Na zdjęciu para młoda.
Czy rodzice młodych powinni płacić za ich ślub i wesele? pexels.com

Kto powinien zapłacić za wesele – młodzi czy ich rodzice? Dla jednych to oczywiste wsparcie, dla innych niepotrzebna ingerencja. Zapytałam o to różne osoby i szybko okazało się, że zdania są podzielone.

REKLAMA

Kiedyś odpowiedź na to pytania była właściwie oczywista. Jeśli córka wychodziła za mąż, rodzice organizowali wesele i to zwykle nie byle jakie! Nikt nie zastanawiał się wtedy, czy "powinni" za to płacić.

To po prostu było częścią tradycji, można nawet powiedzieć, że obowiązkiem. Zresztą kto inny miał płacić, kiedy młodzi żenili się bardzo wcześnie i dopiero zaczynali pracę zawodową. Mało kto decydował się też na samodzielne mieszkanie bez partnera życiowego, a dziś... wygląda to inaczej.

Młodzi ludzie rzadziej decydują się na duże wesela, a jeśli już to zwykle w momencie, kiedy są samodzielni, pracują i prowadzą własne życie. I wtedy pojawia się pytanie, które jeszcze niedawno właściwie nie istniało – kto powinien za to zapłacić?

Wtedy już nie tylko lista gości budzi emocje (zapraszać daleką rodzinę "bo wypada, oni nas prosili", czy raczej zostać przy najbliższych?), ale właśnie też kwestie finansowe. Kto za to wszystko zapłaci?

A wszyscy wiemy, że to nie są małe koszty. Koszt talerzyka to dziś przecież między 300 a 500 zł, a w dużych miastach i bardziej ekskluzywnych lokalach nawet i do 800 zł.

Zapytałam więc o to zarówno młodych, jak i rodziców – kto za to zapłaci?

"Wolę zapłacić sama i sama decydować"

Martyna (lat 34) od początku wiedziała, że chce tego uniknąć. Jak mówi, zawsze była samodzielna i kiedy zaczęła planować ślub, było dla niej oczywiste, że razem z narzeczonym sfinansują go sami. Oboje pracowali, odkładali pieniądze i krok po kroku organizowali każdy element – od sukni po salę weselną.

Nie chodziło tylko o pieniądze. Raczej o niezależność. Martyna przyznaje, że obserwowała znajomych, którym rodzice opłacali wesele, a później mieli wpływ na decyzje, choćby na to, kto znajdzie się na liście gości. Ona chciała tego uniknąć. Wolała zaprosić więcej przyjaciół niż dalekich krewnych, których od lat nie widziała.

Ostatecznie rodzice i tak zdecydowali się pomóc – dołożyli się do sali, czyli największego wydatku. Ale – jak podkreśla – potraktowali to jako wsparcie i prezent, a nie finansowanie całej imprezy.

Podobnie patrzy na to Ania, 32-latka spod Warszawy. Jej zdaniem rodzice nie mają obowiązku płacić za wesele dorosłych dzieci, choć jeśli chcą i mogą, to oczywiście jest to duże wsparcie.

W jej przypadku podział był jasny. Rodzice opłacili "swoich" gości, czyli tzw. talerzyki (u nas to był koszt 450 zł), a resztą zajęli się młodzi. DJ, fotograf i dekoracje (to był koszt około 15 000 zł), alkohol (4500 zł na 100 osób) i noclegi. To wszystko było już po ich stronie. Dzięki temu udało się znaleźć kompromis – nie wydali wszystkich oszczędności na wesele i jednocześnie nie byli całkowicie zależni od rodziców.

Nie wyobrażam sobie, żeby rodzice zapłacili za wszystko. Potem bym słuchała latami, że jestem im coś winna. Nie, dziękuję!

Ania, 32 lata

A kto ma za to płacić jak nie rodzice?

Zupełnie inaczej patrzy na to pani Jolanta (lat 56) – mama, która przygotowuje się do wydania córki za mąż. Dla niej odpowiedź jest prosta – skoro ma się dzieci, trzeba liczyć się z tym, że kiedyś przyjdzie moment, w którym będą potrzebować wsparcia.

– "A kto ma za to zapłacić?" – pyta wprost reagując na moje pytanie. Dalej zwraca uwagę na to, że młodzi często dopiero zaczynają dorosłe życie i trudno oczekiwać, żeby mieli odłożone pieniądze na wesele, a wszyscy wiemy, jakie to są koszty. Na tę chwilę koszty dla nas to 85 000 zł, a to jeszcze nie wszystko. W jej przekonaniu to naturalne, że rodzice w takiej sytuacji pomagają, tak jak wspierają dzieci np. przy studiach.

Powiem może brzydko, ale "psim obowiązkiem" rodziców jest opłacić dzieciom ślub. Takie jest moje zdanie.

Jolanta, 56 lat

Starcie dwóch światów

To właśnie przy okazji tych wypowiedzi, widać dwa podejścia. Z jednej strony bardzo tradycyjne, w którym organizacja wesela jest po stronie rodziców. Z drugiej, coraz bardziej popularne przekonanie, że skoro młodzi decydują się na ślub jako dorośli, świadomi i zarabiający ludzie, powinni też wziąć za niego odpowiedzialność.

Rodzice powinni być gośćmi, nie sponsorami!

Kiedy pytałam młodych ludzi o rolę rodziców podczas ślubu, bardzo często pojawiały się opinie, że rodzice powinni być gośćmi, takimi samymi jak inni. A narzeczeni zorganizować ślub taki, na jaki ich stać.

Sylwia, 32-latka z Wrocławia, nie ma co do tego wątpliwości. Jej zdaniem rodzice powinni być gośćmi, a nie sponsorami.

Jeśli chcą coś dać, mogą to zrobić w formie prezentu, tak, jak inni. Do niczego nie będę ich zmuszać.

Sylwia, 32 lata

Podobnie myśli Patrycja (35 lat), która razem z mężem zorganizowała wszystko samodzielnie. Przyznaje, że nie było łatwo. Jej mąż wyjeżdżał za granicę, żeby zarobić na wesele, ale dzięki temu mieli pełną decyzyjność. Nikt nie wtrącał się w ich wybory, a rodzice pojawili się na weselu razem z innymi zaproszonymi.

Sorry, ale gdyby moja mama miała wybierać, chociażby kwiaty, to ja wolałabym nie mieć wesela w ogóle. Z całym szacunkiem, ale ona się w ogóle na tym nie zna.

Patrycja, 35 lat

Chcemy, żeby było po naszemu

I to jest właśnie to, o czym mówiła moja rozmówczyni Martyna, coraz częściej w takich dyskusjach pojawia się wątek niezależności. Anna, 26-latka z Bydgoszczy zwraca uwagę, że nawet jeśli rodzice deklarują, że nie będą się wtrącać, w praktyce często wygląda to inaczej.

Pojawiają się sugestie dotyczące listy gości, menu czy oprawy. "Bo tak wypada", "bo ktoś się obrazi", "bo u nas zawsze tak było". Widziałam, jak to wyglądało u mojej kuzynki. Szkoda gadać. Młodzi nie mieli prawa o niczym decydować.

Anna, 26 lat

Dlatego jej zdaniem lepiej zrobić wesele na miarę własnych możliwości nawet skromniejsze, ale takie, nad którym ma się "pełną kontrolę" i będzie "po naszemu".

To wcale nie jest takie proste

Oczywistym jest, że tak naprawdę wszystko zależy od sytuacji i możliwości finansowych rodziców, przecież nie wszystkich jest stać na takie przyjęcie. Nie można też pominąć kwestii relacji w rodzinie – nie każdy odchodząc z domu rodzinnego pozostaje w dobrych relacjach z rodzicami.

Na tyle dobrych, by podarowali mu prezent, jakim jest organizacja wesela. Jeśli pomoc pojawia się z inicjatywy rodziców i nie wiąże się z narzucaniem decyzji, może być naprawdę dużym wsparciem, ale nie zawsze wygląda to tak dobrze.

Dlatego, jak stwierdziła jedna z moich rozmówczyń, to jest bardzo indywidualna sprawa i zależy od naprawdę wielu czynników.

Podobne podejście ma Agata (lat 28), która dziś jest jeszcze mamą małej dziewczynki, ale nie wyklucza takiej pomocy w przyszłości.

Nie uważam, że rodzice powinni finansować wesele z obowiązku, ale jeśli będzie mnie na to stać, to chciałabym kiedyś pomóc córce. Czasy są trudne, nie to, co kiedyś.

Agata, 28 lat

Czasy były inne, ale wszystko było prostsze

Kiedyś na wsi podział był jasny – jedna rodzina zajmowała się jedzeniem i salą, druga alkoholem i muzyką. Wesele organizowało się w remizie, z pomocą lokalnej społeczności, bez kosztów "od talerzyka" – przypomina pani Alicja (66 lat).

Kiedyś też się rozmawiało się o kosztach, ale inaczej. Dziś wesela są inne. Odbywają się w restauracjach, z profesjonalną obsługą, a koszty są nieporównywalnie wyższe. To zupełnie inne realia.

Alicja, 66 lat

Wiele par wybiera dziś rozwiązanie pośrednie

Monika, trzydziestolatka z Lublina wspomina, że ona i jej partner nie chcieli, żeby rodzice płacili za wesele, ale ci i tak chcieli się włączyć.

Ostatecznie podzielili się kosztami. Jedni opłacili alkohol (3000 zł), drudzy fotografa (8000 zł), a dodatkowo symbolicznie dołożyli się do stroju. Dzięki temu młodzi zachowali kontrolę nad organizacją, a rodzice mogli poczuć, że mają swój udział.

Płacę, więc wymagam

W dyskusji na temat tego, kto ma płacić za wesele, często pojawia się wątek listy gości. Często bywa źródłem większych napięć niż same pieniądze. Rodzice, którzy płacą za przyjęcie, czują, że mają wobec tego prawo, by zaprosić "swoich" gości. Ci ostatni jednak wcale nie zawsze dobrze się z tym czują.

Beata, 44-latka spod Warszawy, niedawno dostała zaproszenie na ślub od bardzo dalekiego krewnego. – Nie utrzymuję z tą rodziną kontaktu od lat – wyjaśnia z lekkim podirytowaniem.

Jak mówi, ostatni raz widziała tego chłopaka, kiedy był niemowlakiem. Cieszy się, że młodzi o niej pamiętali, ale jednocześnie ma wątpliwości, czy w ogóle powinna tam być.

Zastanawia się, czy takie zaproszenia mają jeszcze sens, skoro na weselu i tak nie ma przestrzeni na rozmowę, a kontakt ogranicza się do kurtuazyjnej rozmowy między "sto lat" a kotletem. Jak uważa, lista gości nie powinna wynikać z relacji rodzinnych, poczucia obowiązku czy jakiś tam zobowiązań. – Są młodzi i powinni się bawić wśród swoich – dodaje.

Patrząc na te wszystkie wypowiedzi, trudno wskazać jedną właściwą odpowiedź. Tak jak wiele jest historii, tak wiele możliwości i rozwiązań. Dla jednych opłacenie wesela przez rodziców to coś naturalnego, część tradycji i sposób na wsparcie dzieci na starcie. Dla innych to zupełnie niepotrzebne obciążenie albo coś, co komplikuje organizację, relacje i odbiera młodym decyzyjność.

Najważniejsze, aby w całej tej dyskusji nie utracić tego, skąd ona się tak naprawdę wzięła i że cała ta sprawa dotyczy po prostu szczęścia i wyboru młodych ludzi.