
Czasami macierzyństwo i codzienne obowiązki wyczerpują mnie do granic. Zdarza mi się wtedy denerwować na wszystkich facetów i myśleć, że świat wciąż jest patriarchalny. Stereotyp "matka musi, ojciec może" wciąż rządzi wieloma rodzinami i wpływa na to, jak postrzegamy rodzicielstwo.
Kiedy słyszę o obiwiązkach matek, staję się wojującą feministką
Muszę przyznać, że czasami, gdy jestem zmęczona macierzyństwem, natłokiem obowiązków albo niewspółpracującymi dziećmi, zdarza mi się denerwować na wszystkich facetów na świecie. Zaczynam oczywiście od partnera i zazwyczaj mam gotową całą listę zarzutów – od niewyrzucenia śmieci po brak reakcji na kłótnie między naszymi synami.
Później, kiedy już na spokojnie myślę o swoim zachowaniu, wiem doskonale, że taka reakcja wynika z frustracji i zmęczenia. Przyznaję jednak, że to momenty, w których staję się stereotypową matką-Polką (zrobię wszystko sama i się poświęcę), a do tego raczej "feministką" z seksistowkich żartów, która winę za wszystko, co na świecie złe, zrzuciłaby na facetów.
Potem śmieję się sama z siebie, ale jednocześnie mam silne poczucie, że nadal żyjemy w patriarchalnym świecie – mimo że mamy XXI wiek i tak dużo mówimy o równouprawnieniu. Jako kobieta i matka wciąż czuję, że społecznie wiele spraw postrzegamy w sposób krzywdzący.
Mimo świadomości, dostępu do wiedzy, informacji i możliwości spojrzenia na rzeczywistość z różnych perspektyw, wciąż mamy tendencję do uznawania, że to, co dla matek jest naturalne, dla ojców urasta do rangi wielkiego wyczynu, niemal godnego Pokojowej Nagrody Nobla.
Ostatnio rolkę na ten temat nagrał użytkownik Threads o nicku @na.tan.. W krótkim nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych młody mężczyzna mówi: "To nie ojcowie są nadzwyczajni, tylko matki są niewidzialne. Bo matka musi, a ojciec może. Ojcostwo to wybór, a macierzyństwo to obowiązek".
Autor dodaje szereg przykładów sytuacji, w których na kobietach wywiera się presję, że w związku z macierzyństwem coś muszą. W tych samych okolicznościach ojców klepie się po plecach, chwaląc ich za to, że są "świetnymi rodzicami" i "doskonale sobie radzą". Od razu kojarzy mi się to z wieloma rysunkami i memami krążącymi w mediach społecznościowych, które pokazują dokładnie takie porównania.
Matka jest tylko matką
Zmęczona mama wraca z pracy i zamawia pizzę na obiad, bo nie ma siły stać przy garnkach? Usłyszy, że jest leniwa i mało kreatywna. W tej samej sytuacji ojciec zostaje okrzyknięty najfajniejszym tatą na świecie, który doskonale wie, jak wybrnąć z trudnej sytuacji.
Może przemawia przeze mnie złośliwość, ale muszę przyznać, że w tym stereotypowym postrzeganiu często tkwi ziarno prawdy. Tak zostaliśmy wychowani, tak nas przez lata przyzwyczajano. Matka była od ogarniania domu, dzieci, gotowania, prasowania i sprzątania. Tata – od pracy zawodowej i organizowania zabaw.
Choć dziś coraz częściej jesteśmy w związkach partnerami, a obowiązki zaczęły się mieszać i wymieniać, społeczne reakcje wciąż bywają takie jak dawniej. Kobieta wychodząca na wieczorne spotkanie z koleżankami nadal słyszy pytania o to, z kim zostawiła niemowlę.
Jednocześnie pojawiają się zachwyty, gdy jej partner samodzielnie ogarnia dom i dzieci. Mężczyzna w analogicznej sytuacji nie usłyszy ani jednego pytania ani słowa uznania wobec swojej partnerki. Bo w powszechnym przekonaniu to nadal "naturalny" obowiązek kobiety – siedzieć w domu z dziećmi i ogarniać całą rzeczywistość.
I właśnie to poczucie nierówności najbardziej męczy. Nie chodzi o rywalizację między matkami a ojcami ani o umniejszanie roli mężczyzn w rodzicielstwie. Chodzi o zauważenie tego, co przez lata było niewidzialne – codziennego, cichego wysiłku matek, który traktujemy jak coś oczywistego.
Dopóki nie przestaniemy zachwycać się ojcami wykonującymi podstawowe obowiązki, a zaczniemy doceniać matki bez dopisywania im etykiety "bo przecież to ich obowiązek", do tego czasu naprawdę nie ruszymy z miejsca. Równość zaczyna się nie od wielkich haseł, ale od zmiany spojrzenia na codzienność.
