
Animowana "Basia" wyświetlana w małym studyjnym kinie pokazała mojemu synowi emocje w sposób bardziej zrozumiały niż niejedna rozmowa. Po każdym seansie przedszkolaków odkrywam, że moje dziecko potrafi mówić o uczuciach świadomie i refleksyjnie, a to jeszcze jeszcze kilkadziesiąt lat temu było rzadkością.
Dzieci chodzą do kina uczyć się o emocjach
Mój sześcioletni syn regularnie uczestniczy w wyjściach przedszkolnych do kina. Placówka, do której chodzi, bierze udział w projekcie "Młode Horyzonty" dla małych studyjnych kin, który wspiera rozwój dzieci i uczy m.in. pracy z emocjami. Dzięki temu przedszkolaki mają szansę poznawać świat poprzez filmy, które angażują ich wyobraźnię i uczą empatii.
Ostatnio syn wrócił do domu zachwycony filmem o Basi. Uwielbiam tę książkową bohaterkę Zofii Staneckiej od dawna. Czytałam synom książki o niej, ceniąc ich prosty język i wartości, jakie przekazują. Basia jest bohaterką, która doświadcza codziennych sytuacji, z którymi mogą się utożsamiać przedszkolaki, a przy tym uczy radzenia sobie z emocjami.
Film animowany sprawił, że stała się jeszcze bliższa mojemu synowi i jego kolegom. Jej przygody, reakcje i gesty pomagają dzieciom lepiej zrozumieć, co czuje główna bohaterka i jak można reagować w podobnych sytuacjach.
Kiedy syn wraca z kina, zawsze siada ze mną i opowiada o tym, co przeżywała Basia tym razem. Rozmawiamy o radości, smutku, złości, zazdrości czy szacunku. Widzę, jak bardzo moje dziecko staje się świadome swoich własnych emocji. Czasem zaskakuje mnie, jak trafnie opisuje, co czuje w różnych sytuacjach. Te rozmowy są dla mnie niezwykle cenne. Dzięki nim uczę się także, jak ważne jest pozwalanie dzieciom doświadczać nawet trudnych emocji i rozmawianie o nich.
Z perspektywy rodzica wychowanego w latach 90. różnica jest ogromna. Sama wychowywałam się w czasach, kiedy "dzieci i ryby głosu nie miały". O uczuciach nie rozmawiało się wprost, a wyrażanie emocji było często postrzegane jako przesada lub nieodpowiednie zachowanie. Dziś obserwuję, że moje dziecko ma prawo mówić o tym, co czuje, i że potrafi to robić w sposób przemyślany. Nauka pracy z emocjami od najmłodszych lat staje się naturalna i ważna.
Rodzice uczą się razem z dziećmi
Wyjścia do kina pokazują też, że filmy rysunkowe mogą być wartościową częścią edukacji emocjonalnej. To nie tylko rozrywka. To momenty, które otwierają przestrzeń do rozmowy o tym, co w środku czujemy i jak reagujemy. Po seansie często pytam syna, jak by się zachował w sytuacji Basi i co by zrobił inaczej. Dzięki temu ćwiczymy empatię, rozumienie cudzych emocji i umiejętność stawiania granic w relacjach z rówieśnikami.
Projekt "Młode Horyzonty" uczy, że edukacja emocjonalna nie musi ograniczać się do przedszkola. Animowane krótkie bajki na podstawie "Basi", ale i innych książek np. "Kici Koci" czy "Przygód Skarpetek" są punktem wyjścia do rozmowy. Dzieci uczą się nawiązywać relacje, rozpoznawać własne potrzeby i lepiej rozumieć innych.
Z perspektywy matki widzę, że to działa. Mój syn coraz częściej potrafi powiedzieć, że jest zły, smutny albo szczęśliwy, i uzasadnić swoje odczucia. To umiejętność, której sama nie zdobyłam tak wcześnie, a już na pewno nikt w moim pokoleniu nie zauważał tego jako 6-latek.
Codzienne rozmowy po powrocie z kina są dla mnie bezcenne. Wiem, że edukacja emocjonalna zaczyna się od małych kroków, a filmy animowane mogą być doskonałym pretekstem, by te kroki stawiać świadomie i mądrze. Za każdym razem, kiedy grupa mojego syna idzie z przedszkolak do kina na te seanse, jestem wdzięczna, że dziś dzieci są tak świadome emocji i pracy z nimi.
Zobacz także




