dzieci bawią się podczas wesela
Obecność dzieci na weselu jest indywidualną decyzją pary młodej. fot. Kenneth Penn/ Unsplash

Wesele bez dzieci to coraz popularniejszy wybór, ale co w sytuacji, gdy przyszła para młoda chce świętować razem z najmłodszymi członkami rodziny? Moja znajoma nie wyobraża sobie wesela bez dzieci, jednak jej przyszła teściowa od miesięcy próbuje przekonać ją do zmiany zdania. Ta historia pokazuje, jak łatwo rodzinne oczekiwania mogą przerodzić się w próbę narzucania własnej wizji cudzego ślubu.

REKLAMA

Wesela bez dzieci – czyja to właściwie decyzja?

Coraz częściej słyszę o osobach, które decydują się na wesela bez dzieci. Szanuję takie decyzje, bo każdy ma prawo tak zorganizować imprezę, jak tylko ma chęć. Ale za każdym razem zastanawiam się, kiedy dzieci przestały być pełnoprawną częścią rodziny, a zaczęły być traktowane jak problem do usunięcia z kadru.

Ok, jeśli wesele traktujemy jak kilkudniową imprezę, gdzie tylko leje się alkohol, to też bym tam nie zabierała dzieci. Ale jeśli mówimy o normalnym weselu, na którym dzieci zostają np. do 22:00 i później cała rodzina wraca do domu? Czemu nie?

To, że ktoś woli przyjęcie wyłącznie dla dorosłych, jest oczywiście jego prawem – to świadomy wybór, a nie niechęć do maluchów. Trend zresztą wykracza daleko poza wesela – powstają nawet miejsca bez dzieci w Polsce, gdzie można odpocząć lub zjeść bez ich obecności.

Znajoma chce wesela z dziećmi, teściowa jest przeciw

Moja znajoma właśnie organizuje swoje wesele. W rodzinie jest już sporo dzieci. Są kuzyni, siostrzeńcy, bratankowie i wnuki. Dla niej i jej partnera sprawa od początku była oczywista. Dzieci są częścią rodziny, więc naturalne jest, że będą obecne na jednym z najważniejszych wydarzeń w ich życiu.

Nie chcą nikogo dzielić na lepszych i gorszych gości. Nie chcą też stawiać rodziców przed wyborem między udziałem w weselu a opieką nad dzieckiem. Problem w tym, że ich wizji nie podziela przyszła teściowa mojej koleżanki.

Kobieta od miesięcy przekonuje młodych, że dzieci na weselu nie powinno być. Co ciekawe, nie bierze nawet pod uwagę faktu, że jej własna córka ma przyjść na tę uroczystość razem ze swoimi dziećmi, a jej wnukami.

W jej myśleniu nie ma miejsca na potrzeby najmłodszych ani ich rodziców. Najważniejszy jest własny komfort. Dzieci jej przeszkadzają, hałasują, biegają i zajmują miejsce. Tak przynajmniej wynika z jej argumentów.

Brak szacunku dla decyzji młodej pary

Smutne jest jednak coś jeszcze. Nie chodzi tylko o niechęć do obecności dzieci. Chodzi o brak szacunku dla decyzji młodych ludzi. To przecież ich ślub, wesele i ich pieniądze. Oni podjęli decyzję świadomie i zgodnie na temat tego, jak chcą go zorganizować.

Nie proszą nikogo o opinię, mimo to ciągle słyszą, że powinni zrobić inaczej. Presja rodziny potrafi być ogromna – opisywaliśmy przypadek, gdy para zorganizowała wesele bez dzieci i wszyscy się na nich obrazili, choć to oni płacili za przyjęcie i mieli pełne prawo decydować.

Nie rozumiem takiego podejścia. Jeśli ktoś organizuje przyjęcie i chce zaprosić dzieci, to jest jego prawo. Tak samo jak inni mają prawo do zorganizowania wesela wyłącznie dla dorosłych. Problem pojawia się wtedy, gdy ktoś próbuje narzucić swoją wizję innym i nie potrafi zaakceptować, że świat nie kręci się wokół jego oczekiwań.

Najbardziej zastanawia mnie jednak coś innego. Przyszła teściowa mojej znajomej sama przecież była kiedyś matką małych dzieci. Doskonale wie, jak wygląda życie rodzinne. Wie, że dzieci nie da się schować do szafy na czas uroczystości. Wie też, że wiele rodzin chce przeżywać ważne chwile razem. Skąd więc ta niechęć?

Dlaczego tak łatwo wyklucza się dzieci?

Może problem polega na tym, że niektórzy bardzo szybko zapominają, jak wyglądało ich własne życie. Zapominają, że kiedyś sami prosili o wyrozumiałość dla swoich dzieci i że czasami czuli się negatywnie oceniani w społeczeństwie. Zapominają, że rodzinne uroczystości były okazją do wspólnego świętowania całej rodziny, a nie tylko dorosłych.

Mam też wrażenie, że w takich sytuacjach dzieci stają się grupą, którą najłatwiej wykluczyć. Tymczasem dzieci nie powinny być wykluczane w przestrzeni publicznej i ta sama logika dotyczy rodzinnych uroczystości. Nikt przecież nie powiedziałby otwarcie, że na weselu nie chce seniorów, bo są zmęczeni, wolniej się poruszają albo wcześniej wychodzą do domu.

Nikt nie wpadłby na pomysł, żeby przekonywać gospodarzy, że starszych gości nie powinno być, bo mogą obniżyć komfort zabawy pozostałych uczestników. Dlaczego więc tak łatwo przychodzi niektórym wykluczanie dzieci?

Rodzina to ludzie w różnym wieku

Rodzina to nie tylko dorośli przy stole. To także niemowlęta, przedszkolaki i uczniowie, którzy uczą się rodzinnych tradycji właśnie podczas takich spotkań. To oni za kilka lat będą oglądać zdjęcia i wspominać, jak bawili się na weselu cioci albo wujka.

Oczywiście dzieci bywają głośne, a wesela nie zawsze są "grzecznymi imprezami". Maluchy czasem płaczą, nudzą się albo biegają między stolikami. Tak wygląda dzieciństwo i nie da się oczekiwać od kilkuletniego człowieka zachowania takiego, jak u dorosłego gościa. Można natomiast zaakceptować, że rodzina to ludzie w różnym wieku i z różnymi potrzebami.

Kibicuję parze młodej

Dlatego najbardziej kibicuję tutaj przyszłej parze młodej. Skoro chcą świętować razem z dziećmi, powinni mieć do tego pełne prawo. Bez ciągłych uwag, nacisków i prób zmieniania ich decyzji. W końcu wesele ma być dniem miłości, bliskości i wspólnoty. A trudno mówić o wspólnocie wtedy, gdy część rodziny z góry uznaje się za mniej mile widzianą od pozostałych.