kadr z bajki Netflixa "Booba"
"Booba" to animacja o trollu, który ma różne dziwne, niecodzienne przygody. fot. screen imdb.com

Na wstępie przyznam, że naprawdę chciałam dać tej bajce szansę i podejść do niej bez uprzedzeń. Szybko jednak zobaczyłam, że coś, co dla innych jest niewinną rozrywką, u nas zaczyna wywoływać naprawdę dziwne reakcje dzieci. To był moment, w którym musiałam zdecydować, gdzie kończy się dziecięca zabawa, a zaczyna realny wpływ na zachowanie.

REKLAMA

Są takie bajki, które na pierwszy rzut oka wydają się niewinne, zabawne i idealne dla dzieci. „Booba", rosyjsko-brytyjski serial animowany dostępny m.in. na Netflixie, to właśnie jedna z nich.

Główny bohater, troll Booba, nie mówi wcale, tylko wydaje różne dźwięki, biega, przewraca się i bierze udział w różnych absurdalnych sytuacjach. Niektórzy rodzice mogą uważać go za śmiesznego, nieporadnego i uroczo rozbrykanego, ale dla mnie jest po prostu głupkowaty i irytujący.

Na początku podeszłam do tego na spokojnie. Moi synowie, lat sześć i osiem, zobaczyli zajawkę „Booby" na Netflixie i od razu zapragnęli obejrzeć więcej. Siadłam z nimi przed ekranem, myśląc, że może uda mi się przemycić kilka wartościowych spostrzeżeń. Po kilku minutach okazało się, że to niemożliwe.

Reakcja dzieci, której się nie spodziewałam

Przygody małego trolla wywołały w nich prawdziwe emocje, ale najgorzej było dopiero po zakończeniu oglądania. Chłopcy byli rozdrażnieni, przebodźcowani, nie chcieli współpracować, krzyczeli i trudno było ich uspokoić. To nie była zwykła dziecięca ekscytacja, tylko efekt działania tej absurdalnej postaci.

Dla mnie problem nie polega na tym, że serial jest kolorowy i dynamiczny. Problem w tym, że główny bohater nie zachowuje się w sposób, który dzieci mogłyby naśladować w pozytywnym wydźwięku.

Nie mówi, nie wyjaśnia, nie uczy współpracy ani empatii. Tylko biega, krzyczy i robi głupie miny, wciąż próbuje się dostać do słodyczy albo doprowadzić do jakiejś absurdalnej sytuacji. Moje odczucia co do niego są podobne jak do Minionków, które też potrafią być dla mnie irytujące. W przypadku „Booby" efekt jest jeszcze bardziej intensywny, bo po obejrzeniu Minionków moje dzieci nie zachowują się jak małe dzikusy.

Podobnych obserwacji nie brakuje wśród rodziców. Psycholożka ostrzega, że ta bajka jest hitem w przedszkolach, a może szkodzić — i nie chodzi tylko o Boobę. Mózg małych dzieci nie jest przystosowany do szybkiej akcji z częstymi cięciami kadru, co powoduje u nich przebodźcowanie, nerwowość i problemy z koncentracją.

„Booba" — serial bez przesłania i bez wartości

„Booba" jest ciekawym fenomenem. Serial powstał w Rosji, ale zyskał międzynarodową popularność. Bajka jest krótka, dynamiczna, pełna dziwnych dźwięków i nagłych zwrotów akcji. To, co mogło bawić dorosłych i dzieci w zamierzeniu twórców, w naszej rodzinie wywołało efekt przeciwny. Zamiast radości pojawiła się irytacja i chaos.

Nie jest zresztą jedyny w swoim rodzaju. 7 bajek, których zakazałam oglądać — to lista, którą rozpoznają rodzice z całej Polski. „Booba" znalazł się na niej nieprzypadkowo: brak dialogów, sensownych przesłań ani morałów, a zachowanie głównego bohatera prowadzi dzieci do powielania negatywnych wzorców.

Naśladowanie dzikusa — jak bajka zmieniła codzienność w domu

Synowie oczywiście bardzo polubili tego trolla. Przez kilka dni po seansie naśladowali jego zachowania. Skakali po domu, wydawali dziwne dźwięki, przepychali się, a czasem nawet kłócili się o to, kto ma teraz być Boobą. Musiałam interweniować, bo codzienne obowiązki, wspólne posiłki czy sprzątanie stały się prawdziwym wyzwaniem.

Warto wiedzieć, że takie zachowanie ma swoją nazwę i wyjaśnienie. Istnieje 9 sygnałów, że dziecko jest przebodźcowane — a drażliwość, trudności z wyciszeniem i nieproporcjonalne reakcje emocjonalne po powrocie do domu to klasyczne objawy przeciążenia układu nerwowego. Dynamiczne bajki, w których kadry zmieniają się błyskawicznie, mogą wywoływać dokładnie taki efekt.

Zakaz bajki — decyzja, którą podjęłam bez żalu

Zrozumiałam, że muszę postawić granicę. Powiedziałam, że ta bajka w naszym domu nie jest dozwolona. Reakcja była natychmiastowa — byli na mnie obrażeni, protestowali, uważali, że jestem niesprawiedliwa. To trudne momenty, bo dzieci mają prawo do wyboru rozrywki, ale jako rodzic widzę, jak pewne treści wpływają na ich zachowanie. Chronienie ich przed takimi treściami to wg mnie odpowiedzialność rodziców.

Nie chcę odbierać dzieciom przyjemności z oglądania bajek ani krytykować innych rodziców, którzy „Boobę" lubią. Problem pojawia się, gdy zabawa zaczyna przenosić się na codzienne życie, a zachowanie dzieci staje się nieprzewidywalne, agresywne lub wyprowadzające z równowagi.

Co zamiast Booby? Bajki, które naprawdę coś dają

Oglądanie bajek powinno dawać radość, a nie wprowadzać chaos i frustrację. Dlatego w naszym domu ten serial jest zakazany. Zamiast niego wybieramy historie, które bawią, uczą współpracy, empatii i kreatywności, a jednocześnie pozwalają dzieciom w pełni korzystać z energii, nie przeradzając jej w konflikty i krzyki.

Warto sięgać po mądre bajki dla przedszkolaków — 7 tytułów, które uczą empatii i współpracy. To bajki spokojne, z jasnym przekazem, po których dzieci wracają do zabawy — a nie wpadają w krzyk.

Zakaz to troska, nie kara

Zakazanie bajki nie jest karą z mojej strony. To troska i obserwacja, jak media wpływają na zachowanie dzieci. Wychowanie to nie tylko zabawa i pozwalanie na wybory, ale też umiejętność stawiania granic w trosce o ich rozwój. „Booba" pokazał mi, że czasem lepiej zrezygnować z hitu, który jest popularny wśród innych dzieci, aby dom pozostał miejscem spokojnym.