środku krzyczy.
Nie wzięło się to znikąd. Połowa naszego pokolenia wylądowała już na terapiach, a jednak nadal to samo fundujemy swoim dzieciom.
Ten chłopiec w kolejce nie potrzebował długiej rozmowy. Nie potrzebował godzin analizowania swoich uczuć. Wystarczyłoby kilka minut cierpliwości jego taty. Wystarczyłoby uznać jego emocje i pomóc mu przez nie przejść.
Przerwijcie łańcuch schematów w wychowaniu
Widząc tę sytuację, pomyślałam też o czymś ważnym. Ojciec prawdopodobnie sam był zmęczony. Być może miał za sobą trudny tydzień. Być może było mu gorąco, spieszył się albo martwił czymś zupełnie innym. Być może sam nie dostał kiedyś od swoich rodziców przestrzeni na przeżywanie emocji.
Dlatego nie chcę go oceniać. Jestem mamą i doskonale wiem, że cierpliwość nie jest zasobem niewyczerpanym. Mnie również zdarza się ją tracić. Czasami reaguję gorzej, niż bym chciała. Czasami jestem zmęczona, przebodźcowana i po prostu mam dość.
Ale jednocześnie przypominam sobie, że to my, dorośli, jesteśmy odpowiedzialni za swoje emocje. Nie dzieci. To my mamy większe doświadczenie, większe możliwości i większy wpływ na sytuację. Dziecko dopiero się tego wszystkiego uczy.
Dlatego chciałabym, żebyśmy częściej zatrzymywali się na moment i zastanawiali, jakie słowa kierujemy do swoich dzieci. Czy naprawdę chcemy przekazywać im te same komunikaty, które zostawiły w wielu z nas emocjonalne blizny? Czy naprawdę chcemy fundować im podobne problemy psychiczne i emocjonalne, z którymi nasze pokolenie mierzy się do dziś?
Wiem, że czasami jest trudno. Wiem, że rodzicielstwo nie jest proste. Ale może właśnie dlatego warto zacząć od małych rzeczy. Od jednego zdania mniej. Od odrobiny cierpliwości więcej. Od świadomości, że dziecko nie potrzebuje idealnego rodzica. Potrzebuje dorosłego, który nie będzie karał go za to, że po prostu czuje.
Zobacz także




