kadr z filmu "Star Wars: Mroczne widmo"
Seria "Star Wars" to dla dzisiejszych ojców i dziadków wspomnienie dzieciństwa. fot. screen imdb.com

Moi synowie stali się fanami "Star Wars", a ich tata odkrył serię na nowo. Wspólne oglądanie filmów i układanie LEGO stworzyło między nimi wyjątkową więź. Ta pasja stała się pretekstem do rozmów, zabawy i nostalgii między pokoleniami.

REKLAMA

Synowie stali się fanami Star Wars

Jestem razem z mężem przedstawicielką pokolenia millenialsów: wychowaliśmy się na książkach i filmach o Harrym Potterze, z zapartym tchem oglądaliśmy "Władcę Pierścieni", a jako studenci czekaliśmy z niecierpliwością na każdy kolejny odcinek "Gry o Tron". Są jednak tytuły, które mimo tego, że również stały się klasyką, nigdy mnie – a przynajmniej mnie – nie porwały.

Jako dziecko, kiedy do kin wchodziły "Gwiezdne Wojny: Atak klonów" czy "Zemsta Sithów", nie uległam modzie na te produkcje ani wszelkie gadżety z nimi związane. Wszyscy zbierali karteczki i tazzosy z czipsów z księżniczką Leią, a ja nie rozumiałam tych zachwytów. Bliżej było mi do fantastyki, o której wspominałam wyżej.

Całe uniwersum "Star Wars" zawsze wydawało mi się tematem typowym dla chłopców. Nie chcę, żeby fani serii poczuli się urażeni – po prostu nigdy nie "czułam" tych filmów i seriali. Wychowałam się z młodszą siostrą, zawsze bliżej mi było do wszystkich "dziewczyńskich" filmów i seriali.

Kiedy jednak zostałam mamą dwóch chłopców, naturalnie weszłam w ten „męski świat”. Chłopaki oczywiście bawili się w kuchnię, szkołę, a nawet we fryzjera (głównie moimi włosami) czy makijażystów (moimi kosmetykami), ale podstawą zawsze były auta, klocki, Pokemony, Minecraft, LEGO i inne gadżety kojarzone głównie z chłopcami.

Gdy mieli około 6 lat, zaczęli mocno interesować się "Star Wars" dzięki zestawom LEGO. Zaczęło się od postaci Yody, Dartha Vadera i mieczy świetlnych, ale wkrótce zapragnęli obejrzeć filmy z tej serii.

Nostalgiczny powrót do dzieciństwa ze swoimi synami

Nigdy nie ukrywałam, że nie jestem fanką "Star Wars", dlatego to mój mąż podjął się obejrzenia filmów z chłopcami. Podeszli do zadania bardzo poważnie – przygotowali kartkę z listą filmów i chronologicznymi datami, żeby wiedzieć, od czego zacząć i na czym skończyć. W minioną zimę obejrzeli wszystkie części sagi z głównego cyklu, a teraz sięgają po filmy i seriale poboczne.

Ich tata przypomniał sobie wszystkie części, które znał i lubił jako dziecko, nadrobił te, których nie obejrzał w wieku nastoletnim i dwudziestoletnim. Wszyscy trzej wkręcili się w całe uniwersum – podczas podróży autem czy przy posiłkach dyskutują o wątkach, bohaterach, ich decyzjach i losach. Przyglądam się temu z boku i muszę przyznać, że czuję ekscytację.

Nie tyle samym faktem ich zaangażowania w serię, której wciąż do końca nie rozumiem (przepraszam fanów ;-)), ile tym, że moi synowie mają ze swoim ojcem tak bliską relację, wspólne zainteresowania i potrafią żywo dyskutować o różnych kwestiach związanych z uniwersum.

Traktuję tę ich pasję jako okazję do pielęgnowania więzi tata-synowie, punktów do rozmów na różne tematy, a jednocześnie jako przestrzeń dla mnie, by móc na chwilę odpocząć od tego "chłopackiego" świata.

Filmy i seriale tez mogą wspierać więzi

Czasami zastanawiam się, jak bardzo dziecięce preferencje wpływają na późniejsze relacje w rodzinie. Ja z moją siostrą spędzałam godziny na wymyślaniu historii, układaniu pobocznych scenariuszy do "Harry'ego Pottera", rysowaniu i kreowaniu postaci – to były nasze "magiczne światy".

Teraz obserwuję, jak mój mąż i synowie tworzą własne historie, komentują losy bohaterów, snują teorie spiskowe i wymieniają się pomysłami na przygody, wspólnie układają LEGO z serii "Star Wars" i kolorują tematyczne kolorowanki.

Fascynujące jest to, że w różnych pokoleniach, przy różnych zainteresowaniach, można wciąż znaleźć coś, co łączy i daje przestrzeń do wspólnego przeżywania pasji. Do tej zajawki przyłączył się również mój tata, dziadek chłopaków, i czasem bierze udział w dyskusjach o Hanie Solo czy Anakinie Skywalkerze.

Z drugiej strony, widzę też, że moja własna pasja do książek i filmów wkrada się do ich świata w subtelny sposób. Czasem podrzucam synom tytuły, które mogą poszerzyć ich wyobraźnię lub pobudzić do dyskusji o odwadze, przyjaźni czy moralnych wyborach bohaterów – tematy, które kiedyś były dla mnie kluczowe, gdy czytałam "Harry'ego Pottera" czy oglądałam "Władcę Pierścieni".

Cieszę się, że mimo różnic w gustach, każdy z nas może mieć swoje małe uniwersum, a jednocześnie odnaleźć wspólne przestrzenie, w których możemy się spotkać i śmiać razem – nawet jeśli ja wciąż nie do końca "czuję" miecze świetlne.