
"Kubuś Puchatek" wychował całe pokolenia i wciąż potrafi zachwycić dzieci. Choć dziś najmłodsi wybierają częściej dynamiczne animacje, klasyczne rysunkowe bajki nadal mają ogromną wartość. To właśnie dzięki nim moje dzieci uczą się o emocjach i relacjach.
"Kubuś Puchatek" wychował całe pokolenia
Nie wiem, jak inni rodzice, ale ja wychowałam się na "Kubusiu Puchatku". To były jedne z tych opowieści, do których się wracało nie tylko dla fabuły, ale też dla emocji, spokoju i poczucia, że świat może być prostszy i łagodniejszy.
Dziś, kiedy jestem mamą, widzę wyraźnie, jak bardzo zmieniły się te produkcje dla najmłodszych. Moi synowie żyją "Spidermanem", "Oktonautami" i wieloma innymi dynamicznymi, kolorowymi animacjami, które często przebodźcowują już po 5 minutach oglądania.
Nie mam w sobie potrzeby, żeby z tym walczyć. Rozumiem, że to po prostu inne czasy i inne tempo życia – o tym też ostatnio pisała moja redakcyjna koleżanka, opowiadając o oglądaniu "Reksia" przez jej syna. Dzieci funkcjonują dziś w zupełnie innej rzeczywistości niż my kiedyś: ich świat nie jest tak samo analogowy, jak był nasz.
Jednocześnie czuję, że nie chcę całkowicie rezygnować z tego, co było ważne w moim dzieciństwie. Dlatego od początku starałam się wprowadzać do ich świata także te starsze historie. Czytam im książki, które sama zapamiętałam na lata. Wybieram spokojniejsze bajki, sięgam po klasykę, która ma ponadczasowe przesłania.
Widzę, że to ma znaczenie. Moje dzieci znają Kubusia Puchatka i naprawdę go lubią, choć wiem, że nie byłoby to takie oczywiste, gdybym zostawiła ich wyłącznie z tym, co podsuwa im Netflix i inne platformy streamingowe. Ta sympatia nie wzięła się z przypadku. Wzięła się z mojej uważności, poświęconego czasu na wspólne czytanie i oglądanie i z tego, że te historie były im po prostu bliskie od czasu narodzin.
Zobacz także
Osobisty wymiar opowieści o misiu
Jest w tym dla mnie jeszcze jeden ważny, bardzo osobisty wątek. Mój syn ma na imię Krzyś. Tak jak bohater z "Kubusia Puchatka", który prowadził nas przez ten spokojny, pełen czułości świat swoich pluszaków. Od kiedy pamiętam, opowiadam mu o tym, skąd wzięło się jego imię (tak, ta książka była inspiracją). Dzięki temu ta historia nie jest dla niego tylko jedną z wielu. Tak jak ja jako dziecko czytałam serię o Martynce, tak teraz mój syn czyta sobie przygody Puchatka i bardzo się z nimi utożsamia.
Nie uważam jednak, że dzieci trzeba zmuszać do staroci. Jeśli czegoś nie czują, to nie ma sensu ich do tego przekonywać na siłę. To najprostsza droga do tego, żeby zniechęcić je do wszystkiego, co starsze i spokojniejsze. Wierzę raczej w pokazywanie niż narzucanie. W proponowanie zamiast wymagania. W tworzenie przestrzeni, w której dziecko samo może odkryć, że nie każda historia musi być pełna bodźców, żeby była ciekawa.
Dawne bajki mają w sobie coś, co trudno dziś znaleźć w nowych produkcjach. Często niosą proste, ale ważne przesłania o przyjaźni, bliskości, emocjach i byciu razem. Niby nic skomplikowanego, ale chciałabym, żeby uczyli się o tym z treści, które chłoną.
Co ważne, te historie wcale nie muszą traktowane przez dzieci jako przestarzałe. Bohaterowie, których znamy z dzieciństwa, wracają dziś w nowych odsłonach. Są obecni w nowszych książkach, animacjach i wydaniach, które lepiej trafiają do współczesnych dzieci, a jednocześnie zachowują to, co w nich najcenniejsze. Wg mnie to dobre połączenie między światem, w którym dorastaliśmy my, a tym, w którym dorastają nasze dzieci.
