
W Polsce od kilku lat gwałtownie spada liczba urodzeń, co prowadzi do zamykania kolejnych oddziałów porodowych. W wielu regionach przyszłe matki muszą pokonywać nawet 100 kilometrów do najbliższego szpitala z porodówką. Ministerstwo Zdrowia zapowiada zmiany i przygotowuje nową mapę potrzeb zdrowotnych.
W Polsce od kilku lat rodzi się dramatycznie mało dzieci. W związku z dużo mniejszą liczbą porodów w niektórych szpitalach zdecydowano się zamknąć oddziały porodowe.
Są regiony w Polsce, w których od dłuższego czasu rodziło się zbyt mało dzieci, by utrzymywać finansowo oddziały, gdzie porody zdarzają się raz na dobę lub raz na kilka dni. Ministerstwo Zdrowia zdecydowało się zamknąć całą listę takich oddziałów, czego efektem jest sytuacja, w której niektóre rodzące do najbliższej porodówki mają nawet 100 km.
Polska kurczy się, a porodówki znikają z mapy
Skala zjawiska jest ogromna – sami pisaliśmy, że w styczniu zamknięto kolejnych 18 porodówek, bo liczba porodów spada gwałtownie. Alarmy demografów są uzasadnione: dziś starsze pokolenia żyją dłużej niż kiedykolwiek, a Polska się kurczy i starzeje. Dramat widać też w skali pojedynczych miast – INNPoland.pl opisywał, sytuację miasta, w którym było tylko 5 urodzeń i aż 363 zgony – chodzi o Ząbkowice Śląskie, których przypadek doskonale obrazuje skalę problemu z kryzysem demograficznym.
Teraz Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że możliwe są kolejne zmiany w organizacji oddziałów porodowych. Po tym jak kobiety alarmowały, że zamykanie porodówek i możliwość porodów na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych są dla nich trudnym przeżyciem, którego nie uważają za bezpieczne i potencjalnie traumatyczne, resort zdrowia postanowił przyjrzeć się rozmieszczeniu oddziałów porodowych na mapie Polski.
W opracowaniu resortu znajduje się mapa potrzeb zdrowotnych, w której uwzględniono także mapę porodówek. O projekcie opowiedział wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski w programie "Miodowa 15", który prowadzi portal "Rynek Zdrowia".
Sieć oddziałów i kryterium bezpieczeństwa
Plany są takie, by stworzyć sieć oddziałów, w tym także porodowych, które w danej lokalizacji są niezbędne – kryteriami będą liczba porodów i odległość. Chodzi o to, by ciężarnym zapewnić poczucie bezpieczeństwa, którego w ich stanie potrzeba najbardziej. Chodzi również o to, by rodząca miała zapewnioną opiekę personelu medycznego, ale takiego, który jest dobrze przygotowany i doświadczony.
„Generalnie, jak pokazuje cały świat, taki zespół musi przyjmować przynajmniej dwa do trzech porodów dziennie, żeby można mówić o bezpieczeństwie. I tak w Europie się dzieje od wielu, wielu lat" – mówił w programie Maciejewski.
Dodał, że liczba porodów niestety jest kluczowa nie tylko dla ekonomii i utrzymania oddziału porodowego. Od tej liczby zależy również to, czy personel danej porodówki jest doświadczony i zapewni pacjentkom poczucie bezpieczeństwa. Położne i lekarze, którzy przyjmują kilka porodów w miesiącu, nie mogą mieć wystarczającego doświadczenia.
Mapa potrzeb zdrowotnych i finansowanie porodów
Ministerstwo Zdrowia za pomocą map potrzeb zdrowotnych chce sprawić, że pacjenci będą mieli poczucie, iż zdążą dotrzeć do szpitala, kiedy ich zdrowie lub zdrowie kogoś bliskiego będzie zagrożone.
Na mapie będzie dokładnie widać, gdzie dane oddziały powinny się znajdować, by zapewnić bezpieczeństwo – także kobietom rodzącym, które w trakcie akcji porodowej nie mogą czekać z dojazdem do szpitala oddalonego o kilkadziesiąt czy kilkaset kilometrów.
MZ zakłada, że kryterium odległości będzie równie ważne jak liczba porodów na danym oddziale. Początkowo założono, że musi to być ok. 700 porodów rocznie. Następnie zweryfikowano tę liczbę w stosunku do faktycznej liczby porodów z poprzednich lat. Ustalono, że dany oddział musi przyjmować minimum 400 porodów, ponieważ każdy poród może być finansowany oddzielnie. Resort konsultuje się obecnie z oddziałami NFZ, konsultantami wojewódzkimi oraz starostami.
Domy narodzin i porody domowe – nowe rozwiązania
Dodatkowo pojawił się do rozważenia pomysł domów narodzin, które prowadzą wyłącznie położne, oraz finansowanie przez NFZ porodów domowych. To rozwiązanie, na które wiele kobiet czeka od lat – wcześniej w naszym serwisie opisaliśmy, jak wygląda poród na własnych zasadach i nie w szpitalu, a położna zdradza, kiedy to możliwe.
Niestety to opcja wyłącznie dla tych, których stać na opłacenie prywatnej położnej. Dotąd taka forma narodzin była dostępna wyłącznie komercyjnie, za 3-5 tys. zł z prywatnej kieszeni rodziny.
"Powołujemy w tej chwili zespół, który miałby opracować zasady funkcjonowania takiego domu narodzin, czy też porodu domowego i konkretne wymogi i żebyśmy mogli potem podać to do oceny Agencji Technologii Medycznej. I wycenić i wdrożyć" – przyznał w rozmowie Maciejewski.
Bezpieczeństwo medyczne kontra dostępność świadczeń
Zmiany w organizacji opieki okołoporodowej mogą w najbliższych latach istotnie wpłynąć na dostępność porodówek w mniejszych miejscowościach. Kluczowe będzie znalezienie równowagi między bezpieczeństwem medycznym a dostępnością świadczeń dla pacjentek. Debata wokół tego tematu pokazuje, jak trudne jest pogodzenie aspektów ekonomicznych, kadrowych i społecznych w systemie ochrony zdrowia.
Źródło: rp.pl, rynekzdrowia.pl, basiw.mz.gov.pl
Zobacz także
