
Dzisiejsi rodzice coraz częściej mają poczucie, że zamiast jednej roli dźwigają ich kilkanaście naraz. Łączą pracę, dom, rodzinną logistykę i emocje dzieci w codziennym biegu, który rzadko daje przestrzeń na odpoczynek. Matki i ojcowie pokolenia Alfa są zmęczeni, bo dziś znacznie łatwiej o przeciążenie i utratę równowagi.
Czasem mam wrażenie, że wychowuję nie dwoje dzieci, tylko co najmniej dwanaścioro. Nie dlatego, że jest ich więcej, ale dlatego, że lista ról, które pełnię każdego dnia, wydaje się nie mieć końca. Jestem mamą, pracownikiem, kucharką, sprzątaczką, kierowcą, logopedą od domowych ćwiczeń i menedżerką całej rodzinnej logistyki.
I choć wiem, że wiele osób ze starszego pokolenia powie, że przesadzam, bo teraz mamy wygodniej niż kiedykolwiek, to czuję coś zupełnie innego. Jasne, dziś nie muszę prać pieluch terowych, ale mam tysiąc innych obowiązków, które kiedyś się jednak trochę rozkładały na wielopokoleniową rodzinę.
Kiedy wioska zniknęła
Dziś rodzice często są sami. Daleko od rodzin, mieszkają w innych miastach, bez codziennego wsparcia dziadków, cioć czy sąsiadek, które kiedyś naturalnie tworzyły tak zwaną wioskę. Tam opieka nad dziećmi była bardziej wspólna, rozproszona, mniej samotna. Dziś ta wioska zniknęła albo stała się luksusem, na który nie każdy może liczyć.
Wielu rodziców nie ma nawet paczki znajomych z dzieciakami w podobnym wieku, żeby umówić się razem na spotkanie i odpocząć, gdy najmłodsi się bawią. Zostają instytucje. Przedszkole, szkoła, świetlica. I my, rodzice, którzy próbujemy to wszystko spiąć po godzinach pracy.
Po drodze trzeba jeszcze zrobić zakupy, ugotować obiad, ogarnąć pranie, sprawdzić zeszyty, pamiętać o wycieczkach, składkach i terminach. Każdy dzień to niekończąca się lista zadań, która rzadko kiedy się kończy. Albo i bywa tak, że mamy tę rodzinę obok, ale jesteśmy nauczeni, że musimy sobie radzić sami i nie umiemy prosić o pomoc. To też jest znamienne dla naszego pokolenia.
Jesteśmy wypalonym pokoleniem
Nie piszę tego z pozycji osoby, która nie docenia tego, co ma: wręcz przeciwnie. Mam pracę, dach nad głową, zdrowe dzieci i za to jestem ogromnie wdzięczna. Naprawdę nie brakuje mi podstawowych rzeczy, które dla wielu są marzeniem.
A jednak jestem też gotowa przyznać, że jestem zmęczona.
Zmęczona nie samym macierzyństwem, ale jego tempem i oczekiwaniami, które są wokół niego budowane. Bo dziś nie wystarczy być rodzicem. Trzeba być rodzicem uważnym, obecnym, wspierającym w rozwoju, zdrowo karmiącym, dbającym o emocje i rozwój, aktywności i relacje. A najlepiej jeszcze uśmiechniętym i zorganizowanym. W tym wszystkim bardzo łatwo się zgubić.
Presja, która boli bardziej niż obowiązki
Najtrudniejsze są jednak nie tyle obowiązki, ile komentarze z boku. Czasem widzę oceniający wzrok jakiejś starszej pani, że moje dzieci zjadły coś niezdrowego, bo nie miałam czasu gotować domowego, wartościowego posiłku. Innym razem czuję oceniające spojrzenie innej matki w przedszkolnej szatni, bo koszulka mojego dziecka nie jest uprasowana. Te drobne uwagi potrafią uderzyć mocno, szczególnie gdy jesteśmy przeładowane obowiązkami i przebodźcowane.
Presja wywierana na mamy jest dziś większa niż kiedykolwiek wcześniej — badania jasno pokazują, że większość kobiet odczuwa poczucie winy niezależnie od tego, jak bardzo się stara. I wtedy pojawia się uczucie, że nie robię wystarczająco dużo. Że jestem nie dość dobrą matką. A przecież każdego dnia staram się jak mogę. Łączę pracę zawodową z domem, ogarniam codzienność, pilnuję zdrowia dzieci, ich szkoły, emocji i potrzeb. Robię to w biegu, często kosztem własnego odpoczynku.
Nie jestem w tym sama — widzę, że wielu moich znajomych, którzy są rodzicami, ma podobnie. Widać to w rozmowach na korytarzu w przedszkolu, w zmęczonych twarzach na szkolnych zebraniach, w krótkich wiadomościach na klasowej grupie rodziców pisanych późnym wieczorem, kiedy wszyscy już dawno powinni spać.
Kiedy zmęczenie zamienia się w wypalenie
Wypalenie rodzicielskie to nie słabość — to skutek presji i braku wsparcia, sygnał, że przez zbyt długi czas dawaliśmy z siebie wszystko, nie zostawiając nic dla siebie. Zmęczenie i przeciążenie to drugie imiona dzisiejszych rodziców. Doświadczam tego każdego dnia i widzę to wokół siebie.
Dlaczego coraz więcej osób rezygnuje z rodzicielstwa
Coraz częściej myślę, że dlatego tak wiele osób decyduje się na jedno dziecko albo w ogóle rezygnuje z rodzicielstwa w dzisiejszych czasach. Młodzi widzą, jak wygląda codzienność (bo wielu z nas szczerze o niej mówi w mediach społecznościowych) i jak mało jest w niej realnego wsparcia. Sygnałem alarmowym jest tu rekordowo niska dzietność w Polsce — wskaźnik dzietności spadł do historycznego minimum i eksperci nie mają wątpliwości, że to efekt nie tyle braku chęci, ile braku warunków.
Nie piszę tego, żeby narzekać. Wiem, że mam wiele powodów do wdzięczności, a mnie osobiście w wielu rodzicielskich obowiązkach bardzo pomagają moi rodzice, więc i tak jestem uprzywilejowana. Ale wdzięczność nie wyklucza zmęczenia.
Można być wdzięcznym i jednocześnie mieć prawo powiedzieć, że jest trudno. Mniej pracy i więcej urlopu na każde dziecko — tak coraz częściej postulują rodzice i eksperci, bo bez realnych zmian systemowych trudno oczekiwać, że cokolwiek się poprawi.
Dosyć oceniania — każdy rodzic ma swoją codzienność
Dziś mam w sobie coraz mniej zgody na ocenianie innych rodziców. Na porównywanie, kto bardziej się stara, kto lepiej gotuje, czyje dziecko lepiej się ubiera albo szybciej rozwija. Każdy z nas ma swoją codzienność, której często nie widać z zewnątrz.
Rodzice dzieci z pokolenia Alfa naprawdę są zmęczeni. Nie dlatego, że sobie nie radzą. Tylko dlatego, że próbują udźwignąć bardzo dużo w świecie, który nie zawsze daje im do tego warunki. Szczególnie dziś, kiedy geopolityka czy zmiany klimatyczne pokazują, w jak niepewnych czasach żyjemy.
I może zamiast kolejnych ocen, bardziej potrzebujemy dziś jednego — zrozumienia, że perfekcyjna matka to mit i że nasze rodzicielstwo wcale nie musi być aż tak perfekcyjne.
Zobacz także
