
Przeglądając serwis Threads trafiłam na wątek, w którym autorka poruszyła temat kobiet, które zostają w domu i zajmują się dziećmi. Nie da się ukryć, że jej opinia była bardzo ostra. Nic dziwnego, że pod postem pojawiło się mnóstwo komentarzy.
Wpis o matkach, który wywołał burzę
Autorka postu na Threadsie napisała:
"Jak można z siebie zrobi taką ofiarę losu i uzależnić się w pełni od drugiego człowieka? Gotowanie we własnym domu nie czyni z kobiety kucharki, opieka nad własnymi dziećmi – niani. Czemu wiecznie niepracujące kobiety robią z siebie zbawców świata? Pracujący ludzie robią to samo i jeszcze mają etat".
Wpis odbił się głośnym echem, wielu uznało, że autorka bardzo uprościła temat i oceniła sytuację, nie znając realiów innych rodzin.
"Łatwo oceniać z boku"
Jedna z osób zwróciła uwagę na to, że sytuacje rodzinne bywają bardzo różne.
"Ja pracuję zawodowo, ale mam partnera, który współdzieli obowiązki domowe i wsparcie rodziny. Znam natomiast przypadki, gdzie matka musiała zwolnić się z pracy, bo wyczerpała limit L4 na dziecko, a ono dalej chorowało. Łatwo oceniać z boku, nie będąc w czyiś butach. Dzieci też są różne, tak jak my mamy różne zasoby, którymi dysponujemy. Są dzieci nieodkładalne, z różnymi zaburzeniami rozwojowymi, są kobiety, które po porodzie przechodzą ciężką depresję. To, że coś było łatwe dla Ciebie to, że urlop wychowawczy wspominasz jak sielankę, nie znaczy, że tak jest w przypadku każdej kobiety. I to, że partner coś obiecuje przed ślubem/pojawieniem się dziecka, też nie daje gwarancji, że słowa dotrzyma. Są tacy, którzy snują wizję, jakimi super bedą ojcami i których zapał wyparowuje wraz z koniecznością zmiany pierwszej pieluchy czy wstania w nocy".
Podział obowiązków w związku
W dyskusji pojawił się też wątek partnerstwa w związku.
"Ale pakowanie się w dzieci na zasadzie snucia wizji to nie jest mądre posunięcie. To widać, że mężczyzna się angażuje we wspólne życie już przed narodzinami dziecka. A ja ktoś ma chore dziecko to jest zupełnie inna sprawa. Nie oceniam, tylko później nie ma się co dziwić jak się zostanie na lodzie. Co do zaburzeń – bez szczegółów, ale na pewnym etapie moje dziecko wymagało pomocy, to jest kwestia partnerstwa i kolejny raz napiszę – PODZIAŁU OBOWIĄZKÓW".
Nie wszyscy mogli uwierzyć w ton oryginalnego wpisu.
"Musiałam przeczytać 3 razy ten komentarz, żeby dotarło do mnie, że to nie jest moje przywidzenie".
Zobacz także
"To nie jest siedzenie w domu"
Wielu internautów broniło kobiet zajmujących się domem i dziećmi.
"Chodzi o to, żeby nie deprecjonować tak skrajnie roli kobiety 'będącej' w domu. To nie jest tak, że ona siedzi cały dzień i ogląda seriale. Zajmowanie się domem przy kilkuosobowej rodzinie, nie jest na pewno 'nicnierobieniem'. A z obserwacji rodzin moich znajomych wynika, że gdy zarówno mąż, jak i żona są na etacie, to i tak większość obowiązków domowych spada na kobietę. Gotowanie, sprzątanie, pranie, prasowanie, przygotowywanie dzieci do szkoły. Więc mają one de facto dwa etaty wtedy".
Inna osoba napisała jeszcze ostrzej:
"Czyli mają jeden bezpłatny etat – prawie całodobowy – matki, żony i kochanki, z przerwą na etat zawodowy płatny – dotyczy tych których mąż/partner po pracy zawodowej jest zmęczony i oczekuje obsługi".
Pojawiły się też głosy, że nie każda kobieta musi spełniać się zawodowo.
"A czy każda kobieta musi chcieć spełniać się zawodowo? Czy jak ktoś woli zajmować się domem to jest gorszy?".
Na koniec pojawił się też krótki, ale wymowny komentarz:
"Ty tak serio?".
Co sądzicie o tej dyskusji?
