mama spaceruje z dorosłą córką
Dzisiejsi 30-latkowie uczą swoich rodziców świadomości rodzicielskiej. fot. Danik Prihodko/Pexels

Nie tak to miało wyglądać – to rodzice mieli nas uczyć życia, a w latach 90. role były odwrócone. To my pokazujemy im dziś, czym są emocje, granice i słowa, których kiedyś tak bardzo nam brakowało. I choć bywa to trudne, ta zmiana zaczyna przynosić coś, czego wcześniej w wielu domach nie było – prawdziwą refleksję.

REKLAMA

Uczymy naszych rodziców świadomości

Pokolenie dzisiejszych 30- i 40-latków to pierwsza generacja tak świadoma w kwestii zdrowia psychicznego, międzypokoleniowych schematów oraz traum – i potrzeby ich przepracowania, by nie były przekazywane dalej.

Milenialsi coraz częściej, bez skrępowania, korzystają z pomocy specjalistów, mierząc się z trudnymi doświadczeniami i "brakami" wyniesionymi z dzieciństwa. To także osoby, które lepiej rozumieją swoje miejsce w rodzinie i uwarunkowania relacji – wynikające nie tylko z czasów, w jakich dorastali, ale również z ograniczonej świadomości rodzicielskiej ich własnych rodziców.

Milenialsi między dwoma pokoleniami

Nie bez powodu mówi się o nich tzw. pokolenie kanapkowe. Z jednej strony starają się zadbać o rozwój i dobrostan swoich dzieci, z drugiej – pracują nad własnymi trudnościami, a jednocześnie próbują edukować i uwrażliwiać starsze pokolenie.

Współczesność sprzyja tej zmianie – ogromny przepływ informacji i łatwy dostęp do wiedzy sprawiają, że rodzice mają dziś więcej narzędzi, by mówić o emocjach, zdrowiu psychicznym czy krzywdzących mechanizmach wychowawczych. Niestety, pokolenie dzisiejszych dziadków nie zawsze jest gotowe na tę zmianę.

Jedni podejmują refleksję i próbują inaczej budować relacje, inni podchodzą do tego z dystansem, a są i tacy, którzy nigdy nie zmienią swojego sposobu myślenia. I z tym również trzeba się liczyć – zmiana pokoleniowa nie dzieje się z dnia na dzień.

Nieprzepracowany żal po brakach z dzieciństwa

Ostatnio na Threads przeczytałam wpis dorosłej kobiety, która opisała swoją relację z rodzicami i powielane przez nich schematy wychowawcze. Chodziło o zdania, które potrafią ranić i zostawiać w dziecku ślad na długie lata. Napisała:

"Spędziłam święta w domu rodzinnym. W tym czasie usłyszałam: – nie chcesz, to nie musisz jeść na siłę – rozlało się? nie szkodzi, pościeram – nie musimy tego robić, jeśli nie chcesz – przypaliłaś grzanki? to nic, zrób nowe

Super, mamo, ale gdy cię potrzebowałam 20 lat temu, to mówiłaś: – będziesz tu siedzieć, dopóki nie zjesz – znowu rozlałaś, nic nie umiesz zrobić porządnie – masz robić, co ci każę – przypaliłaś i muszę wyrzucić, marnujesz moje pieniądze".

W tych słowach widać ogromny żal do rodziców o dzieciństwo, ale też cały wachlarz emocji, które wciąż domagają się zauważenia i przepracowania. Wielu z nas obserwuje dziś u swoich rodziców zaskakującą zmianę – gdy zaczynają mówić inaczej, bardziej uważnie, jakby z refleksją nad tym, co kiedyś mogło być raniące.

Pod wpisem pojawiło się wiele podobnych historii. Komentujący zwracali uwagę, że to realna zmiana, jaką młodsze pokolenie wywiera na starszym – powolny, czasem trudny proces, który jednak prowadzi do zdrowszych relacji w rodzinie.

Przerywanie łańcucha – jak traumy międzypokoleniowe wracają pod inną postacią

To, co dzieje się dziś między pokoleniami, jest czymś więcej niż tylko różnicą w podejściu do wychowania. To próba przerwania pewnego łańcucha – zatrzymania schematów, które przez lata były uznawane za normę. Warto pamiętać, że traumy międzypokoleniowe, jeśli nie zostaną nazwane i przepracowane, wracają pod inną postacią – w reakcjach, lękach i przekonaniach kolejnych generacji.

Nie zawsze kończy się ona pełnym zrozumieniem czy pojednaniem, ale już sama gotowość do nazwania tego, co było trudne, i szukania innej drogi, jest ogromnym krokiem.

Kiedy dziadkowie chcą naprawić przeszłość

Warto też zauważyć, że dziadkowie chcą naprawić swoje rodzicielskie błędy – nierzadko próbują to robić przy okazji wychowywania wnuków, co bywa źródłem napięć. Ich intencje bywają dobre, ale rola babci i dziadka rządzi się innymi prawami niż rola rodzica. To właśnie my – ich dorosłe dzieci – musimy wziąć pełną odpowiedzialność za przerwanie tego, co odziedziczone.

Trauma transgeneracyjna – ciężar, który można złożyć

Psychoterapeuci podkreślają, że trauma transgeneracyjna działa często poniżej progu świadomości – przekazywana jest nie tylko w słowach, ale w sposobie reagowania, w tym, czego się nie mówi, i w tym, jak okazuje się (lub nie okazuje) emocje. Gotowość do zmierzenia się z tą historią – w gabinecie terapeutycznym lub w rozmowie z bliskimi – jest pierwszym krokiem ku temu, by przestała determinować kolejne pokolenia.

Słowa, których kiedyś zabrakło

I choć dla wielu dorosłych dzieci te nowe zdania przychodzą za późno, trudno nie zauważyć, że są one ważne. Bo to właśnie tych słów kiedyś zabrakło: "rozumiem", "masz prawo tak czuć", "nic się nie stało". Dziś pojawiają się w ustach rodziców, którzy sami musieli się ich nauczyć – często po latach. I to, mimo wszystko, daje powód do radości. Bo oznacza, że pojawiła się refleksja, a razem z nią szansa na zmianę.