
To nie są nagłe decyzje ani efekt jednego kryzysu, ale długiego procesu, który często toczy się po cichu przez lata. Coraz częściej inicjatorkami zmian są kobiety, które przestają akceptować układ związku oparty na braku równowagi i przeciążeniu. W tle tych rozstań widać wyraźnie zderzenie dwóch różnych wizji związku i życia rodzinnego.
Coraz więcej małżeństw po 40. się rozwodzi
Żyjemy w trudnych czasach dla związków. Z jednej strony młode kobiety są bardzo świadome siebie i tego, co pozytywnie wpływa na ich rozwój czy samopoczucie. Z drugiej – mężczyźni stają się bardziej konserwatywni, mówią o odejściu od niezależności partnerek na rzecz bardziej patriarchalnego modelu.
Dwie skrajności: samoświadomość kobiet kontra powrót do tradycji u mężczyzn
Jakiś czas temu w rozmowie ze mną mówił o tym Filip Dokurno, socjolog, który podkreślał, że w społeczeństwie widać wyraźną tendencję: kobiety są coraz lepiej wykształcone i bardziej samoświadome. Nie mówimy już tylko o młodych dziewczynach wchodzących w dorosłość, ale także o coraz bardziej świadomych 30- i 40-latkach, które zaczynają mieć odwagę i stawiają na siebie.
Kobiety w związkach są zmęczone, ponieważ wiele z nich żyje w modelach, które nie są dla nich satysfakcjonujące. Równocześnie słyszą z różnych źródeł, że jeśli tylko mają taką możliwość, powinny zawalczyć o swoje szczęście i spokój.
Tymczasem mężczyźni w tym samym wieku często wychowali się w domach, gdzie obowiązywał inny model – taki, w którym kobiety i matki zostawały z dziećmi w domu, dbały o to, by codziennie na stole był ciepły obiad, który mąż zje po pracy.
Stąd ich dzisiejsza potrzeba powrotu do konserwatyzmu – to obraz wyniesiony z rodzinnego domu. Jednocześnie może być to także efekt pewnego rodzaju lęku: dziś kobiety są silne i niezależne, nie potrzebują mężczyzny jako obrońcy czy głowy rodziny. Ciekawa jest w tym kontekście obserwacja socjologów – Zetki chcą patriarchatu bardziej niż ich dziadkowie to reakcja na dominujące trendy, co pokazuje, że tęsknota za tradycyjnym modelem nie dotyczy tylko 40- i 50-latków, ale także najmłodszego pokolenia mężczyzn.
Trend, który widzą prawnicy: to kobiety wnoszą pozwy
O zjawisku rozwodów po czterdziestce, jeszcze zanim dzieci staną się dorosłe, opowiedział na facebookowym profilu adwokat Iwo Kilisz. Jego wypowiedź dobrze oddaje trend wśród wielu par w wieku 40-50 lat:
"Zauważyliście ten trend? Gabinety adwokackie pękają w szwach od par z kilkunastoletnim stażem, ale to nie mężczyźni uciekają z młodszymi partnerkami. To kobiety uderzają pięścią w stół i wnoszą pozwy. I nie robią tego z powodu płomiennego romansu, zdrady czy klasycznej patologii. Robią to z powodu... absolutnego, mentalnego wyczerpania" – opowiada o motywacji kobiet prawnik.
Kobiety mają dość bycia głowami rodziny
Wymienia trzy czynniki, które doprowadzają panie do decyzji o ostatecznym rozstaniu z partnerem. Są to:
mąż, który zachowuje się jak kolejne dziecko i brakuje mu decyzyjności oraz inicjatywy w rodzinnej logistyce, brak partnerstwa w domowych obowiązkach (mężczyzna wraca po pracy i odpoczywa, a żona zaczyna "drugi etat" związany ze sprzątaniem, gotowaniem i opieką nad dziećmi), zmiany społeczne, które pokazują kobietom, że nie muszą być zależne, jeśli tego nie chcą.
Zwykle wygląda to tak, że małżeństwo trwa już tylko na papierze, bo dawno zniknęły między partnerami czułość, intymność i rozmowa. Zamiast tego wiele kobiet dźwiga ciężar obowiązków i jest przytłoczonych nadmiarem spraw, które w zdrowej relacji byłyby dzielone. Zresztą same statystyki nie pozostawiają złudzeń – jak wygląda podział obowiązków w polskich domach 60 proc. kobiet odpowiada za zakupy, a do tego dochodzi gotowanie, sprzątanie i planowanie życia rodziny.
Rozwód jako decyzja biznesowa, a nie emocjonalna
"Jako adwokat widzę to na co dzień. Te rozwody rzadko bywają głośne, pełne latających talerzy i histerii. Są zimne, analityczne i ostateczne. Kobieta podejmująca decyzję o rozwodzie po latach 'bycia menadżerem', zazwyczaj jest już mentalnie poza związkiem od dobrych kilkunastu miesięcy. Zanim do mnie trafi, emocje już dawno wygasły. Została tylko decyzja biznesowo-prawna, jak podzielić majątek i ustalić opiekę.
Wniosek? Relacje nie rozpadają się z dnia na dzień w wyniku jednego wybuchu. Pękają powoli, pod ciężarem mikrozaniedbań, niewypowiedzianych frustracji i braku proaktywności. Związek to system. A w każdym systemie asymetrycznym zawsze dochodzi w końcu do buntu przeciążonego ogniwa" – podkreśla adwokat.
Wiele matek przyznaje, że poza finansowym bezpieczeństwem wynikającym z dwóch pensji w gospodarstwie domowym, nie czują, że wychowują dzieci wspólnie z mężem ani że rzeczywiście dzielą się obowiązkami rodzinnymi. Jeśli wszystko spoczywa na ich barkach, decyzja o rozwodzie dojrzewa – i po latach wcale nie jest trudna. Warto przypomnieć, że ile par rocznie się rozwodzi najczęstsze przyczyny rozwodów pokazują dane GUS – i większość pozwów faktycznie składają kobiety.
"Bez niańczenia męża będzie mi łatwiej"
Kobieta widzi, że poradzi sobie finansowo bez partnera, a reszta obowiązków i tak pozostaje po jej stronie. W takiej sytuacji rozwód bywa postrzegany jako szansa na zmniejszenie obciążenia – zdjęcie z siebie ciężaru opieki nad mężem i ograniczenie liczby zobowiązań związanych z domem i rodziną. Kobieta też wie, że po rozwodzie, jeśli dzieci są nieletnie, będzie miała szansę i przestrzeń na swój odpoczynek i rozwój. Jeśli sąd zasądzi opiekę naprzemienną, mąż nie będzie miał już jej pomocy w opiece.
Jak nie dopuścić do pęknięcia? Partnerstwo, nie pomoc
To wszystko prowadzi do jednego, dość niewygodnego wniosku: wiele związków nie rozpada się dlatego, że wydarzyło się coś spektakularnego, ale dlatego, że przez lata nie wydarzało się nic, co podtrzymywałoby bliskość i równowagę. Eksperci od lat powtarzają, że podział obowiązków domowych nadal kobiety wykonują więcej prac – i to właśnie ta asymetria, narastająca przez lata, bywa głównym katalizatorem rozstania.
Jeśli partnerzy nie rozmawiają szczerze, nie mówią o swoich bolączkach i przykrościach, których druga strona też nie stara się naprawić wraz ze zmieniającą się rzeczywistością, prędzej czy później pojawi się pęknięcie. Warto wiedzieć, jaki jest podział obowiązków w związku co zrobić by nie robić wszystkiego – bo realne partnerstwo wymaga konkretnych rozmów, a nie milczącego przyzwolenia na nierówny podział pracy.
Dziś kobiety coraz rzadziej godzą się na życie w takim układzie, który je wyczerpuje – i coraz częściej mają odwagę to powiedzieć głośno. A to oznacza, że przyszłość wielu związków będzie zależała nie od deklaracji, ale od realnego partnerstwa, codziennego zaangażowania i gotowości do zmiany po obu stronach.
Zobacz także
