
Dorośli często powtarzają, że dawne bajki były lepsze, spokojniejsze i bardziej wartościowe. Czy jednak nie patrzymy na nie przez pryzmat nostalgii, zapominając o ich wadach? Dziś problem nie polega na tym, że bajki są gorsze – one są po prostu inne.
Dorośli mówią: "Dawne bajki były lepsze"
Ostatnio w redakcji dyskutowałyśmy z koleżankami o tym, jak zmieniły się gusta dzieci w odniesieniu do bajek. Zaczęło się od tekstu o tym, że "Harry Potter" to kultowa seria (zarówno książek, jak i filmów) dla pokolenia milenialsów. Ale w latach 90. wychowaliśmy się też na kreskówkach Hanna-Barbera, Cartoon Network, a także na "Reksiu" czy "Misiu Uszatku".
Dziś te bajki nie porywają już tylu dzieci – z różnych powodów. Mają one dostęp do nieograniczonej liczby animacji na platformach streamingowych (a my jako dzieci oglądaliśmy tylko "Wieczorynkę" i poranne programy dla dzieci w weekendy), przez co ich ciekawość bywa słabsza – kiedy mają wszystkiego za dużo, trudniej im się na czymś skupić.
Do tego dochodzi wychowanie w całkowicie cyfrowym świecie, co wpływa na uwagę i koncentrację. Jesteśmy też przyzwyczajeni do innej estetyki – wszystko jest szybkie, krzykliwe i sprawia, że dzieci szybko się przebodźcowują. Dlatego nie interesują ich statyczne bajki rysowane ręcznie przez ilustratorów. Można by tak wymieniać różnice w nieskończoność.
O jednej z nich napisał też użytkownik Threads, a jego post dał mi do myślenia:
Muszę przyznać, że jestem zwolenniczką starych bajek, które sama pamiętam ze swojego dzieciństwa. Zawsze opowiadam o nich synom i zdarza nam się razem oglądać "Kubusia Puchatka", "Bolka i Lolka" czy różne disneyowskie produkcje lat 90. Ale jako mała dziewczynka uwielbiałam też wspomniane kreskówki z Cartoon Network czy azjatyckie animacje, które nie zawsze były mądre, spokojne i estetyczne.
Zobacz także
Z dzisiejszymi animacjami są inne problemy
Dziś jako rodzic pewnie też bym się burzyła, że moje dzieci je oglądają – tak jak moja mama grzmiała, że "Krowa i Kurczak" czy "Laboratorium Dextera" to wyjątkowo dziwne (moja mama twierdziła, że "durne") i pełne agresji bajki.
Współczesne produkcje, takie jak "Psi Patrol" czy "Świnka Peppa", również nie są idealne – psychologowie często je krytykują, wskazując na kiepską estetykę, złe wzorce zachowań czy niekulturalne zwroty (to głównie w przypadku Peppy). Trzeba jednak przyznać, że dziś mamy dużo większą świadomość, a w animacjach – zależnie od wieku odbiorcy – rzadziej pojawia się otwarta przemoc czy krzywdzące treści.
Jesteśmy bardziej wyczuleni na to, co w bajkach może być naprawdę szkodliwe dla najmłodszych, i nie chodzi tu wyłącznie o szybkie, kolorowe obrazki – bo wśród współczesnych animacji nie brakuje też tych spokojnych i wartościowych.
Na końcu i tak wszystko sprowadza się do równowagi i uważności rodzica, który powinien po prostu wiedzieć, co ogląda jego dziecko. Nie ma idealnych bajek – ani dawniej, ani dziś. Każde pokolenie miało swoje "złe" i "dobre" tytuły, a dzieci zawsze będą przyciągane przez to, co dynamiczne i emocjonujące.
Naszą rolą nie jest więc całkowite odcinanie ich od współczesnych animacji ani idealizowanie tych sprzed lat, bo powinniśmy zrozumieć, że nie dla każdego malucha dziś stare bajki będą atrakcyjne. Chodzi po prostu o mądre towarzyszenie im w wyborach i rozmowa o tym, co oglądają.
