
Czasem czuję się jak intruz w świecie moich synów pełnym superbohaterów i niekończących się powiązań w uniwersum Marvela. Z każdym kolejnym filmem z tej serii uczę się, że bycie rodzicem to nie tylko obserwowanie, ale także próba zrozumienia ich pasji. Choć nie wszystko trafia do mnie tak jak do nich, te wspólne chwile dają nam wyjątkową więź i nowe punkty odniesienia w codziennym życiu.
Moi synowie kochają uniwersum Marvela. Na początku muszę się od razu przyznać: nie przepadam za fantastyką. Poza "Harrym Potterem" trudno mi wchodzić w nowe światy, a już zwłaszcza te pełne superbohaterów, z ich mocami, kostiumami i skomplikowanymi zależnościami. Kiedy byłam dzieckiem, wybierałam historie, które mogłam pojąć, które miały wyraźne emocje i raczej inne wartości w centrum akcji niż wojny między złymi i dobrymi bohaterami.
Oglądanie superbohaterskich filmów nigdy nie było moją pasją. I pewnie dlatego na początku trudno mi było zrozumieć fascynację moich synów światem "Avengersów".
Mama dwóch chłopców uczy się wchodzić w ich świat
Jako mama dwóch chłopców szybko zrozumiałam, że jeśli chcę być obecna w ich życiu i rozumieć, czym się ekscytują, muszę choć trochę wejść w ich świat. Trochę dla nich próbowałam, choć często zapominam, kto pochodzi z którego uniwersum, jakie moce ma Thor, a kim właściwie jest Kapitan Ameryka.
To niełatwe, zwłaszcza gdy kolejne filmy Marvela pokazują coraz więcej postaci, wydarzeń i powiązań, które trzeba śledzić, żeby coś zrozumieć. Poradnik dotyczący tego, jak oglądać seriale Marvela, pomógł mi choć trochę ogarnąć tę skomplikowaną chronologię.
W naszej rodzinie oglądanie filmów z tej serii to domena taty chłopców. To on organizuje wieczory przed telewizorem, czasem zabiera ich do kina, a ja w tym czasie mogę spotkać się z przyjaciółką albo poczytać książkę w spokoju.
Wiem, że to właśnie te wspólne wieczory z tatą budują między nimi coś trwałego. Psychologowie podkreślają, że silną więź ze swoim synem buduje się właśnie przez rozwijanie wspólnych zainteresowań — nawet jeśli ojciec sam musi wejść w świat, który niekoniecznie był jego pierwszym wyborem.
Dzięki temu wiem, że moi synowie mają przestrzeń na wspólne zainteresowania z tatą, ale jednocześnie nie tracę kontaktu z tym, co dla mnie ważne. To męska przestrzeń dla nich, pełna akcji, efektów specjalnych i dyskusji o bohaterach, których ja czasem wciąż nie pamiętam.
Wchodzę w ten świat, bo jestem zaangażowanym rodzicem
Mimo że nie jestem fanką superbohaterskiej fantastyki, cieszę się, że udało mi się zrobić krok w ich świat. Przede wszystkim po to, żeby rozumieć ich pasje, wiedzieć, co ich bawi, a czasem też słuchać, gdy dzielą się emocjami po obejrzeniu filmu. To nie jest łatwe ani naturalne dla mnie, ale ważne. Skuteczne wspierania zainteresowań dziecka polega właśnie na tym — nie na wymuszaniu siebie do pokochania każdego tematu, ale na akceptacji i zainteresowaniu, nawet gdy pasja dziecka to dla nas czarna magia.
Czasami udaje mi się wyłapać żarty czy powiedzonka z ich ukochanych filmów, kiedy słucham jak synowie się bawią. Czasem zauważam w którymś z filmów subtelne przesłania o przyjaźni, odwadze, poświęceniu, które choć przedstawione w superbohaterskim świecie, są w gruncie rzeczy ponadczasowe.
To momenty, w których zdaję sobie sprawę, że nie chodzi o to, żebym pokochała każdy film Marvela. Chodzi o to, żebyśmy mieli wspólne punkty odniesienia w rozmowach, które będą budowały więź między mną a moimi synami.
Przełamanie się jako lekcja dla rodzica
Przełamanie się i wejście w ten świat to też lekcja dla mnie samej. Uczę się, że nie muszę wszystkiego rozumieć, nie muszę pamiętać wszystkich imion ani chronologii wydarzeń, ale liczy się obecność i chęć uczestniczenia w tym, co ważne dla dzieci. Warto w tym miejscu pamiętać, że to, co robimy dziś — nawet jeśli dzieci przewracają oczami — zostaje. Badania i doświadczenia rodziców pokazują, że wysiłek wkładany w zbliżenie się do nastoletniego dziecka — choćby przez wyzwania i wspólne aktywności — procentuje latami.
Dzięki temu mogę pytać o ich opinie, rozmawiać o bohaterach, a oni czują, że interesuję się tym, co ich tak bardzo "jara". Nie zawsze nadążam za uniwersum Marvela, ale wiem, że te starania mają sens.
Marvelowe wieczory jako budowanie relacji na lata
Nie chodzi o to, żebym nagle stała się ekspertką od superbohaterów, ale żeby moje dzieci wiedziały, że ich pasje są dla mnie ważne. Dzięki temu każdy film, każda scena, każde nowe przygody Iron Mana czy Kapitana Ameryki stają się punktem wyjścia do wspólnej zabawy i rozmów. Eksperci nie mają wątpliwości: dobre relacje z dziećmi gdy dorosną budują się właśnie przez takie codzienne gesty i powtarzalne rytuały — wspólny film, rozmowa o ulubionym bohaterze, nawet jeśli mama nie pamięta, który z nich ma młot, a który tarczę.
I za to jestem wdzięczna: mogę dzielić z nimi choć fragment ich świata, nawet jeśli część z niego wciąż pozostaje dla mnie zagadką.
Zobacz także
