
Coraz więcej kobiet zastanawia się, czy rezygnacja z pracy zawodowej na rzecz domu to cofnięcie się w czasie, czy sposób na odzyskanie równowagi. Dyskusja o byciu "trad wife" znów rozgrzała internet. Odpowiedzi matek pokazują, jak różne są dziś potrzeby i oczekiwania wobec życia rodzinnego.
Kobiety z przemęczenia marzą o byciu "trad wife"
Od kilku lat w Polsce i na świecie możemy obserwować trend na bycie "trad wife". Oznacza on tradycyjną żonę od angielskiego "traditional wife" i polega na tym, że młode kobiety, żony i matki, decydują się na całkowitą rezygnację z życia zawodowego na rzecz wychowywania dzieci oraz dbania o dom i dobrostan męża/partnera.
Osobiście jako przedstawicielka pokolenia milenialsów, która wychowała się w kulturze hołdu samodzielności kobiet, ich nowoczesności, odchodzenia od tradycyjnego modelu rodziny, po trochu rozumiem ten zwrot. Wiele kobiet jest po prostu zmęczonych tym, że większość domowych obowiązków spoczywa na nich. To one najczęściej są mózgiem operacji o nazwie "rodzina".
Ogarniają dzieci, dom, zakupy, a do tego pracują zawodowo, gdzie chcą się spełniać, rozwijać i być ambitne. Tak wiele ról, z których każdej chcą poświęcić uwagę, może prowadzić do przemęczenia. Wtedy takie skupienie się tylko na byciu matką, żoną i strażniczką domowego ogniska może być pewnego rodzaju oddechem, szczególnie jeśli domowy budżet na to pozwala, bo np. partner zarabia wystarczające do życia środki.
Są kobiety, dla których spełnieniem marzeń jest skupienie się na domowych obowiązkach, wychowywaniu dzieci i oddanie mężowi obowiązku zapewnienia rodzinie bezpieczeństwa finansowego. Coraz więcej dziewczyn uważa, że to najlepsze, co mogą zrobić dla siebie i swojej rodziny.
Zdecydowałabyś się na rezygnację z pracy na rzecz domu?
Każdy ma prawo do własnych wyborów i należy szanować także takie podejście do roli w rodzinie, choć część współczesnych kobiet przyznaje, że jest taką postawą przerażona. Zauważają, że to często oznacza odejście od wielu przekonań, o które kobiety przez lata walczyły.
"Trad wives" to dla przeciwniczek takiej postawy m.in. rezygnacja z rozwoju osobistego, utrata niezależności finansowej, a często też zrezygnowanie z równouprawnienia (co właściwie nie jest prawdą). Wiele kobiet, które zdecydowały się na taki krok, przyznaje, że decyzja dała im spokój psychiczny, a ich mężowie zarabiają tyle, że one są w stanie poświęcić się w pełni domowi i dzieciom.
O taką decyzję zapytał też kobiety na Threads użytkownik o nicku codi__dusk. "[...] ile z was byłoby skłonnych zostać w domu, gdyby Wasz mąż wpłacał na wspólne konto tyle, ile zarabia on, plus tyle, ile Ty? Pomyśl o 160 h w miesiącu, które możesz poświęcić dziecku zamiast szefowi, o obiadach dla dziecka i męża, o tym, ile można zaoszczędzić na gotowym jedzeniu i przetworach. Więcej czasu dla dzieci, brak korków, pojawią się oszczędności. On będzie pracował za dwoje, a Ty gospodarnie zarządzała domem. Pamiętaj, że renta wdowia i tak Ci się należy" – czytamy jego wpis.
Pod postem wiele użytkowniczek starało się przekonywać do swoich racji, pisząc, że takie zrezygnowanie z pracy zawodowej może być kiedyś problemem. Zauważały, że kobieta, która całe życie poświęciła rodzinie, może po latach czuć się źle z tym, że zostanie sama w pustym domu.
Dodatkowo zwracały uwagę na to, że brak niezależności finansowej rzadko kiedy nie wiąże się z przemocą ekonomiczną w rodzinie oraz że nie ma nic złego w takiej decyzji, jeśli to faktycznie podjęła ją kobieta, a nie zdecydował za nią mąż/partner.
Rodzicielstwo to rozwój
Z drugiej strony pojawiła się też ciekawa wypowiedź o tym, że zostanie w domu nie musi wiązać się ze stereotypową rolą kury domowej. "Bawi, ze ludzie brak pracy zawodowej utożsamiają z brakiem rozwoju. Większość ludzi to zwykli wyrobnicy i nie mają rozwoju w pracy. Duża część 'rozwoju' to ułuda. Dziecko rozwija niesamowicie, jeśli ktoś też ma ambicje i nie puszcza bajek 24/7. Można chodzić na milion kursów, prowadzić warsztaty, udzielać się lokalnie" – napisała użytkowniczka o nicku laskowska__julia.
I w jej wypowiedzi jest sporo racji, bo opieka i wychowywanie dziecka to naprawdę wiele wyzwań, obowiązków i okazji do rozwoju. Tu bardziej problemem jest ta niezależność finansowa, której trad wife najczęściej brak. Kobiety ochoczo decydują się na rolę organizatorki życia domowego, ale nie myślą o tym, że rodzinę mogą spotkać przykre wypadki: śmierć partnera, rozstanie i rozwód czy wiele innych losowych sytuacji.
Wtedy często kobieta, która poświęcała się rodzinie przez lata, nie ma jak udowodnić np. w sądzie, jak ogromnym wkładem w życie rodzinne była jej praca, bo nikt jej tych czynności nie wycenił i za nie nie płacił.
Bycie "trad wife" z pewnością nie jest dla każdego – i trudno jednoznacznie ocenić, czy to krok wstecz, czy może raczej próba odzyskania równowagi w świecie, który wymaga od kobiet zbyt wiele. Jedne widzą w tym powrót do przeszłości, inne – świadomy wybór i formę dbania o siebie oraz o rodzinę.
Niezależnie od tego, po której stronie się stoi, kluczowe wydaje się jedno: decyzja powinna wynikać z wolności, a nie z presji – ani społecznej, ani ekonomicznej, ani emocjonalnej. Bo prawdziwa wartość kobiety nie zależy od tego, czy pracuje zawodowo, czy zarządza domem, ale od tego, czy może żyć w zgodzie ze sobą i swoimi przekonaniami.
