
Poród, nawet taki "książkowy", może w jednej chwili zmienić się w walkę o życie matki i dziecka. Prof. Przemysław Kosiński z UCK WUM w rozmowie z PAP ostrzega, że zamykanie porodówek bez centralnej strategii i niedoszacowanie procedur, realnie zwiększają ryzyko tragedii.
Poród to nie procedura, tylko sytuacja kryzysowa
Prof. Przemysław Kosiński podkreśla w rozmowie z PAP, że położnictwo nie jest przewidywalne. Nawet prawidłowo prowadzona ciąża i dobrze rozpoczęty poród, mogą w jednej chwili przerodzić się w stan bezpośredniego zagrożenia życia.
Jak mówi ekspert, "ciąża i poród to procesy, w których fizjologia może w ułamku sekundy zamienić się w patologię". Dodaje, że krwotok, oddzielenie łożyska, rzucawka czy nagłe pogorszenie stanu płodu, nie dają czasu na improwizację ani długie transporty.
100 kilometrów do porodówki stwarza ryzyko
Jednym z najmocniejszych wątków rozmowy z PAP jest kwestia odległości do oddziału położniczego. Zdaniem prof. Kosińskiego dystans rzędu 100 kilometrów do porodówki jest "absolutnie nieakceptowalny".
– Krwawienie w ciąży nigdy nie jest objawem błahym – podkreśla lekarz.
W takiej sytuacji kobieta powinna jak najszybciej trafić do oddziału z pełnym zapleczem diagnostycznym i operacyjnym, a nie liczyć na szczęście w karetce.
W Polsce wciąż działają oddziały, w których odbywa się jeden poród tygodniowo albo rzadziej. To – zdaniem eksperta – poważny problem.
Zdaniem prof. Kosińskiego, położnictwo jest dziedziną praktyczną. Jeśli personel rzadko odbiera porody, traci automatyzm działania w sytuacjach nagłych, a w położnictwie liczą się sekundy, nie teoria.
Bez anestezjologa nowoczesna porodówka nie istnieje
Ekspert nie ma wątpliwości, że anestezjolog jest fundamentem bezpiecznej porodówki. Tymczasem w wielu szpitalach powiatowych jeden anestezjolog obsługuje cały szpital.
– Znieczulenie porodu to nie jest luksus. To element bezpieczeństwa – podkreśla profesor.
Kobieta rodząca w skrajnym bólu szybciej się wyczerpuje i gorzej współpracuje, co zwiększa ryzyko powikłań.
Co piąta ciężarna potrzebuje opieki specjalistycznej
Prof. Kosiński przypomina, że co najmniej 20 proc. kobiet w ciąży zmaga się z powikłaniami, takimi jak nadciśnienie, stan przedrzucawkowy czy cukrzyca ciążowa. Te pacjentki wymagają doświadczonych zespołów i odpowiedniego zaplecza.
Dlatego, jak podsumowuje ekspert, położnictwo musi być organizowane centralnie, z jasno określonym maksymalnym czasem dojazdu do porodówki na poziomie 20–30 minut.
– Tu nie ma miejsca na improwizację – przypomina profesor.
Źródło: PAP
