chłopiec w koszulce Minecraft gra w grę w słuchawkach na głowie
Granie w "Minecraft" wcale nie musi mieć tylko negatywnych efektów. fot. Matteo Discardi/Unsplash

Ekrany są dziś częścią codzienności dzieci i nie da się ich całkowicie wyeliminować. Zamiast z nimi walczyć, próbuję nauczyć się stawiać granice, które naprawdę działają w naszym domu. Nie spodziewałam się jednak, że jedna gra pokaże mi coś ważnego o relacji między moimi synami.

REKLAMA

Moi synowie mają osiem i sześć lat, oglądają bajki na platformach streamingowych i mają konsolę. Przez długi czas byłam bardzo sceptyczna wobec gier – szczególnie wobec Minecrafta. Kiedy ostatecznie uległam, spodziewałam się chaosu i kłótni. Tymczasem ta gra zrobiła z moimi chłopakami coś, czego nie dał rady osiągnąć żaden mój rodzicielski wykład o dzieleniu się.

Wychowanie z ekranami obok – moje zasady i granice

Moje dzieci nie żyją w świecie bez ekranów. Synowie mają osiem i sześć lat i oglądają bajki na platformach streamingowych, tak jak większość ich rówieśników. Nie staram się stworzyć im dzieciństwa całkowicie odciętego od technologii, bo uważam, że dziś byłoby to po prostu nierealne. Zamiast tego od początku próbujemy w domu uczyć się zasad, które sprawiają, że ekrany nie przejmują kontroli nad naszym codziennym życiem.

Mamy komputer, który służy głównie do mojej pracy. Tabletu nigdy nie mieliśmy. Smartfony są obecne, ale razem z mężem pracujemy nad tym, żeby nie stały się centrum życia rodzinnego. Staramy się pilnować własnych nawyków, bo wiem, że dzieci nie uczą się tego, co im się mówi, tylko tego, co widzą na co dzień.

Czytam też regularnie alarmujące teksty o tym, że to nowe uzależnienie nastolatków – eksperci alarmują, rodzice je bagatelizują, i nie chcę za kilka lat być tą mamą, która patrzy z niepokojem na zamknięte drzwi pokoju syna i zastanawia się, ile godzin dziennie spędza w sieci.

Gry przyszły do naszego domu stosunkowo niedawno. Synowie dostali w prezencie konsolę i od początku postawiłam granice oraz jasne zasady. Granie jest tylko w weekendy i nie może przekraczać jednej godziny. Nie ma wyjątków w tygodniu po przedszkolu i szkole, nie ulegam też prośbom o przedłużenie czasu. Trzymanie się tych granic nie zawsze jest łatwe, ale daje mi poczucie kontroli.

Minecraft na konsoli – moja największa obawa

Przez długi czas byłam dość sceptyczna wobec gier. Szczególnie "Minecraft" budził moje obawy, bo miałam w pamięci różne treści w internecie, filmy i streamy, które nie wydawały mi się odpowiednie dla młodszych dzieci. Nie chciałam, żeby synowie trafiali na coś, co nie jest dostosowane do ich wieku. Dlatego długo odmawiałam.

Moje obawy nie były bezpodstawne. Pisałam już wcześniej o tym, że rodzice myślą, że to zwykłe filmiki z YouTube – Minecraft wciąga młodsze dzieci za mocno, zwłaszcza w wersji oglądanej, gdzie znani youtuberzy używają języka i pokazują zachowania zupełnie nieadekwatne dla sześciolatka. Z drugiej strony psychologowie ostrzegają, że ta gra hipnotyzuje dzieci, a granice się zacierają – najmłodsi zaczynają mylić wirtualne reguły z prawdziwym światem i pytają, czy naprawdę można "wykopać" surowiec z ogrodowego muru.

Ostatecznie to oni mnie przekonali, żebym dała szansę tej grze, ale pod jednym warunkiem. Mogli grać tylko wtedy, kiedy ja jestem obok i mogę obserwować, co się dzieje. Nie było w tym pełnej zgody z mojej strony, raczej ostrożna ciekawość i zgoda na eksperyment.

Gry na konsoli uczą współpracy między braćmi

To, co zobaczyłam, bardzo mnie zaskoczyło. Spodziewałam się chaosu, rywalizacji i pewnie trochę przemocy, jak to w grach. Tymczasem szybko okazało się, że "Minecraft" wymaga od nich czegoś zupełnie innego. Synowie musieli ze sobą współpracować, żeby cokolwiek zbudować i osiągnąć wspólny cel. Jeden nie mógł działać bez drugiego, bo świat gry wymuszał koordynację i planowanie.

Z każdą kolejną minutą widziałam, jak uczą się komunikacji. Jasne, trochę na początku się kłócili, zanim wypracowali sobie jakiś system. Później zaczęli ustalać, kto co robi, jak podzielić zadania i jak reagować, kiedy coś nie idzie zgodnie z planem. Pojawiały się emocje, czasem frustracja, ale też próby rozwiązania problemów razem, a nie przeciwko sobie.

Najbardziej zaskoczyło mnie to, że ta gra realnie wpłynęła na ich relację. W codziennym życiu też zaczęli częściej się dogadywać, szukać kompromisów i wspólnych rozwiązań. Oczywiście nie zniknęły kłótnie, bo to normalne między rodzeństwem, ale pojawił się nowy sposób reagowania na trudne sytuacje. Już nie muszę za każdym razem powtarzać jak mantrę, że muszą wspólnie poszukać wyjścia z sytuacji, które będzie dla obu zadowalające – bycie mediatorem dwóch chłopaków w wieku kilku lat to nie jest moja wymarzona odsłona roli matki.

To zresztą ciekawe potwierdzenie tego, o czym pisałyśmy w tekście jak wspierać relacje rodzeństwa – 7 skutecznych sposobów. Wspólne projekty, w których dzieci się uzupełniają zamiast rywalizować, naprawdę wzmacniają więź. Tylko że ja nigdy bym nie pomyślała, że taką "wspólną kuchnią" w naszym domu okaże się akurat konsolowa gra.

Co zrozumiałam jako mama dwóch synów grających w Minecrafta

Zrozumiałam wtedy coś ważnego. To, co się dzieje w grach, zależy od kontekstu, zasad i pewnej kontroli ze strony dorosłego. W naszym przypadku kluczowe było to, że gra była częścią wspólnego doświadczenia, które mogłam obserwować i reagować, gdyby coś było nie tak.

Podobne wnioski wyciągnęli redaktorzy naTemat.pl w swoim poradniku Minecraft dla rodziców – 7 wskazówek, jak cieszyć się grą razem z dziećmi. Polecają m.in. zakładanie własnego serwera tylko dla rodziny, oglądanie filmików razem z dzieckiem i poznanie nazewnictwa, którym posługują się gracze. Brzmi banalnie, ale to działa – kiedy rodzic zna grę, dziecko chętniej dzieli się sukcesami i frustracjami.

Nie zmieniłam zdania co do ograniczeń ekranów. Wciąż uważam, że dzieci przede wszystkim potrzebują ruchu, zabawy na zewnątrz i kontaktu z realnym światem. Ale zaczęłam inaczej patrzeć na gry jako element ich rozwoju, szczególnie wtedy, kiedy nie zastępują innych aktywności, tylko je uzupełniają.

Dziś widzę, że "Minecraft" stał się dla moich synów czymś więcej niż tylko rozrywką. Stał się przestrzenią, w której uczą się współpracy, cierpliwości i wspólnego działania. A ja nauczyłam się, że czasem warto pozwolić dzieciom spróbować czegoś, co na początku budzi wątpliwości, ale w praktyce okazuje się ważną lekcją. Dziś już przestałam całkiem demonizować gry na konsoli.