
Nie da się ukryć, że w ostatnich latach ojcostwo przeszło ogromną przemianę. Dziś coraz częściej obserwujemy mężczyzn, którzy są wspaniałymi ojcami – obecnymi, świadomymi, niebojącymi się mówić o swoich emocjach, trudnościach i rozterkach. O tym, jakim ojcem sam jest i czego zabrakło w jego własnym domu, szczerze opowiedział Mateusz Damięcki.
Kiedyś tata był przede wszystkim od pracy, zarabiania i utrzymywania rodziny, znacznie rzadziej od opieki nad niemowlakiem, gotowania obiadu czy rozmów z dziećmi o emocjach. Dziś to się wyraźnie zmienia. Coraz więcej mężczyzn normalizuje fakt, że to nie zawsze matka musi zostać w domu po porodzie i zajmować się niemowlakiem. Pokazują, że można budować z dziećmi bliską, czułą relację, mówić otwarcie o swoich uczuciach i świadomie dbać o wspólny czas.
Współczesne ojcostwo – bliskość zamiast dystansu i obowiązku
Jednym z takich rodziców, który regularnie zabiera głos w mediach i dzieli się swoim doświadczeniem ojcostwa, jest Mateusz Damięcki. 44-letni aktor jest ojcem dwóch chłopców – urodzonych w 2018 i 2020 roku. W wywiadach otwarcie mówi o tym, że stara się być tatą obecnym, uważnym i zaangażowanym. To dla pokolenia dzisiejszych 30- i 40-latków wcale nie jest oczywiste ani łatwe.
To pokolenie dorastało bowiem w czasach, gdy ojców często brakowało w codziennym życiu rodziny. Wciąż w wielu domach pokutuje stereotyp, że mama zawsze musi, a tata czasem może, choć coraz więcej mężczyzn świadomie odrzuca ten model i pokazuje, że w dzisiejszym świecie da się być wspaniałym ojcem — trzeba tylko mieć na to świadomą gotowość i nie traktować swojej roli jako "pomocnika" matki.
Damięcki, którego ojciec – Maciej Damięcki – był znanym aktorem, również przyznaje, że mimo to ich relacja nie była tak bliska, jak ta, którą on dziś buduje ze swoimi synami. Niedawno aktor był gościem Polskiego Radia, gdzie udzielił wywiadu Remigiuszowi Grzeli w Jedynce.
Mateusz Damięcki o ojcu: "Tata bardzo wiele stracił"
Rozmowa dotyczyła wielu tematów, ale szczególne poruszenie w sieci wywołał fragment o ojcostwie i relacji z własnym tatą. Aktor przyznał, że dziś jest na takim etapie życia, w którym czuje ogromną wdzięczność za to, jak bardzo bycie ojcem go rozwinęło i ile dobrego wniosło do jego życia. Jak sam przyznał, choć jego tata już nie żyje, odczuwa wobec niego żal – nie w sensie pretensji, lecz świadomości straty.
"Nie zdążyłem mu tego powiedzieć, że w zasadzie nie mam do niego pretensji, że go tak często, jakbym tego potrzebował, go nie było w moim życiu. Ale w zasadzie bym go przytulił bardzo mocno i powiedział, że jest mi trochę żal, bo ja teraz widzę przez te 8 lat mojego tacierzyństwa, jak wiele mój tato stracił" – przyznał Damięcki.
I dodał: "Ile ja straciłem to wiem. Ale wiedząc, ile zyskałem dzięki moim synom ja, i jak wiele moi synowie mi dali i jak bardzo się rozwinąłem dzięki nim [...] to wiem, czego mój ojciec nie dostał".
To nie pierwsze poruszające słowa aktora pod adresem zmarłego ojca. Mateusz Damięcki przemówił po śmierci taty także pod koniec 2023 roku, tuż po odejściu Macieja Damięckiego – apelował wtedy do mężczyzn o uważność na własne zdrowie i rolę, którą odgrywają w rodzinie.
Świadomi mężczyźni przerywają pokoleniowy schemat
To niezwykle dojrzałe i poruszające słowa – nawet dziś, w czasach, gdy coraz śmielej mówimy o emocjach mężczyzn i odchodzimy od stereotypowego postrzegania ojca jako wyłącznie "głowy rodziny", odpowiedzialnej za finanse, a nie za codzienne wychowanie dzieci. Wypowiedź aktora pokazuje, jak bardzo zmieniła się nasza perspektywa i jak inaczej patrzymy dziś na rolę ojca niż jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu.
Wielu z dzisiejszych dorosłych ma żal do rodziców o dzieciństwo, a prawda o ich pokoleniu boli najbardziej, bo nikt nie nauczył ich okazywania emocji ani budowania bliskości. To dlatego w gabinetach terapeutów wciąż wraca temat tego, jak obecno-nieobecni rodzice robią dziecku krzywdę na całe życie – fizycznie są w domu, ale emocjonalnie pozostają poza zasięgiem.
Ta zmiana nie wydarza się jednak sama – jest efektem świadomych wyborów całego pokolenia mężczyzn, którzy chcą być bliżej swoich dzieci niż ich ojcowie byli kiedyś. Być może ta zmiana to nie tylko znak czasów, ale też po prostu potrzeba panów, by zadbać o tę zmianę i zrobić to inaczej, niż robili ich ojcowie.
I choć nie da się cofnąć czasu ani nadrobić wszystkiego, czego zabrakło w poprzednich pokoleniach, można budować zupełnie nową jakość relacji tu i teraz. Historie takie jak ta pokazują, że współczesne ojcostwo to nie tylko obowiązek, ale przede wszystkim szansa – na bliskość, rozwój i doświadczenie, które zostaje z człowiekiem na całe życie.
Zobacz także
